Przypomnijmy, w ostatnich tygodniach spore poruszenie w opinii publicznej wywołały nieprawidłowości, do których miało dochodzić w Szpitalu Południowym w Warszawie, a także problemy z finansowaniem ochrony zdrowia. Jednocześnie członkowie koalicji rządzącej mają się też skarżyć na problemy w komunikacji z ministrą zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą.
Narastają obawy wśród koalicjantów. „Będziemy mieli problem”
– Jest zaniepokojenie, że jeżeli to, co się dzieje, nie przyczyni się do systemowych zmian w ochronie zdrowia, to wszyscy będziemy mieli problem w przyszłym roku – mówił jeden z koalicjantów spoza KO w rozmowie z „Faktem”. – Jest duże oczekiwanie w koalicji, że ta sprawa, to będzie motor napędowy do poważniejszych zmian – dodał.
Polityk zaznaczył także w rozmowie z dziennikiem, że wśród koalicjantów pojawiają się też nieprzychylne komentarze dotyczące współpracy z Jolantą Sobierańską-Grendą. – Nie brakuje głosów w koalicji, że pani minister zdrowia ma problem z komunikacją. Jest tam z tym wyraźny problem – ocenił rozmówca „Faktu”.
Afera w Szpitalu Południowym. Sobierańska-Grenda: „Nie zaginęłam”
W rozmowie z Wirtualną Polską ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda po raz pierwszy szczegółowo odniosła się do afery związanej z warszawskim szpitalem. Zapytano ją także, dlaczego dopiero teraz zabrała głos.
– Nie było wcześniej żadnych niepokojących sygnałów kierowanych do Ministerstwa Zdrowia dotyczących Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu Południowym – przekazała polityczka podczas rozmowy opublikowanej 30 czerwca. Dodała również, że „w tej sprawie uruchomiono trzy kontrole: najpierw zrobił to nadzór właścicielski szpitala, następnie – od 15 czerwca – Narodowy Fundusz Zdrowia, a na końcu Ministerstwo Zdrowia”.
Prowadzący wywiad zwrócił jednocześnie uwagę, że polityczka wyjątkowo późno zaczęła komentować sprawę. – Cały czas jestem w pracy, byłam na posiedzeniach Rady Ministrów. I komentowałam też w mediach sprawę Szpitala Południowego. Nie zaginęłam – zapewniła.













