-
Administracja Donalda Trumpa przeznacza duże środki na blokowanie rozwoju energetyki odnawialnej, jednak kryzys wokół Iranu uwidocznił podatność rynku ropy i gazu na zaburzenia powodowane konfliktami.
-
Paul Krugman wskazuje, że ograniczenia dla OZE oparte są głównie na polityce oraz wpływach przemysłu paliwowego, a nie na argumentach ekonomicznych.
-
Paradoksalnie działania administracji Trumpa mogą przyspieszyć globalne odejście od paliw kopalnych poprzez zwiększenie znaczenia argumentów dotyczących bezpieczeństwa energetycznego.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Donald Trump od lat krytykuje energetykę wiatrową i słoneczną. Po powrocie do Białego Domu jego administracja zaczęła przekuwać te poglądy w konkretne działania.
Według Paula Krugmana amerykański rząd przeznaczył już około 2,5 mld dolarów na zatrzymywanie lub anulowanie projektów związanych z odnawialnymi źródłami energii. Ostatnim przykładem była decyzja Departamentu Spraw Wewnętrznych, który zgodził się wypłacić firmie Invenergy 765 mln dolarów za rezygnację z budowy trzech morskich farm wiatrowych.
Administracja próbowała również blokować inne projekty wiatrowe, także te będące już w realizacji. Część tych działań została zatrzymana przez sądy. W tym samym czasie Stany Zjednoczone mierzą się z rosnącym zapotrzebowaniem na energię elektryczną, napędzanym między innymi przez rozwój centrów danych i sztucznej inteligencji.
Skąd niechęć do zielonej energii?
Krugman uważa, że trudno znaleźć ekonomiczne uzasadnienie dla takiej polityki. Jego zdaniem źródeł niechęci wobec energetyki odnawialnej należy szukać raczej w polityce, wpływach przemysłu paliwowego i ideologii niż w rachunku ekonomicznym.
W swoim komentarzu opublikowanym na serwisie Substack przypomina wymianę zdań między sekretarzem spraw wewnętrznych Dougiem Burgumem a demokratycznym kongresmenem Jaredem Huffmanem. Burgum argumentował, że projekty słoneczne mają podstawową wadę: po zachodzie słońca nie produkują energii elektrycznej. Huffman odpowiedział, że istnieje technologia pozwalająca przechowywać energię na później. Nazywa się bateria.
Choć wymiana zdań miała charakter polityczny, dotyka jednego z najważniejszych sporów dotyczących transformacji energetycznej. Krytycy odnawialnych źródeł energii od lat wskazują, że słońce nie świeci przez całą dobę, a wiatr nie wieje zawsze wtedy, gdy potrzebny jest prąd. Problem ten jeszcze kilkanaście lat temu rzeczywiście stanowił jedną z głównych barier rozwoju OZE. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać wraz ze spadkiem cen magazynów energii.
Kalifornia pokazuje nowy model energetyki
Krugman przywołuje przykład Kalifornii. Gdyby ten stan był niezależnym państwem, jego gospodarka należałaby do największych na świecie. Ponad połowa energii elektrycznej zużywanej w Kalifornii pochodzi obecnie ze źródeł odnawialnych, przede wszystkim z elektrowni słonecznych. W ciągu dnia nadwyżki energii trafiają do magazynów, a po zmroku są oddawane do sieci. W praktyce oznacza to, że coraz większa część stanu działa dzięki energii słonecznej w dzień i bateriom w nocy.
Podobne zmiany zachodzą również poza Kalifornią. W Dakocie Południowej ponad połowa energii elektrycznej pochodzi z wiatru. W Dakocie Północnej udział energetyki wiatrowej przekracza jedną trzecią produkcji. Znaczący udział odnawialnych źródeł energii mają także liczne państwa europejskie. Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów jest Hiszpania, która w ostatnich latach bardzo szybko rozbudowywała zarówno farmy słoneczne, jak i magazyny energii.
Wojna przypomniała o starym problemie
Zdaniem Krugmana prawdziwy test dla różnych modeli energetycznych przyszedł jednak wraz z konfliktem wokół Iranu. Od dekad wiadomo, że znaczna część światowych zasobów ropy i gazu znajduje się w regionach niestabilnych politycznie. Kryzysy na Bliskim Wschodzie wielokrotnie prowadziły już do skoków cen energii.
Tym razem problem dotknął również rynek skroplonego gazu ziemnego, czyli LNG. Ograniczenia transportu przez rejon Zatoki Perskiej wywołały wzrost cen gazu i obawy o bezpieczeństwo dostaw.
W opinii Krugmana państwa mocno uzależnione od gazu odczuły skutki kryzysu znacznie silniej niż kraje, które wcześniej zainwestowały w odnawialne źródła energii. Przywołuje analizę think tanku Ember, według której ceny energii elektrycznej w Hiszpanii były w dużym stopniu oderwane od gwałtownych wzrostów cen gazu obserwowanych w innych częściach Europy.
Powód był prosty. Coraz większa część hiszpańskiej energii pochodzi ze słońca i wiatru, a nie z paliw sprowadzanych z zagranicy.
Energia to nie tylko klimat
Przez wiele lat dyskusje o odnawialnych źródłach energii koncentrowały się głównie na emisjach gazów cieplarnianych. Argument był prosty: energia słoneczna i wiatrowa pomagają ograniczać zmiany klimatu. Krugman uważa, że dziś coraz większego znaczenia nabiera inny argument. Chodzi o bezpieczeństwo energetyczne.
Państwo uzależnione od importowanej ropy lub gazu jest narażone nie tylko na wahania cen. Musi także brać pod uwagę ryzyko konfliktów zbrojnych, blokad transportowych i politycznych nacisków ze strony dostawców.
Energia słoneczna i wiatrowa mają inną charakterystykę. Nie wymagają importu paliwa. Nie można ich zablokować na morskim szlaku handlowym. Nie są też zależne od decyzji zagranicznych rządów. Jak zauważa noblista, słońce będzie świecić, a wiatr będzie wiał niezależnie od tego, co dzieje się na drugim końcu świata.
Paradoks Trumpa
Krugman nie twierdzi oczywiście, że Donald Trump świadomie wspiera rozwój zielonej energetyki. Wręcz przeciwnie. Jego administracja konsekwentnie próbuje spowolnić rozwój wielu projektów związanych z OZE. Zdaniem ekonomisty efekt może jednak okazać się odwrotny od zamierzonego.
Kryzys związany z Iranem przypomniał rządom i inwestorom, że paliwa kopalne pozostają nie tylko źródłem emisji, ale również ryzyka gospodarczego i geopolitycznego. Każdy kolejny konflikt może prowadzić do zakłóceń dostaw i gwałtownych wzrostów cen.
Odnawialne źródła energii stają się tymczasem coraz tańsze, a rozwój magazynów energii ogranicza jeden z ich największych problemów, czyli zależność od pogody.
Właśnie dlatego Krugman stawia prowokacyjną tezę: choć Donald Trump robi wszystko, by zatrzymać rozwój zielonej energetyki, jego działania mogą ostatecznie przyspieszyć globalne odchodzenie od paliw kopalnych. Paradoksalnie może więc przyczynić się do wzrostu znaczenia odnawialnych źródeł energii bardziej, niż chciałby tego niejeden zwolennik transformacji energetycznej.













