-
Wellington ma być pierwszym miastem na świecie całkowicie wolnym od kotów, łasic, szczurów i innych drapieżników zgodnie z programem Predator Free 2050.
-
Nowa Zelandia wprowadza plan usunięcia pięciu inwazyjnych gatunków ssaków, w tym szczurów, gronostajów, łasic, fretek i oposów, a także zdziczałych kotów.
-
Projekt eliminacji inwazyjnych drapieżników obejmuje 18,5 tys. hektarów wokół Wellington, finansowanie w wysokości 5,5 miliona dolarów na pięć lat oraz regulacje dotyczące zwierząt, w tym nakaz czipowania kotów domowych.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Nikt dotąd nie porwał się na tak ambitny pomysł jak Nowa Zelandia, która opracowała projekt Predator Free 2050 jako ostateczną i jedyną ochronę unikalnej, rodzimej fauny przed gatunkami inwazyjnymi.
Nowa Zelandia do czasu przybycia Europejczyków była niemal w całości złożona z unikalnych gatunków występujących tylko tam. To głównie ptaki, bo spotyka się tam jedynie dwa rodzime gatunki ssaków lądowych – to dwa nietoperze, z czego jeden nielotny.
Ptaki zajęły w Nowej Zelandii miejsce i nisze ssaków, pełnią ich rolę, nawet niekiedy upodabniają się do nich. Przykładami są kiwi czy kakapo, nielotna papuga. Wielki chruściel takahe uważany jest za odpowiednika grubego zwierza, a nestory kea i kaka pełnią rolę małp.
Ten unikalny i kruchy ekosystem został zachwiany począwszy od XVIII w., gdy wraz z Europejczykami dotarło tam wiele inwazyjnych, obcych zwierząt. Szczególnie niebezpieczne są drobne drapieżniki, takie jak lisy, łasice, gronostaje i inne.
Plagą stały się także zdziczałe koty. Te europejskie zwierzęta masakrują rodzimą faunę nowozelandzką na ogromną skalę i większość gatunków, zwłaszcza ptaków, znalazła się na krawędzi albo już wyginęła.
Sporo zwierząt tych wysp stała się nielotna, nie tylko ptaki, ale i chociażby owady. Przez tysiące lat lot nie był im do niczego potrzebny, ale po pojawieniu się inwazyjnych drapieżników uczynił z nich istoty niemal bezbronne i łatwe ofiary.
Inwazyjne ssaki mają zniknąć z Nowej Zelandii
Stąd nowatorski i oryginalny oraz budzący zarazem wiele kontrowersji plan zwany Predator Free 2050. Zgodnie z nazwą, zakłada on uwolnienie tego kraju od inwazyjnych drapieżników, a z czasem może wszystkich inwazyjnych kręgowców do 2050 r.
Usunięcie zwierząt drobnych to bardzo trudne zadanie, a może nawet niewykonalne. Największą wyspą, jaką kiedykolwiek oczyszczono, jest australijska Macquarie, która zajmuje powierzchnię ok. 128 kilometrów kwadratowych. Nowa Zelandia jest dwa tysiące razy większa.

Zniknąć mają szczury, łasice, gronostaje, fretki, oposy i koty
W planie Predator Free 2050 priorytetem jest usunięcie z Nowej Zelandii pięciu zwierząt. To szczur (w obu gatunkach, wędrowny i śniady), gronostaj, łasica, fretka i opos. Do tego dochodzi kot domowy, który jako zwierzę zdziczałe powoduje szczególnie duże spustoszenie. Kota nie było w pierwotnym projekcie Predator Free 2050, ale został dodany w listopadzie zeszłego roku i nazwany „zimnym zabójcą”.
Wzorcowe ma być miasto Wellington, które jako pierwsze ma zostać pozbawione groźnych inwazyjnych drapieżników.
Dokładnie ma to być 18,5 tys. hektarów wokół nowozelandzkiej stolicy, leżącej na Wyspie Północnej. Minister Ochrony Środowiska Tama Potaka ogłosił to w ramach aktualizacji strategii Predator Free 2050.
Plan dla samego Wellington pochłonie 5,5 mln dolarów w ciągu pięciu lat. Radio New Zealand cytuje minister Tamę Potakę, który ma nadzieję, że cel zostanie osiągnięty w ciągu dekady, a działania prowadzone w Wellington staną się wzorem dla działań na rzecz eliminacji drapieżników z innych dużych obszarów miejskich Nowej Zelandii i świata.
Jeśli plan się powiedzie, oznaczałby całkowitą eliminację szczurów, oposów, gronostajów, fretek, łasic i dzikich kotów z regionu Wellington. W dalszej kolejności plan eliminacji obejmie też myszy i jeże.

Projekt obejmie przepisy regulujące zachowanie wobec tych zwierząt, a także ich fizyczną eliminację. Szczególne kontrowersje budzą koty, stąd tak długo z nimi zwlekano. Projekt eliminacji obejmie jedynie zdziczałe koty, z zakazem wypuszczania domowych kotów i prawdopodobnie obowiązkiem wszczepiania im mikroczipów.
Według projektu do 2040 r. inwazyjne ssaki mają zostać wyeliminowane z 1 mln hektarów terenów miejskich i 5 mln hektarów wiejskich Nowej Zelandii, a do 2050 r. – znikną zupełnie.













