-
Nawłoć kanadyjska jest rośliną ekspansywną, która wypiera rodzime gatunki i modyfikuje środowisko nawet po obumarciu.
-
Badania prowadzone na Podlasiu wykazały, że martwe pędy tej rośliny przez długi czas wpływają na właściwości gleby i mikroświat organizmów glebowych.
-
Walka z nawłocią wymaga regularnego koszenia, usuwania biomasy i unikania sadzenia jej w ogrodach, ponieważ standardowe działania mogą być niewystarczające.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Roślina ta dorasta do ponad dwóch metrów i łatwo tworzy zwarte łany, wypierając rodzime gatunki. Choć początkowo sprowadzono ją do Europy jako ozdobę i roślinę leczniczą, dziś jej szybkie rozprzestrzenianie wiąże się głównie ze zmianami w krajobrazie – porzucaniem pól i ograniczeniem koszenia łąk. Takie warunki sprzyjają jej ekspansji, podobnie jak łagodniejsze zimy. Naukowcy wyjaśniają, jakie nawłoć ma właściwości.
Nawłoć kanadyjska wyrywana na potęgę
„Sukces” nawłoci wynika z jej strategii: produkuje ogromne ilości nasion roznoszonych przez wiatr, a dodatkowo rozrasta się pod ziemią dzięki kłączom. Co więcej, wydziela do gleby substancje hamujące rozwój innych roślin, przez co szybko przejmuje przestrzeń i dostęp do światła. W efekcie zdominowane przez nią tereny stają się uboższe przyrodniczo – szczególnie poza okresem kwitnienia, co negatywnie wpływa na owady i inne zwierzęta, uważają przyrodnicy.
Badania terenowe na Podlasiu wykazały, że nawet martwe pędy nawłoci długo zalegają w środowisku i nadal na nie oddziałują. Ich rozkład trwa miesiącami i przebiega etapami – od działania mikroorganizmów obecnych już w roślinie po wyspecjalizowane grzyby rozkładające trudniejsze związki. W tym czasie zmienia się cały mikroświat gleby.
Nawłoć działa więc jak tzw. „inżynier ekosystemowy” – nie tylko zajmuje przestrzeń, ale też przekształca warunki środowiskowe. W gęstych łanach zmienia się wilgotność, dostęp światła i skład organizmów glebowych, co utrudnia powrót rodzimych gatunków. Co istotne, samo koszenie często nie wystarcza, ponieważ martwa biomasa nadal blokuje kiełkowanie innych roślin.
„Często mówi się o roślinach inwazyjnych jako o inżynierach ekosystemowych, którzy przekształcają środowisko tak, żeby bardziej im odpowiadało. Zwykle myślimy tu głównie o zmianach abiotycznych – na przykład pH gleby, jej żyzności czy proporcji pierwiastków. Tymczasem czasami pomija się wpływ relacji między roślinami inwazyjnymi a mikroorganizmami. Przyjrzeliśmy się temu, żeby zobaczyć, jak nawłoć wpływa na własną dekompozycję. Okazało się, że wpływa. W ten sposób dokładamy kolejną cegiełkę do rozumienia jej inwazyjności” – mówi na łamach Serwisu Naukowego UW badacz Kamil Kisło.
Uznana za inwazynją
Choć problem jest dobrze udokumentowany, gatunek ten nie znajduje się na unijnej liście najbardziej niebezpiecznych roślin inwazyjnych. W Polsce uznawany jest za umiarkowanie inwazyjny, co – zdaniem badaczy – może nie oddawać rzeczywistej skali zagrożenia.
W praktyce oznacza to, że walka z nawłocią wymaga aktywnego działania: regularnego koszenia, usuwania biomasy i unikania jej sadzenia w ogrodach. W przeciwnym razie roślina nie tylko wypiera inne gatunki, ale także trwale zmienia funkcjonowanie całych ekosystemów wynika z licznych badań przyrodniczych.












