Pracownicy schroniska górskiego znaleźli samotne siedmioletnie dziecko w czwartek przed ósmą rano w pobliżu punktu postojowego przy szóstej stacji (na dziesięć), na wysokości ponad dwóch tysięcy m n.p.m. Siedzącego na ławce chłopca zaproszono do schroniska i ustalono, że jego 48-letni ojciec kilka godzin wcześniej powiedział mu, aby tam „poczekał”. Chłopiec skarżył się bowiem na zmęczenie – podał portal BBC.

Zobacz wideo Rosja: ambasador Japonii przyjechał do rosyjskiego MSZ po wezwaniu

Według doniesień „Japan Today” mężczyzna ruszył dalej wraz z drugim, starszym synem. Droga na szczyt i z powrotem zajęłaby im co najmniej siedem i pół godziny, wyłączając czas spędzony na szczycie, ale Japończyka zawróciła policja, która ustaliła jego tożsamość.

Mężczyznę namierzono, gdy był na wysokości ósmej stacji. „Japan Today” szacuje, że wędrówka między stacjami zajmuje około 3-4 godziny, co oznacza, że ojciec porzucił dziecko niepóźniej niż o 4:30 nad ranem.

Japonia. Ojciec żałuje zostawienia syna

Funkcjonariusze surowo upomnieli 48-latka za jego zachowanie. – Nawet jeśli oznacza to konieczność rezygnacji ze wspólnej wspinaczki w góry, pozostawienie dziecka w tyle jest niedopuszczalne – powiedzieli mundurowi, cytowani przez „Japan Today”. Ojciec chłopca przyznał, że podjął „pochopną decyzję” i stwierdził, że „głęboko tego żałuje”.

Poczekam tutaj na tatę – stwierdził chłopiec samotnie siedzący na ławce na wysokości ok. 2500 m n.p.m., gdy zaopiekował się nim pracownik pobliskiego schroniska – pisze Jakub Jessa na Wyborcza.pl.

Dziennikarze „Japan Today” zwrócili uwagę, że mężczyzna mógł dodać otuchy dziecku, zrobić przerwę na odpoczynek albo „zaakceptować, że zabranie siedmiolatka na szczyt Fudżi było od początku chybionym planem i wrócić do domu”. 

Agata ceni japoński spokój, dyscyplinę i szacunek okazywany starszym. Takuya zakochał się w polskiej serdeczności, spontaniczności i zimie – pisze Magdalena Wojciechowska na Wyborcza.pl.

Policja zaapelowała do turystów o ostrożność. Przypomniała też osobom, które wyruszają na szlak, aby dostosowały tempo i ambicje do osoby o najmniejszej wytrzymałości.

Niebezpieczna góra Fudżi

Fudżi to najwyższy szczyt Japonii (3776 m n.p.m.) i jeden z symboli kraju. Ten stratowulkan, położony jest około 100 km na południowy zachód od Tokio. Góra od wieków jest celem pielgrzymek, a w 2013 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

W ostatnich latach na górze doszło do wielu wypadków podczas wspinaczki. Jak przypomniała stacja BBC, w lipcu 99-letnia kobieta potrzebowała pomocy po upadku w trakcie pokonywania trasy. W ubiegłym roku 27-letni student, który wybrał się na wspinaczkę poza oficjalnym sezonem, dwukrotnie w ciągu czterech dni potrzebował pomocy po tym, jak wrócił, by poszukać zgubionego telefonu komórkowego.

Co roku na Fudżi wspina się około 200 tysięcy osób, ale na niektórych trasach obowiązują dzienne limity, aby uniknąć przepełnienia.

Źródło: PAP

Share.
Exit mobile version