Andrzej Olechowski, który był w przeszłości m.in. doradcą ds. gospodarczych prezydenta Lecha Wałęsy i zastępcą prezesa Narodowego Banku Polskiego, komentował w wywiadach udzielanych „Wprost” wybory parlamentarne, samorządowe, prezydenckie i europejskie, oceniał rekonstrukcje rządowe i kolejnych ministrów. Tłumaczył też mechanizmy polityki międzynarodowej, działania unijnych instytucji czy też decyzje światowych przywódców – np. kontrowersyjną strategię Donalda Trumpa wobec Europy.


Ostatni wywiad z Andrzejem Olechowskim został opublikowany przez „Wprost” 12 sierpnia 2025 roku. Niespełna tydzień wcześniej, 6 sierpnia Karol Nawrocki, jako nowo wybrany prezydent Polski, wygłaszał swoje pierwsze przemówienie w roli głowy państwa. Były minister finansów w rządzie Jana Olszewskiego a później szef resortu spraw zagranicznych w gabinecie Waldemara Pawlaka przyznał, że expose Karola Nawrockiego brzmiało jak orędzie przywódcy prawicy w Polsce, choć tym przywódcą dziś jest prezes PiS. – Prezydent, sądząc po jego otoczeniu, wydaje się bardziej przechylony w kierunku Konfederacji, więc za chwilę może dojść do starć w jego własnym obozie – wieszczył.


Dodał, że swoją postawą Karol Nawrocki pokazuje, że jest silnym mężczyzną. – Nie umiem powiedzieć, jakie będą tego konsekwencje, ale może być bardzo ambitny i bardzo trudny – wyznał.


Andrzej Olechowski nie szczędził też gorzkich słów Donaldowi Tuskowi, twierdząc, że „premier ma duży problem, bo nie zapisał się w historii jako sprawny menedżer”. Z drugiej strony podkreślił, że sporym osiągnięciem jest to, że jego partia ma już niemal ćwierć wieku. (PO powstała w styczniu 2001 roku – red.)

– Bo to jest spore osiągnięcie, by instytucja polityczna tyle lat istniała. Możemy powiedzieć, że partia jest zmęczona, że to poważny wiek w polityce, ale kto ma ich zastąpić? Innym partiom to nie wychodziło i po tylu eksperymentach tylko idiota może próbować trzeciej drogi – wyznał współtwórca PO.

Poniżej publikujemy cały wywiad z Andrzejem Olechowskim dla „Wprost”.


Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Jak ocenia pan kierunek, w którym dziś podąża UE — zarówno politycznie, jak i instytucjonalnie? Czy grozi nam erozja integracji, czy raczej pogłębienie wspólnoty?


Andrzej Olechowski: Jeśli chodzi o geopolityczną strategię UE, to się dopiero rozstrzygnie. Sojusz euroatlantycki jest dziś bardzo niepewny. My, Europejczycy, mamy stosunkowo mało do powiedzenia, ponieważ ostateczna decyzja zapadnie w USA. Trudno sobie wyobrazić, by Stany Zjednoczone chciały kompletnie wycofać się z tego sojuszu, ale zakres ich uczestnictwa będzie miał istotny wpływ na postępowanie Unii.


Istotą kwestią jest dalsze, asertywne postępowanie wobec Rosji. Jak będą kształtowały się relacje Zachodu z Rosją?


Dziś większość Europejczyków jest przekonanych, że Rosja jest zagrożeniem w krótkim i dłuższym okresie, i do tego zagrożenia trzeba się ustosunkować. Konieczne jest wzmocnienie obronności i uzupełnienie luk, które powstaną po ograniczeniu obecności USA.

Relacje gospodarcze z Rosją nie powrócą do poprzedniego poziomu długo albo wcale. To wszystko nie jest łatwe.


UE musi się mierzyć z wieloma wyzwaniami, jak obronność, migracja czy Zielony Ład. Czy jesteśmy jeszcze w stanie mówić jednym głosem w kluczowych sprawach?


Moim zdaniem UE jest teraz bardziej jednomyślna niż kiedykolwiek, pomijając takie aberracje jak Węgry czy Słowacja, Rosja to jedna sprawa, imigracja – druga. Definicja migranta, który potrzebuje opieki i gościnności, bardzo się zawęziła. Sojusz z USA to kolejna kwestia. W przeszłości w tych trzech obszarach nie udawało się uzgodnić jednego stanowiska.


Jakie konsekwencje – w dłuższej perspektywie – może mieć powrót Donalda Trumpa do Białego Domu dla Unii Europejskiej i jej relacji z USA? Czy UE jest gotowa na większą samodzielność geopolityczną?


Pamiętajmy, że UE jest nadal potęgą ekonomiczną. Kiedyś o Niemczech mówiło się, że to gigant gospodarczy, a karzeł polityczny, państwo ograniczone w swojej polityce zagranicznej. Unia nie jest karłem, ale boksuje poniżej swojego potencjału, ponieważ nigdy nie skupiała się na geopolityce, będąc w silnym sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. To wymaga przede wszystkim realizacji zamierzeń i wysiłków w dziedzinie obronności, co da UE większą asertywność w stosunkach międzynarodowych.

Nadal mamy ambicje i argumenty, by być w trójce rozgrywających – z USA i Chinami.


Zatrzymajmy się przy strategicznych wyzwaniach, które stoją dziś przed Polską w kontekście europejskim. Czy potrafimy wykorzystać nasze położenie i potencjał? Mamy realny wpływ na kształtowanie polityki unijnej?


Myślę, że nasz wpływ jest większy niż kiedykolwiek w przeszłości. Wynika to z konsekwencji i trafności polskiego poglądu na stosunki z Rosją, z wagi i znaczenia Polski na wschodniej flance UE, a także z osobistych walorów i wpływów Donalda Tuska i ministra Sikorskiego. Również polscy politycy i urzędnicy poruszają się z dużo większą odwagą i kompetencją w UE. Ten wpływ jest duży, a stosunki są w wielu przypadkach zaskakująco bliskie.

Wystarczy spojrzeć na kontakty z kanclerzem Niemiec, prezydentem Francji czy z Brytyjczykami. Uważam, że jest bardzo dobrze, więc nie niepokoiłbym się, że Polska zostanie wyślizgana przez wielkich.


Ale są też rażące błędy, które popełnialiśmy w ostatnich latach w relacjach z Brukselą i naszymi partnerami. Które były w pana opinii największe?


Nie widzę istotnych błędów. Są ludzie, którzy uważają, że nasza deklaracja, iż w razie czego nie wyślemy żadnych wojsk na Ukrainę, osłabiła naszą pozycję w geopolitycznych rozważaniach. Ale ona została przyjęta ze zrozumieniem, dlatego nasza pozycja nie ucierpiała.

Share.
Exit mobile version