Dla wojska i przemysłu USA to bardzo ważny projekt, bo od dekad nie robili czegoś takiego i wiele umiejętności muszą odbudowywać. Jednocześnie mają przysłowiowy nóż na gardle, bo Sentinel ma zastąpić rakiety Minuteman III, z których najnowsze mają pół wieku. Bardzo dużo jak na tak zwane międzykontynentalne rakiety balistyczne (ICBM), które stanowią jeden z filarów amerykańskiego arsenału jądrowego.

Udało się połączyć klocki

Pierwszy kompletny demonstrator pocisku Sentinel pokazano na początku tego tygodnia w bazie Vandenberg w Kalifornii. To główny poligon testowy dla amerykańskich ICBM. Pociski są odpalane stamtąd ku Pacyfikowi i poligonowi na atolu Kwajalein położonemu 7,7 tysiąca kilometrów dalej. Najpewniej na takiej właśnie trasie odbędzie się pierwszy lot Sentinela zaplanowany oficjalnie na przyszły rok. Na razie jest on jednak jeszcze odległy, a wojsko i przemysł cieszą się z udanego ustawienia w pionie całej rakiety. Stanowiło to wyzwanie o tyle, że pocisk nie przybył na miejsce w pełni złożony i został podniesiony do pionu, ale przywieziono go w częściach i zmontowano na specjalnym stanowisku testowym.

Oznaczało to połączenie po kolei:

  • pierwszego stopnia z silnikiem i paliwem na pierwszą fazę lotu w atmosferze,
  • drugiego stopnia z silnikiem i paliwem na dalsze rozpędzenie się już w kosmosie,
  • analogicznego trzeciego stopnia do precyzyjnego manewrowania w kosmosie,
  • fragmentu z systemem nawigacyjnym, czyli głównym komputerowym mózgiem rakiety, oraz zestawem mniejszych silników do precyzyjnego wycelowania,
  • umieszczonego na szczycie przedziału dla głowic jądrowych i wabików wraz z ich dodatkowymi niewielkimi silnikami korekcyjnymi.

Jak twierdzi US Air Force (amerykańskie lotnictwo wojskowe, odpowiadające też za rakiety międzykontynentalne) w swoim oświadczeniu na temat zmontowania rakiety, całą operację montażu poprzedziły „cztery miesiące rygorystycznych testów”. W skrócie – udało się potwierdzić, że wszystko do siebie pasuje, da się to zmontować w warunkach polowych i jeszcze dostarczyć na miejsce w użytecznym stanie. Mały sukces, jednak wojsko USA i tworzący rakietę koncern Northrop Grumman są ich bardzo głodne. Program Sentinel na razie idzie, delikatnie rzecz ujmując, słabo.

Koszty wystrzeliły

Kontrakt na stworzenie nowego ICBM Northrop Grumman otrzymał w 2020 roku. Wówczas założono, że pociski trafią do wstępnej służby w 2029 roku. Założono również, że koszt całego programu wyniesie 95 miliardów dolarów. W tym zawiera się między innymi stworzenie rakiet, wyprodukowanie 634 sztuk i dostosowanie do nich starych silosów oraz baz. Zarówno termin, jak i kwota szybko okazały się mało realne. Głównie wobec tego, że niedoszacowano ogromnych kosztów z tym ostatnim wymienionym powyżej elementem programu. Silosy, centra dowodzenia i cała towarzysząca im infrastruktura powstała w większości w latach 60-70. Pomimo modernizacji aktualnie jest bardzo przestarzała i wymaga gruntownej przebudowy. Właściwie to odbudowy.

Kiedy więc przyszło tworzyć nowe Sentinele, to pomimo bardzo konserwatywnych założeń i celowego podobieństwa do starych Minuteman III, tak aby pasowały wymiarami do istniejących silosów, to problemy zaczęły się szybko piętrzyć. Już w 2024 roku ogłoszono, że program Sentinel naruszył tak zwane prawo Nunn-McCurdy (od nazwisk dwóch kongresmenów, przyjęte w 1982 roku), które nakazuje zdecydowaną restrukturyzację każdego programu zbrojeniowego, który przekroczy założone koszty o 25 procent. W tamtym momencie przekroczenie szacowano na 37 procent, co oznacza według prawa sytuację „krytyczną”. Zarządzono więc dodatkowe analizy, restrukturyzację i inne zabiegi, które miały opanować znaczący wzrost kosztów. W ich trakcie wyszło między innymi na jaw, że pomimo wstępnych założeń, nowe rakiety nie będą jednak pasować do starych silosów i trzeba budować całkiem nowe. Obecne szacunki zakładają koszt programu na poziomie 140 miliardów dolarów, ale od 2024 roku nie podano nowych precyzyjnych danych.

Restrukturyzacja programu oznaczała też odsunięcie początku służby nowych rakiet z 2029 roku na „początek lat 30.” Pomimo tego USAF formalnie trzyma się początku 2027 roku jako terminu pierwszego testowego odpalenia, choć według analiz GAO (Goverment Accountability Office – odpowiednik naszego NIK), bardziej realny jest rok 2028. Gdzieś na 2030 rok planowany jest pierwszy start z silosu. Od połowy przyszłej dekady może ruszy powolna wymiana starych Minuteman III na nowe rakiety. Proces musi potrwać wiele lat, co najmniej do dekady lat 40. Zwłaszcza wobec konieczności budowy praktycznie od zera silosów i podziemnych centrów kontroli oraz dowodzenia. Do wykonania jest 450 wyrzutni, bo Waszyngton chce wymieniać stare rakiety na nowe 1 do 1.

Ważny magnes na rakiety wroga

Skala przedsięwzięcia niewidziana od szczytu zimnowojennych zbrojeń, stąd tak ogromne koszty. Ukryte w silosach rakiety ICBM to jednak jeden z trzech filarów amerykańskiej triady jądrowej. Dwa pozostałe to rakiety ukryte w wyrzutniach atomowych okrętów podwodnych oraz bomby i rakiety manewrujące odpalane przez bombowce strategiczne. Najwięcej głowic naraz mogą przenieść te drugie. Około 2 tysięcy. Do rakiet Minuteman III ukrytych w silosach pod preriami centralnych USA przypisano około 800 głowic termojądrowych. W danym momencie około 450 pozostaje w gotowości do odpalenia na 450 pociskach. Program Sentinel zakłada odnowienie tego potencjału w skali 1 do 1.

Rakiety w lądowych silosach mają nie tylko za zadanie być gotowe do ataku, ale też pełnią ważną funkcję magnesu na wrogie rakiety. Dobrze wiadomo, gdzie są, w przeciwieństwie do okrętów podwodnych i bombowców, które w momencie ryzyka wojny jądrowej mają za zadanie zapewnić sobie szansę przetrwania poprzez nieuchwytność. Silosy się nie ruszą, więc zaprojektowano je tak, aby były w stanie przetrwać nawet pobliskie eksplozje termojądrowe. Założenie jest więc takie, że gdyby Chiny czy Rosja chciały w zaskakującym ataku zniszczyć arsenał jądrowy USA, to do wyeliminowania wyrzutni ICBM musiałyby zużyć nieproporcjonalnie większą część własnego arsenału. Zwiększając szansę, że istotna część amerykańskiej triady jądrowej przetrwa i będzie w stanie zadać przeciwnikowi obezwładniające straty. Tak, aby nawet nie myślał o zaczynaniu takiej wymiany. Logika nuklearnego odstraszania.

Program Sentinel jest więc forsowany, pomimo znacznie przekroczonych kosztów. Jeszcze na początku dekady nie brakowało dyskusji eksperckich o tym, czy ma to sens, czy nie wystarczą okręty podwodne i bombowce. Dzisiaj, wobec znacznie bardziej napiętej sytuacji międzynarodowej i gwałtownej rozbudowy chińskiego arsenału jądrowego, wątpliwości już właściwie nie ma.

Share.
Exit mobile version