-
Piłkarze Republiki Zielonego Przylądka zdobyli punkt w debiucie na mundialu i zremisowali z byłymi mistrzami świata, Hiszpanią i Urugwajem.
-
Przydomek drużyny Republiki Zielonego Przylądka, „żarłacze błękitne”, nawiązuje do lokalnie chronionego gatunku rekina i ma znaczenie dla ochrony tej ryby.
-
W Republice Zielonego Przylądka realizowane są projekty monitorowania i ochrony rekinów oraz zmiany postrzegania ich roli w ekosystemie.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Wśród uczestników piłkarskich mistrzostw świata w Ameryce Północnej nie brakuje ekip, które mają wymyślne przydomki. I niektóre z tych przydomków wiążą się ze zwierzętami. Pisaliśmy o tym w Zielonej Interii, że bywają przydomki nie tylko efektowne, ale niosące za sobą ważne treści. Weźmy chociażby reprezentację, która zwie się „lwami Atlasu”. To nawiązanie do lwów berberyjskich, największego (prawdopodobnie) podgatunku lwa, który żył niegdyś w północnej Afryce od Maroka i Mauretanii po Egipt i Etiopię. Wymarł jednak i trwają starania, by zwierzę to przywrócić marokańskim górom. Chwytliwa nazwa cenionej reprezentacji Maroka, która w 2022 r. jako pierwsza z Afryki dotarła do półfinału mundialu, a w tym roku też radzi sobie świetnie, może pomóc.
Lwy, orły i wszelkie drapieżniki są najczęstszymi przydomkami zwłaszcza egzotycznych reprezentacji piłkarskich, ale na mundialu znajdziemy też wilki (Uzbekistan), fenki (Algieria), lamparty (Demokratyczna Republika Konga) czy słonie (Wybrzeże Kości Słoniowej). Na tym tle jednak szczególnie wyróżnia się rewelacyjna dotąd Republika Zielonego Przylądka, której przydomkiem są… rekiny. Konkretne rekiny, mianowicie żarłacze błękitne.
Żarłacze błękitne uchodziły za bardzo groźne dla ludzi
Ryby te przez lata miały fatalną reputację, zaliczano je do ludojadów. Dzisiaj wiemy, że sporo w tym przesady. Owszem, dorodny żarłacz błękitny może osiągać cztery metry długości, a czterometrowy drapieżnik zawsze będzie groźny dla człowieka, ale ataki na ludzi tego gatunku są bardzo rzadkie. Od XVI w. zanotowano jedynie 13 takich przypadków. Przeciwnie zaś, to człowiek stanowi śmiertelne zagrożenie dla tych rekinów. Żarłacze błękitne są masowo zabijana dla mięsa, tranu, skóry. Z płetw w Azji przyrządza się zupę.
Efektem jest to, że żarłacz błękitny stał się rzadki, zanim go dobrze poznaliśmy. Kiedyś uważano, że jest bliski rekinom takim jak żarłacz biały. Dzisiaj wiadomo, że to nieprawda. Ten gatunek jest krewnym innych ryb takich jak żarłacz jedwabisty, żarłacz galapagoski czy żarłacz tępogłowy, czyli grupy rekinów uważanych za najbardziej niebezpiecznych dla ludzi.

Kiedyś zakładano, że żarłacze błękitne są związane z tropikami, ale dzisiaj wiemy, że preferują wody chłodniejsze, aczkolwiek migrują wraz z prądami w ciepłe rejony oceanów, a migracja ma zawsze kierunek zgodny z ruchem wskazówek zegara. Rekiny te docierają nawet do Norwegii i Chile, bynajmniej nie są ciepłolubne. Przeciwne, wysoka temperatura wody je odstrasza.
Prądy Wysp Zielonego Przylądka sprzyjają rekinom
Temperatura wody wokół archipelagu Wysp Zielonego Przylądka jest dla nich odpowiednia. Te wyspy leżą u brzegów zachodniej Afryki i obmywa je Prąd Kanaryjski, będący wschodnią częścią północnoatlantyckiego wiru oceanicznego i Prądu Północnoatlantyckiego, który jest przedłużeniem Golfsztromu. Prąd ten ochładza wody i sprzyja zjawisku upwellingu – wynoszeniu zimnych, bogatych w składniki odżywcze wód z głębin. Dzięki temu ten rejon do najbardziej zasobnych w ryby na świecie. Żarłacze błękitne bardzo lubią Wyspy Zielonego Przylądka, wciąż są tu liczne.
Ten afrykański kraj wyspiarski słynie z rekinów i jest z tego dumny. Wokół wyspy Sal ustanowiony został specjalny projekt przyrodniczy zwany Sharks of Sal. „Republika Zielonego Przylądka jest siedliskiem ponad 60 gatunków rekinów i płaszczek i jest uznawana za odrębny ekoregion w strefie przybrzeżnej północnego Atlantyku i strefy tropikalnej, dzięki dużej różnorodności i ogólnej liczebności chrzęstnoszkieletowych” – czytamy na jego stronie. Na wyspie Sal długoterminowy monitoring doprowadził do rozpoznania i formalnego uznania za strefę chronioną żłobka rekinów na rafie Parda. To tam żarłacze błękitne i kilka innych gatunków rzadkich ryb chrzęstnoszkieletowych wydają na świat swoje młode – akurat w wypadku tych żarłaczy to jajożyworodność.

Mundial może wydatnie pomóc rekinom z Afryki
Republika Zielonego Przylądka jest niewielkim państwem, które żyje z turystyki, ale potrafiła wyłączyć z obrotu turystycznego te akweny wyspy Sal. Projekt uzasadnia to tak: „Wpływając na zachowanie innych gatunków takich jak żółwie morskie i ryby roślinożerne, rekiny pomagają zapobiegać ich nadmiernemu żerowaniu i chronić ważne siedliska, takie jak rafy i łąki trawy morskiej. Drapieżnictwo rekinów eliminuje słabe lub chore osobniki z populacji ryb, wspierając zdrowie i odporność stad ryb”.
Zachodnioafrykańskie państwo ma także projekt Conservation Action for Threatened Sharks and Rays in Cape Verde, którego celem jest m.in. zmiana postrzegania i zachowań społecznych wobec rekinów. Republika Zielonego Przylądka z dumą podkreśla, że tu rekiny się chroni i miejscowi rybacy rozumieją ich rolę w morskim ekosystemie.
To, że piłkarze Republiki Zielonego Przylądka przyjęli przydomek „żarłacze błękitne” ma tylko pomóc, bo zwraca uwagę nie na lwy, nie na orły, ale na rzadki gatunek ryby i systemy jej ochrony właśnie w tym kraju. O piłkarzach Republiki Zielonego Przylądka jest bowiem teraz głośno, odkąd w swym debiucie na mundialu zremisowali z dwoma byłymi mistrzami świata – 0:0 z Hiszpanią i 2:2 z Urugwajem. To spore niespodzianki.
A o żarłaczach błękitnych mówi się, że pasują do tej piłkarskiej drużyny. Na pozór są bowiem powolne i niezdarne, pływają bez pośpiechu, ale gdy nagle przyspieszą… nie ma czego zbierać.











