-
Nowy etap sporu o nominacje ambasadorskie między Pałacem Prezydenckim a Ministerstwem Spraw Zagranicznych dotyczy kandydatury Piotra Łukasiewicza na ambasadora w Kijowie.
-
Pracownicy Kancelarii Prezydenta podnoszą zarzuty wobec Łukasiewicza, dotyczące jego przeszłości politycznej, pracy w Wojskowych Służbach Informacyjnych oraz braku znajomości języka ukraińskiego.
-
Rzecznik MSZ odpiera zarzuty, nazywając je bezpodstawnymi i zwraca uwagę, że Łukasiewicz spełnia wymogi formalne oraz przeszedł wszystkie przewidziane procedury.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
– Mam pytanie do pana prezydenta i całej opozycji. Rozumiem, macie jakąś chorą obsesję na punkcie ambasadora Klicha i Schnepfa. A reszta? – pytał w środę rano Radosław Sikorski. Wicepremier i szef MSZ w rozmowie z „Rzeczpospolitą” odniósł się do sporu z prezydentem o nominacje ambasadorskie.
– Rozumiem, że jest plan obalenia rządu, że można nie lubić Tuska, Sikorskiego. Ale dlaczego to przenosicie na zawodowych dyplomatów, którzy służyli także za PiS. W tym dyplomatów, którzy służą Rzeczypospolitej, niezależnie kto nią rządzi, pod ostrzałem czy to rakietowym, czy dronowym – dodał wicepremier.
Jednym z kandydatów na ambasadorów w miejscu „pod ostrzałem” jest Piotr Łukasiewicz. Od września 2024 r. pełni funkcję chargé d’affaires w ambasadzie RP w Kijowie. Szanse na nominację ambasadorską są jednak niewielkie. W Kancelarii Prezydenta słyszymy o całej liście zarzutów pod adresem Łukasiewicza.
Karol Nawrocki nie zgadza się na Piotra Łukasiewicza
W ubiegłym tygodniu w rozmowie z Interią szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, otwiera się w nowym oknie informował o fiasku układu z MSZ w sprawie ambasadorów. Jak przekazał, umowa zakładała między innymi zmianę szefa polskiej placówki w Waszyngtonie.
Po ujawnieniu tych informacji Sikorski skrytykował Pałac Prezydencki, otwiera się w nowym oknie za ten krok. Zapewnił też, że Bogdan Klich pozostanie w Stanach Zjednoczonych.
Zatem stan gry jest taki, że umowy nie ma. Nie ma też zgody Pałacu Prezydenckiego na nominację ambasadora w Kijowie. Kandydatem MSZ pozostaje Piotr Łukasiewicz.
Od wysoko postawionego urzędnika w Kancelarii Prezydenta słyszymy, że przeciwko Łukasiewiczowi świadczy kilka kwestii.
Po pierwsze, w 2019 roku kandydował z list Wiosny do Parlamentu Europejskiego i w Pałacu nazywany jest „politykiem Wiosny”. Po drugie, w ocenie Pałacu Łukasiewicza obciąża też praca w Wojskowych Służbach Informacyjnych. To polski wywiad i kontrwywiad wojskowy, funkcjonujący w latach 1991-2006. Później, za rządów PiS, WSI zostało rozwiązane. Instytucje te zastąpiły Służba Wywiadu i Służba Kontrwywiadu Wojskowego.
Nie bez znaczenia jest też wypowiedź Łukasiewicza z lipca 2026, kiedy podczas uroczystości upamiętniającej ofiary zbrodni wołyńskiej powiedział, że nie może nie wspomnieć o „ukraińskich ofiarach państwa polskiego na terenach II Rzeczypospolitej”.
Kolejna kwestia dotąd nie była znana publicznie. – Nie mówi po ukraińsku – wskazuje urzędnik KPRP i podkreśla, że to dyskredytujące, skoro Łukasiewicz w Kijowie jest od dwóch lat.
MSZ odpowiada: Bzdurne argumenty
O zarzuty Pałacu zapytaliśmy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
– Dwa tygodnie temu w Kijowie słyszałem jak nasz szef placówki Piotr Łukasiewicz spokojnie porozumiewa się po ukraińsku, to raz. Dwa, w paszto chyba nie mówi, a to raczej nie przeszkadzało mu w pracy w Afganistanie – mówi Interii rzecznik MSZ Maciej Wewiór.
– To bzdurne argumenty. To, co robi prezydent, to ręczne wybieranie ambasadorów poza jakąkolwiek procedurą – podkreśla dalej.
Łukasiewicz na początku lat 2000. uczestniczył w misji stabilizacyjnej w Iraku. W 2006 został zastępcą attaché wojskowego w Islamabadzie, rok później trafił do Afganistanu jako attaché wojskowy. Spędził tam trzy lata.
Następnie pracował w resorcie obrony. W 2012 roku odszedł z armii i przez dwa lata był ambasadorem Polski w Afganistanie.
– Trudno, żeby nasz attaché wojskowy nie miał związków wojskowych – komentuje Wewiór, mówiąc o służbie Łukasiewicza.
Zaznacza również, że proponowani przez MSZ ambasadorowie nie są zaskoczeniem dla Pałacu Prezydenckiego.
– To osoby, które przeszły całą ścieżkę akceptacji, komisję sejmową, zostały sprawdzone przez służby. Prezydent Duda potrafił podpisać 24 nominacje ambasadorskie. Dzisiaj mija 420. dzień bez jakiegokolwiek podpisu dla ambasadorów – mówi Interii rzecznik MSZ.
Jakub Krzywiecki


