W skrócie
-
Rzecznik PiS poinformował o interwencji policji na posesji Jarosława Kaczyńskiego po fałszywym zgłoszeniu dotyczącym podłożenia ładunków wybuchowych.
-
Władze śledzą powiązane fałszywe alarmy, sprawdzając możliwą koordynację działań i analizując kilka hipotez, w tym wątek wschodni.
-
Podobny fałszywy alarm dotyczył mieszkania Tomasza Sakiewicza, gdzie policja interweniowała po zgłoszeniu zagrożenia, które nie potwierdziło się.
„Do długiej listy prowokacji obecnie rządzących, wykorzystujących służby wobec opozycji i niezależnych mediów, należy dopisać wczorajszą interwencję policji na posesji p. prezesa Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie” – czytamy we wpisie opublikowanym przez rzecznika PiS Rafała Bochenka.
Policja u Jarosława Kaczyńskiego. Kolejny fałszywy alarm
Jak wyjaśnił polityk, wieczorem, drogą elektroniczną, do funkcjonariuszy wpłynęło zgłoszenie dotyczące podłożenia ładunków wybuchowych w ogrodzie domu, należącego do szefa Prawa i Sprawiedliwości. Patrol chciał przeszukać posesję.
„Choć zachowanie mundurowych akurat w tej sytuacji nie budziło kontrowersji, to trzeba jasno stwierdzić: trwa seria prowokacji wobec opozycji i przybiera ona na sile” – dodał Bochenek.
Interwencja na terenie należącym do Kaczyńskiego to kolejny z serii fałszywych alarmów, które w ostatnich dniach spływają do warszawskich policjantów. Komenda Stołeczna Policji, przy wsparciu Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości oraz Centralnego Biura Śledczego Policji, prowadzą postępowanie w tej sprawie.
Zgromadzony dotychczas materiał wskazuje na działania na szeroką skalę, wymagające wcześniejszego zaplanowania i koordynacji czasowej. Śledczy analizują sposób działania sprawców, powiązania pomiędzy poszczególnymi incydentami oraz weryfikują różne hipotezy, w tym tzw. wątek wschodni.
Interwencja policji u Tomasza Sakiewicza. Seria alarmów w Warszawie
Podobne fałszywe zgłoszenie dotknęło wcześniej redaktora naczelnego TV Republika, Tomasza Sakiewicza. W tym wypadku informacja pierwotnie trafiła do biura Rzecznika Praw Dziecka, a następnie została przekazana policji. Dotyczyła mieszkania dziennikarza i zagrożenia życia osoby nieletniej.
Po otrzymaniu informacji o potencjalnie niebezpiecznej sytuacji, funkcjonariusze natychmiast udali się na miejsce rzekomego zdarzenia.
Na miejscu zastali kobietę, która nie chciała podać swoich danych i nie współpracowała z policją. W trosce o bezpieczeństwo, zarówno jej, jak i interweniujących funkcjonariuszy, zastosowano środki przymusu bezpośredniego.
Po sprawdzeniu sytuacji okazało się, że zgłoszenie było nieprawdziwe. Jak podkreśla policja, „wiadomość o zagrożeniu życia była najprawdopodobniej próbą wprowadzenia w błąd służb i odbiorców”.


