Rozsądek podpowiada, że na ogół najwięcej smogu jest w państwach relatywnie ubogich, a im bardziej rozwinięty kraj, tym zdrowszym powietrzem oddychają jego mieszkańcy. Ale nie w Polsce.
Mimo 18,5 miliarda złotych już wydanych w programie „Czyste Powietrze”, mimo uchwał antysmogowych w niemal wszystkich województwach i wysokich kar za dalsze używanie kopciuchów smog w Polsce nie tylko nie ustępuje, ale jeszcze się nasila. Eksperci są zdania, że bez radykalnych zmian się nie obejdzie, tym bardziej, że na poprawę jakości powietrza jest jeszcze do wydania około 44 mld zł.
Co musi się zmienić?
Smog trzyma się w Polsce twardo. Zastój w programie „Czyste Powietrze”
Według dany GIOŚ najlepszy dla jakości powietrza w Polsce był rok 2023, ale ze Światowego Raportu Jakości Powietrza firmy IQAir za 2025 rok wynika, że jakość powietrza w Polsce nie tylko się od tej pory nie poprawia, ale jeszcze się pogarsza.
– Szybka poprawa jakości powietrza w Polsce, jaką obserwowaliśmy wcześniej, była efektem współdziałania trzech czynników: coraz łagodniejszych zim, uruchomienia a następnie usprawnienia państwowego programu „Czyste Powietrze”, oraz wzrostu cen nośników energetycznych w początkowej fazie wojny w Ukrainie. Od dwóch lat mamy w pewnym sensie odwrotną sytuację – komentował dla Alarmu Smogowego Łukasz Adamkiewicz z Europejskiego Centrum Czystego Powietrza (ECAC).
Zimą wróciły minusowe temperatury, a kopciuchów wymieniamy mniej niż do tej pory po zmianach w programie „Czyste Powietrze”. Jeżeli zmieniać tę sytaucję na lepsze, to tylko radykalnie.
Polski Alarm Smogowy i think tank Project Tempo chcą zastąpić dotychczasowy program zupełnie nowym o nazwie „Ciepły Dom”. Jego koszt to 120 mld zł.
Co zaproponuje Polakom „Ciepły Dom”? Centralna baza odniesienia i AI
Nowy program zachowałby trzy poziomy dopłat uzależnione od dochodu i zamknięty katalog kosztów jednostkowych. Pozostałby centralnie finansowany i zarządzany, ale bez przerzucania odpowiedzialności na gminy, jak to jest obecnie.
Pozwalałby na podział modernizacji na etapy. Najważniejszym wskaźnikiem efektywności miałaby zostać zasada „Max 140”: po modernizacji zapotrzebowanie budynku na energię użytkową nie mogłoby przekraczać 140 kWh na metr kwadratowy rocznie.
Jeżeli audyt budynku wykaże, że nawet pełna modernizacja nie pozwoli osiągnąć tego poziomu, państwo nie finansowałoby kosztownego remontu o wątpliwym ekonomicznie efekcie. W takiej sytuacji mieszkańcy nadal mogliby otrzymać wsparcie na bezpieczne źródło ciepła oraz dopłaty do paliwa. W przypadku najuboższych gospodarstw w grę wchodziłaby także dobrowolna przeprowadzka do mieszkania komunalnego albo ustawienie na należącej do nich działce energooszczędnego domu modułowego.
Autorzy proponują również ograniczenie dopłat do wymiany szczelnych i wciąż sprawnych okien i drzwi. Wsparcie przysługiwałoby dopiero wtedy, gdy nowa stolarka zmniejsza współczynnik przenikania ciepła o co najmniej 60 proc.
Powstałaby centralna baza odniesienia. Jeżeli produkt lub usługa byłyby wycenione na ponad 30 proc. powyżej poziomu rynkowego, wojewódzki fundusz odmawiałby finansowania. Autorzy chcą też wykorzystać sztuczną inteligencję do tropienia nadużyć.












