Na Marcinie Romanowskim ciąży 11 zarzutów w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca mu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze z tego funduszu.
4 sierpnia polityk wysłał do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosek o wydanie listu żelaznego, który zapewniłby mu możliwość pozostania na wolności do czasu zakończenia postępowania. Romanowski informuje we wniosku, że przebywa obecnie w Tyraspolu, na terenie Naddniestrza, separatystycznego regionu Mołdawii, który od czasów konfliktu w latach 90. XX wieku funkcjonuje jako państwo nieuznawane, głównie dzięki wsparciu Rosji.
18 sierpnia Prokuratura Krajowa przekazała, że nie ma podstaw do uwzględnienia wniosku. – Dotychczasowa postawa procesowa Marcina Romanowskiego nie daje rękojmi przestrzegania warunków ewentualnego listu żelaznego – mówił wówczas rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak.
Adres na pustym placu
Wątpliwości budzi samo wskazanie Tyraspola jako miejsca pobytu. Pieczęć na kopercie świadczy o tym, że list został nadany 25 lipca w Benderach – mieście we wschodniej Mołdawii, pozostającym pod kontrolą separatystycznego Naddniestrza. Tyraspol od miejscowości Bendery dzieli zaledwie 5-12 km, w zależności od wybranej trasy. Tymczasem adres podany przez Romanowskiego w Tyraspolu – ul. Szewczenki 17 – nie istnieje. Między budynkami pod numerem 15 i 21 znajduje się pusty plac.
Służby przekazały polskiej prokuraturze, że Marcin Romanowski nie przekroczył granicy żadnego z tych państw. Jest to prawdopodobne, ponieważ sam polityk zadeklarował, że posługuje się paszportem wystawionym na inne imię i nazwisko. Jak twierdził, dokumenty uzyskał „legalnie”, a cała procedura odbyła się „na podobnej zasadzie, jak świadkowie koronni”.
Z ustaleń „łowców cieni” CBŚP, policjantów z Wydziału Operacji Pościgowych, wynika, że Romanowski w ciągu ostatnich kilku lat nie wjechał na teren Mołdawii. Z kolei władze tego kraju, ze względu na brak kontroli nad Naddniestrzem, nie są w stanie zweryfikować, czy polityk rzeczywiście tam przebywa.
„Tyle że – w myśl polskiego prawa – nie ma żadnej innej sytuacji 'podobnej’ do instytucji 'świadka koronnego’, w której można wydać dokumenty na inne dane osobowe. Musiałby być skruszonym przestępcą, który sypie wspólników lub stać się kobietą” – pisze Marcin Rybak na Wyborcza.pl.
„Dlaczego więc Prokuratura Krajowa jest przekonana, że podejrzanego tam nie ma? Potwierdzenie takiej opcji mogłoby pociągnąć kolejny krok: uchylenie Europejskiego Nakazu Aresztowania, bo skoro Marcin Romanowski przebywa poza krajem UE, to ENA nie ma racji bytu” – pisze „Rz”.
– Dzięki temu w ciągu dwóch dni mógłby legalnie znaleźć się w każdym dowolnym zakątku świata – mówi dziennikarzom osoba znająca kulisy sprawy.
Reasumując, zdaniem prokuratury fakt posiadania nowej tożsamości oraz ogólna postawa procesowa absolutnie przeczą temu, że Romanowski zamierza dobrowolnie stawić się przed polskim sądem. – Nie ulega wątpliwości, że pan Romanowski ukrywa się przed polskim wymiarem sprawiedliwości (…) Mówiąc kolokwialnie, jest zbiegiem – podkreślił prokurator krajowy Dariusz Korneluk.
Formalnie nikt nie zbadał wniosku Romanowskiego
Jak wyjaśniła „Rz”, służby nieformalnie potwierdziły, że wniosek o wydanie listu żelaznego napisał osobiście Romanowski, miały się na nim znajdować ślady biologiczne. Formalnie żadna ze służb nie wystąpiła do sądu o wydanie oryginału wniosku ani koperty i nie przeprowadziła badania autentyczności.
Oficjalną analizę komplikuje fakt, że dokument należy do sądu, który jest jego adresatem. Czynności w tym postępowaniu są więc zastrzeżone dla sądu. Według źródeł „Rz” sądy nie zawsze chętnie przekazują dokumenty do zewnętrznych badań. Biegli mogą jednak przeprowadzać czynności na miejscu, sprawdzając m.in. odciski palców czy charakter pisma.
W tym przypadku prokuratura wystąpiła do sądu o kopię wniosku i koperty, a także skierowała tam asystentkę prokuratora z upoważnieniem do wglądu w akta postępowania. W ten sposób dokument został zweryfikowany.
Obrońca Romanowskiego chce przesłuchania Tuska
Donald Tusk, jak sam zadeklarował, jest na 99 proc. przekonany, że Romanowski przebywa w Naddniestrzu. W związku z tym 21 sierpnia obrońca Romanowskiego mec. Bartosz Lewandowski złożył w Sądzie Okręgowym w Warszawie wniosek o przesłuchanie premiera w charakterze świadka ws. potwierdzenia miejsca pobytu posła PiS.
„Polski proboszcz parafii z Tyraspolu powiedział, że ani nie widział posła PiS Marcina Romanowskiego w swoim kościele, ani nie gościł go w klasztorze przy ulicy Suworowa 17. Ściganemu posłowi PiS powinno zależeć, żeby ksiądz go zobaczył i oficjalnie to potwierdził” – pisze Marcin Rybak na Wyborcza.pl.












