Międzynarodowy Komitet Olimpijski 7 lipca tymczasowo zniósł zawieszenie Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, obowiązujące od października 2023 roku po agresji zbrojnej na Ukrainę. W wyniku tej decyzji międzynarodowe federacje sportowe mogą praktycznie bez żadnych ograniczeń zaprosić do walki o awans na igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku rosyjskich sportowców.
Rosyjski Komitet Olimpijski został zawieszony w październiku 2023 roku po tym, gdy formalnie przejął regionalne rady olimpijskie w okupowanych przez Rosję obwodach ukraińskich: ługańskim, donieckim, chersońskim i zaporoskim. Miało to miejsce po inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku.
MKOl zalecił także światowym federacjom sportowym prowadzącym kwalifikacje do igrzysk Los Angeles 2028 zakończenie trzyletniego programu weryfikacji Rosjan pod kątem ich neutralności. Złagodzono także wymogi kwalifikacyjne dla rosyjskich sportowców i reprezentacji, którzy już nie będą weryfikowani pod kątem poglądów politycznych.
MKOl nie wyraził jeszcze jednak zgody na to, aby rosyjscy sportowcy i reprezentacje rywalizowały z flagą i hymnem. Decyzja ta zostanie podjęta „w odpowiednim czasie”.
Rosjanie mogą wrócić na igrzyska. Moskwa „zrzekła się” Donbasu
Decyzja MKOl z 7 lipca była zaskoczeniem. Jak napisano w oficjalnym komunikacie „została podjęta po gruntownej analizie przeprowadzonej przez komisję prawną MKOl. Uznano, że ROC nie zrzesza już żadnych regionalnych organizacji sportowych na terytoriach podlegających jurysdykcji Narodowego Komitetu Olimpijskiego Ukrainy„.
Choć rosyjska machina propagandowa natychmiast odtrąbiła „wielkie zwycięstwo”, to szczegóły porozumienia z MKOl, wynegocjowane przez rosyjskiego ministra sportu Michaiła Diegtiariowa, okazały się dla Kremla gorzką pigułką. O szczegółach informuje portal Politico.
Według publikacji podstawą do odwieszenia Rosji było oficjalne, pisemne potwierdzenie ze strony rosyjskiego komitetu, że organizacja ta nie zrzesza już żadnych regionalnych organów sportowych na terytoriach objętych jurysdykcją Ukrainy. Oznacza to, że Moskwa de facto zrzekła się zwierzchnictwa nad obwodami donieckim, ługańskim, zaporoskim i chersońskim, uznając cały Donbas za terytorium Ukrainy.
Podpisana deklaracja bezpośrednio przeczy więc narracji o „wiecznej integracji” anektowanych w 2022 roku ukraińskich ziem.
Igrzyska. Rosja poszła na ustępstwa. Oskarżenia o zdradę stanu
Ustępstwa wobec MKOl-u natychmiast dostrzegli prowojenni rosyjscy blogerzy i „Z-patrioci”. Przez lata Kreml finansował radykalnych komentatorów jako filar państwowej propagandy. Teraz ta sama siła obróciła się przeciwko władzy.
„Rosyjski Komitet Olimpijski oddał część terytorium kraju tylko po to, aby świetnie się bawić na igrzyskach olimpijskich” – napisał z goryczą znany wojenny bloger Dmitrij Stieszyn.
Jeszcze ostrzej zareagował popularny kanał InfoWar na platformie Telegram. „Tak właśnie wygląda sabotaż i działalność wywrotowa na szczeblu państwowym – zwłaszcza w obecnych czasach: oświadczenie naszego prezydenta i jego rzecznika, Kijów płonący przez dwa dni z rzędu, wrogie drony latające nad Omskiem. To akt kolaboracji z wrogiem i antypaństwowa działalność wywrotowa. To nie Rosyjski Komitet Olimpijski, ale Komitet Zdrajców” – wskazano.
Głównym obiektem ataków stał się minister sportu Michaił Diegtiariow. Prowojenni blogerzy oskarżają go o dyplomatyczną klęskę. Minister próbował gasić pożar wizerunkowy, tłumacząc, że rosyjski komitet już w 2024 roku formalnie rozwiązał sporne rady regionalne i „nic się nie zmieniło”. Publicyści tacy jak Dmitrij Konanychin zapytali go jednak wprost: „Więc Rosyjski Komitet Olimpijski na piśmie potwierdził rezygnację ze wspierania sportu w Doniecku, Ługańsku i na Krymie? To na czym polega ten reklamowany sukces?”.
Sport w Rosji. „Kluczowe narzędzie”
Dla Władimira Putina sport od dekad był kluczowym narzędziem budowania marki międzynarodowej i legitymizacji reżimu. Pragnienie powrotu do globalnej rywalizacji okazało się silniejsze niż sztywna doktryna wojenna – zauważa Politico.
Gdy w 2022 roku Putin ogłaszał aneksję ukraińskich terytoriów, grzmiał z mównicy: „Ludzie mieszkający w Ługańsku, Doniecku, Chersoniu i Zaporożu stają się naszymi obywatelami. Na zawsze. I Rosja ich nie zdradzi”.
Tymczasem olimpijski kompromis pokazał rosyjskiemu społeczeństwu i radykałom coś zupełnie przeciwnego: dla powrotu na salony Kreml jest gotów po cichu wymazać swoje „święte” granice.
-
„Lekkomyślny akt ze strony Rosji”. Sojusznicy reagują na incydent z rakietą
-
„Sprawia koszmar Odessie”. Ukraińcy wskazali pochodzenie rosyjskiego pocisku













