„Chłop śpi, a zboże samo rośnie” – powiedział nam jeden z polityków PiS o obecnej sytuacji Konfederacji na polskiej scenie politycznej. Wobec rozłamu w partii Jarosława Kaczyńskiego głównym beneficjentem całego zamieszania na prawicy może okazać się właśnie Konfederacja. Przynajmniej tego życzyliby sobie politycy tej formacji.
I choć korki od szampana jeszcze w partii Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena nie strzelają, to politykom trudno ukryć optymizm. Przekonują, że zmiana lidera na prawicy pozostaje tylko kwestią czasu. Jakie więc będą efekty rozłamu w PiS?
– Widzę efekty korzystne dla Konfederacji – nie ukrywa poseł Bartłomiej Pejo. – Obecne ataki personalne i polityczne wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości – wzajemne podkopywanie się frakcji Morawieckiego i Kaczyńskiego – sprawiają, że sami politycy PiS przypominają o swoich najgorszych decyzjach – komentuje w rozmowie z Interią. I dodaje: – Gdy te błędy są przypominane Polakom, korzysta na tym Konfederacja, co widać już w sondażach. Różnica między nami a PiS wynosi około 2 pkt. proc.
– Możemy stać się pierwszą siłą na prawicy i drugą w kraju. Co będzie dalej, czas pokaże, ale ci politycy i tak będą prawdopodobnie skazani na jakąś formę współpracy – przekonuje polityk Konfederacji.
Konfederacja: PiS znajduje się u schyłki swoich dni
Bartosz Bocheńczak, kandydat Konfederacji na prezydenta Krakowa, idzie nawet krok dalej. Uważa, że obserwujemy dziś schyłkowy moment w dziejach PiS. Jednocześnie podkreśla, że to Konfederacja zajmie miejsce partii Kaczyńskiego na czele polskiej prawicy. Jego zdaniem to jednak nie tylko dzisiejszy podział PiS złożył się na tę sytuację.
– To naturalna kolej rzeczy. Już dawno dostrzegliśmy, że formuła PiS się wyczerpała – to nie jest już partia mająca świeżość, werwę czy jasną wizję. Brakuje tam ludzi z charyzmą, a sam projekt znajduje się u schyłku swoich dni. Mimo wygranej w wyborach, de facto je przegrali, a ponieważ nie wyciągnęli z tego wniosków i powielają te same błędy, musiało się to tak skończyć. Jesteśmy przekonani, że to koniec PiS, a prawicowi i patriotyczni wyborcy mają teraz alternatywę w postaci Konfederacji – zapewnia Bocheńczak.
Nasi rozmówcy zwracają uwagę na badania sondażowe. Hipotetyczne ugrupowanie Mateusza Morawieckiego mogłoby liczyć na 7,4 proc. poparcia, podczas gdy notowania PiS spadłyby do 17,3 proc. – wynika z najnowszego sondażu IBRiS.
– Gdybyśmy spadli poniżej poziomu 20 proc., rozpoczęłaby się rywalizacja z Konfederacją o wyprzedzenie PiS. Dla partii byłoby to śmiertelne niebezpieczeństwo – ocenił wcześniej w rozmowie z Interią Ryszard Czarnecki.
W przywołanym sondażu Konfederacja wciąż jest trzecia, ale politycy tej formacji nie mają wątpliwości, że za chwilę ten stan się zmieni.
– To tylko kwestia czasu, i to niedługiego. Choć sondaże wakacyjne mogą być nieco zniekształcone, jestem święcie przekonany, że wyprzedzenie PiS jest pewne – mówi Interii Bartosz Bocheńczak.
– Mijanka możliwa jest jesienią, a być może nawet w najbliższych tygodniach, zależnie od tego, jak bardzo będą przypominać wyborcom o błędach swoich rządów. Ten kierunek powinien się określić w ciągu dwóch-trzech miesięcy – przewiduje Bartłomiej Pejo.
Konfederacja to dwie frakcje. Czy też się podzielą?
Kłopot w tym, że sytuacja w Prawie i Sprawiedliwości pokazała różnice zdań między liderami Konfederacji. Sławomir Mentzen dokonuje ostrej oceny obydwu frakcji, natomiast Krzysztof Bosak odnosił się głównie do Mateusza Morawieckiego, którego określał jako „manipulatora i hipokrytę”. Czy takie, ale też inne, różnice zdań sprawiają, że i Konfederacja może się podzielić?
– Nie, to absolutnie niemożliwe. Nie ma takich dążeń z żadnej strony. Wieszczono nam rozpad już dawno, a jesteśmy zbitą i jednolitą siłą. Decyzja Grzegorza Brauna o starcie na prezydenta była odrębną kwestią, natomiast fundamenty, czyli Nowa Nadzieja i Ruch Narodowy, pozostają nienaruszone. Jeśli pojawiają się różnice, to o nich dyskutujemy, ale mają one charakter marginalny. To partnerski układ dążący do przejęcia władzy – przekonuje Pejo.
Tymczasem wspomniany Bosak ma swoją chwilę satysfakcji. Największy wzrost zaufania u Polaków w nowym sondażu IBRiS dla Onetu notuje właśnie on. Lider Konfederacji ma 39,9 proc. pozytywnych wskazań, czyli aż o 10 pkt proc. więcej, niż miesiąc temu. Rośnie, choć wolniej, zaufanie do Sławomira Mentzena. Lider Nowej Nadziei notuje wynik na poziomie 26,8 proc., co oznacza wzrost zaufania o 3,4 pkt proc.
Spadek zaufania widać natomiast u liderów PiS: słabsze wyniki notują Jarosław Kaczyński, Przemysław Czarnek, ale też Mateusz Morawiecki.
Pięciu liderów, cztery partie, jeden stolik
Najtrudniejsze pytanie dotyczy więc przyszłości. Jeśli nawet prawica wygra wybory parlamentarne w 2027 roku, to niezwykle trudnym zadaniem może się okazać utworzenie stabilnej koalicji. Prawdopodobnie musiałaby się składać z czterech partii i pięciu liderów, a każdy z nich ma spore ambicje. Kto więc będzie miał wiodący głos w takich potencjalnych rozmowach?
– Do wyborów został ponad rok, a w polityce to lata świetlne. Zanim zaczniemy sądzić, kto będzie miał dominującą pozycję, musimy poznać wynik wyborów – przekonuje Bocheńczak.
– Ciężko mi teraz rozmawiać o konkretnych koalicjach, bo dla nas kluczowa jest możliwość realizacji programu, a nie to, kto zostanie ministrem czy premierem. Mamy zaplanowane konkrety i będziemy rozmawiać z tymi, którzy je zaakceptują. Jeśli chodzi o premiera, Konfederacja na pewno przedstawi swojego kandydata – deklaruje Pejo.
Mimo to nasi rozmówcy zastanawiają się, jak poradzi sobie Morawiecki w nowej roli. I na co stać będzie jego nową – choć wciąż hipotetyczną – formację.
– 10 proc. dla Morawieckiego jest możliwe, jeśli przyciągnie wyborców z centrum, ale tam nie zostało już wiele elektoratu. Prędzej jego poparcie będzie spadać z obecnych 7-8 proc. niż rosnąć. Największym wrogiem dla Morawieckiego będzie teraz Kaczyński i odwrotnie, będą się skupiać na wzajemnej krytyce – ocenia Pejo.
Łukasz Szpyrka













