Blackbird (po polsku „kos”) jest jedną z największych ikon lotnictwa. Maszyna, zrodzona w czasie zimnej wojny jako samolot szpiegowski, była jak na swoje czasy zaawansowana w sposób trudny do wyobrażenia. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie było konstrukcji zdolnej przez godziny lecieć z prędkością około 3,5 tysiąca km/h i wytrzymywać związane z tym nagrzewanie się znacznej części kadłuba do około 300 st. C. Do tego utrzymywać stały poziom lotu rzędu 26 kilometrów. Lista podobnych rekordów i unikalnych cech maszyny jest bardzo długa. Dlatego SR-71 niezmiennie pozostaje jedną z ikon lotnictwa. Tym bardziej że nie było i ciągle nie ma porównywalnego następcy.
Niedwuznaczne komentarze szefa NASA
Dlatego też słowa szefa NASA Jareda Isaacmana wypowiedziane 22 września na konferencji All-in Summit zelektryzowały całe środowisko. – Odbudowujemy naszą flotę samolotów X (eksperymentalnych – red.). X-59 już bada cichy lot naddźwiękowy, ale to nie koniec – stwierdził ze sceny, a na ekranie obok niego pojawił się niedwuznaczny slajd. Przedstawiał kawałek grzbietu niesprecyzowanego czarnego samolotu. Trudno było nie dostrzec daleko idących podobieństw z SR-71, co wywołało duże poruszenie na widowni. Isaacman nigdy nie powiedział jednak nic, co by jasno potwierdzało zamiar przywrócenia Blackbirda do lotów, a późniejsze próby dopytania go o tę kwestię nie dały rezultatu. Jednym razem stwierdził przekornie w odpowiedzi na pytanie: „Jesteś pewien, że to Blackbird?”, a innym po prostu: „Tak jak mówiłem, NASA wraca do biznesu latania szybko i wysoko”.
Do tej chwili nie padły żadne oficjalne deklaracje ze strony NASA w tej kwestii. Publicznie wiadomo jedynie, że agencja faktycznie pracuje nad rozwojem swojego programu samolotów X i badań lotów z wysokimi prędkościami naddźwiękowymi oraz hipersonicznymi (czyli pięć razy szybciej niż dźwięk). Plan budżetu na rok 2027 wskazuje to jako jeden z priorytetów NASA.
Centrum tych badań ma być Centrum Badań Lotu im. Armstronga, kolejny ikoniczny obiekt w świecie miłośników lotnictwa, położony na kalifornijskiej pustyni. To tam, wykorzystując dno wyschniętego jeziora i starą bazę wojskową Edwards, po raz pierwszy przekroczono barierę dźwięku i potem bito wiele rekordów. Dzisiaj to największa tego rodzaju cywilno-wojskowa placówka badawcza na świecie.
To też tam ostatni raz w powietrze wzbił się SR-71. Wojsko USA wycofało te maszyny ze służby w 1989 roku z powodu bardzo wysokich kosztów eksploatacji i tego, że zdecydowana większość ich zadań była wykonywana taniej i często lepiej przez satelity. W połowie lat 90. na chwilę kilka maszyn przywrócono do lotów, ale na dłużej używała ich już tylko NASA. Agencja dostała w 1991 roku dwa egzemplarze od wojska. Jeden standardowy, a jeden treningowy z nietypową dobudowaną kabiną dla drugiego pilota-instruktora. Używano ich do serii badań lotów z dużymi prędkościami na dużych wysokościach. Ostatni taki lot odbył się w 1999 roku i był to finał kariery SR-71. Egzemplarz standardowy ustawiono jako pomnik przed centrum NASA w Edwards, a ten niestandardowy trafił do muzeum w stanie Utah.
Zabytek ściągnięty z wystawy
Teraz ten pierwszy dostarcza silnego poparcia dla tezy, że NASA może chcieć coś zrobić z SR-71. Egzemplarz, który stał przy wjeździe do centrum badawczego NASA w Edwards, zniknął bowiem ze swojego miejsca. Jak podaje jedna z najbardziej szacownych publikacji branżowych – „Aviation Week”, stało się to jeszcze w maju, ale pozostało szerzej niezauważone. Potwierdzają to jednak zdjęcia satelitarne. Maszyna miała zostać przeholowana do jednego z hangarów bazy celem przeprowadzenia inspekcji.
Ten konkretny SR-71 nie dość, że wykonał ostatni lot w historii swojego typu, ale był też ostatnim wyprodukowanym. Prawdopodobnie jest w najlepszym stanie ze wszystkich istniejących. Dodatkowo NASA miała go zmodyfikować w latach 90. i dodać kilka wówczas nowoczesnych ulepszeń. Miał też nie zostać zdezaktywowany – tak jak maszyny, które trafiły do muzeów. Czyli pozostał w kompletnej formie. „Aviation Week” twierdzi również, że NASA zwróciła się do kilku byłych pracowników programu SR-71 z ofertą ponownego zatrudnienia.
Przywrócenie starej maszyny do lotów byłoby jednak zadaniem monumentalnym. Cały system wsparcia eksploatacji SR-71 nie istnieje od ponad 20 lat, a był to samolot niezwykle wymagający i kosztowny w użyciu. Prawie cały jest wykonany ze stopów tytanu, które są bardzo trudne w obróbce. Miał dwa bardzo wyśrubowane i nietypowe silniki J58 wymagające specjalnego paliwa produkowanego właściwie tylko na potrzeby programu SR-71. Można tak wymieniać dalej, ale istota problemu jest taka, że za utrzymywaniem tych maszyn w gotowości do lotu stała mała armia wysokiej klasy specjalistów i unikalne zaplecze przemysłowe. Po ponad dwóch dekadach tego już po prostu nie ma i trzeba by to odbudowywać. Problemem mogą być zatem nie tylko koszty, ale sama możliwość realizacji podobnego przedsięwzięcia.
Nie można przy tym wykluczyć, że NASA ma w planach jakiś inny szybki i wysoko latający samolot eksperymentalny. SR-71 i jego program może w takim scenariuszu służyć jedynie jako źródło doświadczenia do wykorzystania w procesie tworzenia czegoś nowego, co wykorzystuje aktualne technologie i zbudowane dla nich zaplecze.
Problem w tym, że aktualnie po prostu nie ma samolotów tak szybkich i tak wysoko latających. Najbliższy jest rosyjski ciężki myśliwiec MiG-31 zdolny rozpędzić się do około 3 tysięcy km/h, ale tylko na krótkie okresy. Nie jest też w stanie latać długo tak wysoko, jak SR-71. No i przede wszystkim jest rosyjski. Może istnieją jakieś tajne amerykańskie wojskowe samoloty eksperymentalne, ale nic o tym nie wiadomo. Od dekad szybciej i wyżej przestało być celem wojskowych maszyn. Większe znaczenie ma teraz bycie trudnowykrywalnym i posiadanie zaawansowanych systemów elektronicznych. Zagrożeń się unika, a nie przed nimi ucieka.
Być może Isaacman, znany miłośnik lotnictwa i samolotów X, celowo użył SR-71 do rozbudzenia zainteresowania tematem. Bez zamiaru przywracania go do lotów. Choć nie wyjaśniałoby to w pełni zniknięcia pomnikowego egzemplarza z parkingu przed centrum im. Armstronga.
Jeszcze w lipcu na największym airshow w USA, Air Venture, Isaacman mówił o zamiarze rozbudowy floty samolotów X NASA. Choć wówczas nie poczynił takiej aluzji do SR-71. Stwierdził jedynie, że prace trwają i „zobaczymy, czy uda się coś osiągnąć w ciągu kilku najbliższych lat”. Kiedy ktoś zapytał go o to, jakim samolotem najbardziej chciałby polecieć, szybko i bez wahania odparł: „SR-71”. Dopytano go więc, czy jest w jego mocy przywrócić tę maszynę do lotów. Zareagował uśmiechem i odparł: „To tajne”.


