Przewodnicząca Komisji Etyki Poselskiej (EPS) w rozmowie z „Faktem” zabrała głos w sprawie kolejnych bulwersujących zachowań posłów. Pierwsza sprawa dotyczy Michała Kołodziejczaka. Byłe współpracownice polityka aktualnie zawieszonego w prawach członka klubu Koalicji Obywatelskiej mówiły o przemocy, poniżaniu i nakłanianiu do zażywania narkotyków. Były wiceminister rolnictwa zaprzeczył oskarżeniom i nazywał je „pomówieniami”.
Elżbieta Burkiewicz wyjaśniła, że „jeśli wpłynie wniosek w tej sprawie, to komisja będzie się nim zajmować”. – Ja raczej nie będę jako posłanka składała żadnego wniosku, bo w tej komisji jest już tyle różnych wniosków, że chyba na razie nam wystarczy – podkreśliła polityk klubu parlamentarnego Centrum. Burkiewicz zastrzegła, że „gdyby to była prawda, to faktycznie jest to bardzo zastanawiające, niewłaściwe i wszystko poza standardami, które obowiązują”.
Sprawy Konrada Berkowicza i Michała Kołodziejczaka. Szefowa Komisji Etyki Poselskiej komentuje
Szefowa Komisji Etyki Poselskiej odniosła się również do słów Konrada Berkowicza. Poseł Konfederacji najpierw nazwał dziennikarkę Telewizji Polskiej Justynę Dobrosz-Oracz „kurtyzaną”. „Przekroczyłem nieprzekraczalną granice. Przepraszam wszystkie kurtyzany” – napisał następnie Berkowicz. W serii kolejnych wpisów polityk nie miał zamiaru wycofywać się ze swoich słów i atakował swoich oponentów.
– To powinno być najbardziej karane. Komuś może się wymknąć w ferworze pośpiechu, złości czy emocji, że powie do kogoś coś brzydkiego. Ale można wtedy przeprosić, właściwie zareagować i się z tego wycofać. A on nie. On w to brnie i, co więcej, robi to świadomie, bo wie, że przynosi mu to popularność czy uznanie w internecie – zauważyła Burkiewicz. Posłanka Centrum ubolewała na nad wachlarzem środków, jakie może stosować Komisji Etyki Poselskiej.
Szefowa EPS rozgoryczona wachlarzem środków ws. posłów. „Nikt sobie nic z tego nie robi”
– Najgorsze jest to, że my siedzimy, rozmawiamy na tej komisji, uzgadniamy jakieś zdanie, a wszystko, co możemy, to zwrócić uwagę, dać upomnienie lub naganę. I co to jest dla posłów? To jest mniej niż uwaga do dzienniczka w szkole. Czy ktoś sobie coś z tego robi? Nikt sobie nic z tego nie robi – podsumowała Burkiewicz.












