Do strzelaniny doszło 25 kwietnia podczas gali Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w hotelu Hilton w Waszyngtonie. Ewakuowano prezydenta Trumpa, pierwszą damę Melanię Trump i wiceprezydenta J.D. Vance’a oraz innych członków gabinetu. Zdarzenie było transmitowane na żywo przez telewizję.
Podejrzany o dokonanie strzelaniny jest 31-letni Cole Tomas Allen. Napastnik, uzbrojony w strzelbę, pistolet i noże, otworzył ogień w kierunku służb, które następnie ujęły go, nie pozwalając dotrzeć do pomieszczenia z uczestnikami uroczystości. Podczas konfrontacji z Secret Service Allen postrzelił jednego z agentów, trafiając w kamizelkę kuloodporną. Funkcjonariusz trafił do szpitala, według Fox News w niedzielę już z niego wyszedł.
Podejrzanemu o zamach na Trumpa grozi dożywocie
W poniedziałek (27 kwietnia) mężczyźnie przedstawiono zarzut usiłowania zabójstwa prezydenta USA. 31-latkowi zarzuca się także dwa przestępstwa związane z posiadaniem broni palnej. Allen, który pojawił się na sali sądowej w niebieskim kombinezonie więziennym, nie odniósł się do postawionych mu trzech zarzutów. W sądzie zadeklarował, że na wszystkie pytania będzie odpowiadał szczerze. Poinformował też, że jest magistrem informatyki. Jedna z obrończyń podejrzanego Tezira Abe zwróciła uwagę, że nie był wcześniej karany.
Mężczyźnie grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Podejrzany tymczasowo pozostanie w areszcie. W czwartek ma odbyć się kolejna rozprawa w tej w sprawie. Allen jest absolwentem prestiżowej politechniki Cal Tech. W ostatnim czasie tworzył też gry komputerowe i pracował jako nauczyciel przygotowujący uczniów do egzaminów na studia w Kalifornii.
Według śledczych podejrzany podróżował pociągiem z Kalifornii do Chicago, a następnie do Waszyngtonu, gdzie zameldował się jako gość w hotelu, w którym odbyła się uroczysta kolacja. W pozostawionym liście niedoszły zamachowiec tłumaczył swoje zamiary mówiąc, że „nie pozwoli dłużej pedofilowi, gwałcicielowi i zdrajcy na brukanie jego rąk swoimi zbrodniami”.
Rzeczniczka Białego Domu sugeruje, że retoryka Demokratów doprowadziła do zamachów na Trumpa
– Kiedy czytacie manifest tego napastnika, zapytajcie samych siebie: czym różni się ta retoryka od tego, co słyszycie w mediach społecznościowych i różnych innych miejscach każdego dnia? – pytała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podczas briefingu w Białym Domu. – Jeśli będziecie ze sobą szczerzy, odpowiedź brzmi, że nie ma żadnej różnicy. Duża część manifestu niedoszłego zamachowca jest niemożliwa do odróżnienia od słów, które słyszymy codziennie od tak wielu ludzi – dodała.
Rzeczniczka cytowała długą listę wypowiedzi polityków Demokratów, określających Trumpa mianem dyktatora lub gwałciciela, mówiących o „wojnie”. Wyszczególniła przy tym słowa komika Jimmy’ego Kimmela, który na dwa dni przed zamachem żartował podczas skeczu, że żona prezydenta „promienieje jak przyszła wdowa”. Leavitt stwierdziła, że poziom agresji i retoryki jest „narodową sytuacją kryzysową” i że wypowiedzi te „inspirują do przemocy ludzi, którzy już są chorzy psychicznie”.
Pytana przez dziennikarzy o zarzuty dotyczące zabezpieczeń sobotniej gali, Leavitt powiedziała, że protokoły bezpieczeństwa zadziałały tak, jak trzeba, a napastnik „starał się przełamać kordon bezpieczeństwa i poległ”. Przyznała jednak, że w odpowiedzi na incydent może dojść do pewnych zmian w organizacji wydarzeń i bezpieczeństwa.










![Nawrocki proponuje system prezydencki. Niemal połowa Polaków przeciw [SONDAŻ] Nawrocki proponuje system prezydencki. Niemal połowa Polaków przeciw [SONDAŻ]](https://bi.im-g.pl/im/66/3b/1f/z32747878IER,Karol-Nawrocki.jpg)

