Joanna Biegaj, „Wprost”: Lekarz ratuje życie, a farmaceuta ratuje… codzienność? Jak z Pani perspektywy wygląda ta luka informacyjna, którą wypełnia farmaceuta wspierający pacjentów onkologicznych?
Iwona Rzeminiuk, mgr farmacji: To chwytliwe hasło, ale bardzo upraszcza rzeczywistość. W onkologii farmaceuta nie „uzupełnia codzienności” — w mojej ocenie – współdecyduje o bezpieczeństwie i skuteczności terapii.
Największa luka dotyczy tego, co dzieje się między wizytami lekarskimi: interakcji leków, suplementów, działań niepożądanych i przestrzegania zaleceń. To obszar, który bez właściwego wsparcia bardzo łatwo wymyka się kontroli.
W praktyce mam pod opieką pacjentów, którzy równolegle z leczeniem przeciwnowotworowym stosują preparaty z mediów społecznościowych — nie mając świadomości, że mogą one wpływać na metabolizm leków czy nasilać toksyczność terapii. Rolą farmaceuty onkologicznego jest wychwycenie tych zagrożeń i przełożenie zaleceń medycznych na bezpieczne, codzienne decyzje pacjenta. Dla mnie to nie jest więc „opieka wokół leczenia”, tylko jego integralna część.
Dlaczego zdecydowała się pani na tak wąską i trudną emocjonalnie specjalizację jak onkologia? Domyślam się, że pani rola nie ogranicza się tylko do bycia chłodnym ekspertem, ale też kogoś, kto po prostu „trzyma pacjenta za rękę?”.
To nie była przypadkowa decyzja. Onkologia interesowała mnie od bardzo wczesnego etapu edukacji, a później konsekwentnie rozwijałam ten kierunek — moja praca magisterska na studiach farmaceutycznych dotyczyła roli komórek macierzystych w progresji glejaka. Z czasem ten wybór nabrał też osobistego wymiaru. Straciłam dwie bliskie osoby z powodu chorób nowotworowych — w obu przypadkach kluczowym problemem był brak profilaktyki i zbyt późna diagnostyka. To doświadczenie bardzo jasno pokazało mi, jak duże znaczenie mają decyzje podejmowane na długo przed rozpoznaniem choroby.
Jednocześnie wiem, że nie jesteśmy w stanie zmusić nikogo do dbania o zdrowie czy regularnych kontroli. Dlatego w pracy z pacjentem skupiam się nie tylko na samym leczeniu, ale też na edukacji i budowaniu świadomości — w sposób, który daje realną sprawczość, a nie poczucie presji.
Moja rola nie polega na „trzymaniu za rękę”, ale na prowadzeniu pacjenta przez złożone decyzje terapeutyczne w sposób bezpieczny i oparty na wiedzy. W onkologii empatia jest ważna, ale musi iść w parze z odpowiedzialnością za konkretne decyzje kliniczne. W końcu to pacjent decyduje o swoim życiu – ja mogę tylko wskazać kierunek, który nie będzie kolidował z aktualnie wdrożonym leczeniem. A co Pacjent z tym zrobi, to już tylko jego wola.
Z jakimi pytaniami pacjenci boją się wrócić do lekarza, a z którymi przychodzą prosto do pani?













