Zdjęcie zniszczonych, leżących na ziemi tablic wskazujących nazwy miast, m.in. Gdańska, Bydgoszczy i Zielonej Góry, a pod zdjęciem opis: „władze Szczecina ogłaszają program 'Zostaję w Szczecinie’. Na początek z przestrzeni publicznej znikają nazwy innych miast, żeby nie kusiło„.
W ten sposób satyryczny profil w mediach społecznościowych „Lecę na Szczecin” skomentował trwającą w stolicy województwa zachodniopomorskiego dyskusję o demografii, a jednocześnie wpisał się w długą historię Szczecina w memach. Jeden z najpopularniejszych mówi o tym, że „Szczecin tak naprawdę nie istnieje”, bo „nikt nie zna nikogo, kto by w nim był”.
Powody emigracji? Edukacja, kultura i pustki w mieście
Mimo zasług stolicy Pomorza Zachodniego dla poczucia humoru dyskusja o depopulacji jest jak najbardziej poważna. Zaczęło się od deklaracji dwóch aktywistów, którzy poinformowali o swoim wyjeździe.
– Młodzi ludzie wciąż będą myśleć głównie o emigracji, a o przyciąganie zdolnych nawet z województwa będzie coraz trudniej. Moje dzieci będą wchodzić w dorosłość w innym miejscu – stwierdził były kandydat na prezydenta Szczecina i działacz Szczecińskiego Ruchu Miejskiego, Piotr Czypicki.
W obszernym wpisie wymieniał powody wyjazdu. To według niego „mierny stan szczecińskich uczelni”, „fatalny stan przestrzeni publicznej podporządkowanej głównie transportowi indywidualnemu” czy „słabiutka oferta kulturalna skierowana do młodego pokolenia”. Pisał też o coraz słabszym rynku pracy i „koszmarnym efekcie opustoszałych wieczorami ulic„.
W odpowiedzi o emigracji poinformował też inny aktywista, były kandydat na miejskiego radnego i twórca inicjatywy „Nowy Szczecin”, Igor Podeszwik.
– Sporo mieszkańców właściwie nie chce dążyć do tego, do czego ja dążyłem przez ostatnie lata: żeby Szczecin był europejską metropolią. Lepiej definitywnie zamknąć ten rozdział – stwierdził Podeszwik, informując przy okazji, że od niedawna mieszka w Poznaniu.
Porównywanie Szczecina do Warszawy czy Krakowa nie za bardzo ma sens. Nikt rozsądny nie porównuje Coventry z Londynem
Dyskusję zrównoważyła nieco zapowiedź wokalistki zespołu Hey, Katarzyny Nosowskiej, która pochodzi ze Szczecina, ale od kilkudziesięciu lat mieszka w Warszawie.
– Mam paru przyjaciół, którzy również są w Warszawie, wyjechali ze Szczecina i ta tendencja, żeby mieć w głowie wizję powrotu do Szczecina na tak zwane stare lata albo ciut wcześniej jest dosyć silna – mówiła Nosowska cytowana przez serwis wszczecinie.pl podczas wydarzenia „Kultura Wolności”, współorganizowanego przez jednego z najpopularniejszych Szczecinian, rapera Łonę.
Czypicki w dyskusji powoływał się na dane Głównego Urzędu Statystycznego i komentował, że „Szczecin jest jednym z najszybciej wyludniających się miast w Polsce i ten trend się raczej nie zmieni”.
Szczecin: Do 2060 roku będzie o kolejne 30 tysięcy mniej? Alarmujące dane
Według prognozy GUS-u do 2030 roku liczba mieszkańców nieznacznie wzrośnie, ale potem znów zacznie spadać. W 2050 roku Szczecinian ma być 367 tysięcy, a w 2060 – 358 tysięcy.
– Wyludniają się prawie wszystkie miasta w Polsce z wyjątkiem metropolitalnej wielkiej piątki, do której zaliczamy Warszawę, Kraków, Poznań, Trójmiasto i Wrocław. Pozostałe regiony odstają – zauważa w rozmowie z Interią prof. Dariusz Zarzecki z Instytutu Ekonomii i Finansów Uniwersytetu Szczecińskiego.
Zwraca uwagę, że „najlepiej wykształceni i przedsiębiorczy pracownicy” często wyjeżdżają za granicę lub do metropolii z „wielkiej piątki”.
– Porównywanie Szczecina do Warszawy czy Krakowa nie za bardzo ma sens z uwagi na obiektywne różnice w populacji samego miasta, jak i regionu oraz pełnione role. Nikt rozsądny nie porównuje Coventry z Londynem – uważa prof. Zarzecki.
A może nie jest tak źle?
Nasz rozmówca zaleca jednak dystans do danych. – Sytuacja Szczecina prawdopodobnie wygląda jednak lepiej, niż mówią statystyki, gdyż duża część wskazywanego odpływu ludności z miasta zamieszkuje w miejscowościach wokół – mówi ekonomista.
– Migracje z miasta na przedmieścia są typowym zachowaniem młodych dorosłych zorientowanych na życie rodzinne, stabilność, ustatkowanie się, dobrostan bez ponadprzeciętnych wymagań. W większości przypadków wiąże się to z mniej lub bardziej świadomą decyzją o rezygnacji z wyścigu za karierą – uzasadnia w rozmowie z Interią dr Robert Bartłomiejski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego.
Wylicza, że kategorią wiekową z największym odsetkiem malkontentów wobec Szczecina są młodzi: od 24 do 35 lat.
Szczecin jest dla młodych jak letnia woda w kranie. Przyciąga z regionu na studia, jednak rynek pracy oferuje stanowiska i wynagrodzenia poniżej ich oczekiwań
Bartłomiejski określa miasto jako dobre dla osób, które godzą się na „średnie zarobki na średnim szczeblu, oferując w zamian większy komfort życia”.
Jego zdaniem „Szczecin po studiach nie stwarza dla młodych, przedsiębiorczych i kreatywnych osób wystarczających warunków do rozwoju”. A to właśnie o nich konkurują duże miasta. Wśród wyzwań stolicy Pomorza Zachodniego socjolog widzi znalezienie sposobu na zatrzymanie tej grupy.
Szczecin się wyludnia. Jaki pomysł mają urzędnicy?
Miasto pomysły ma – słyszymy w podległej władzom Szczecina Agencji Rozwoju Metropolii Szczecińskiej.
– Szczecin rozwija sektory, w których może oferować realną alternatywę wobec największych metropolii, w tym gospodarkę morską, logistykę, przemysł oraz nowoczesne usługi. Celem jest stworzenie miejsc pracy i przyciąganie inwestycji dopasowanych do potencjału miasta, a nie bezpośrednie kopiowanie modeli rozwojowych największych aglomeracji – mówi Interii Piotr Zieliński z ARMS.
Powołuje się na raport Oxford Economics, umieszczający Szczecin w gronie 20 europejskich miast z największym wzrostem PKB oraz BEAS (badanie potencjału inwestycyjnego i warunków biznesowych – przyp. red.), stawiający miasto w gronie kluczowych ośrodków biznesowych w Polsce.
Jednocześnie przyznaje, że miastu trudno konkuruje się z największymi polskimi metropoliami. Wśród powodów wymienia: bardziej rozbudowany rynek pracy, większą koncentrację siedzib dużych firm, wyższy poziom wynagrodzeń, silniejsze zaplecze akademickie, położenie w centralnej części kraju i lepsze połączenia komunikacyjne.
– To wzmacnia efekt skali. Przyciąga zarówno inwestorów jak i wysoko wykwalifikowanych pracowników – uważa Zieliński.
Stanisław Kaup to 27-letni radny Szczecina, przewodniczący komisji ds. gospodarki morskiej, rozwoju i promocji w Radzie Miasta. W rozmowie z Interią przyznaje, że wśród rówieśników widzi trend emigracji ze Szczecina.
Tłumaczy go próbą usamodzielnienia się i zaznacza, że „ważne, aby po zakończeniu studiów jak najwięcej osób chciało wracać do Szczecina”. Uważa, że „tu rzeczywiście jest sporo do zrobienia” po stronie samorządu, szkół, uczelni i biznesu.
W pierwszej kolejności trzeba przyciągnąć jak najwięcej osób na studia z województwa zachodniopomorskiego i lubuskiego, a następnie budować konkurencyjność wobec największych ośrodków w Polsce. Mało jest promocji miasta na zewnątrz
Kaup zwraca uwagę na jakość uczelni. Uważa, że „w tym zakresie trzeba wciąż pracować i oferować atrakcyjne kierunki”. Za przykład podaje Politechnikę Morską.
– Rozwinęła się w ostatnich latach tak, że to studenci zabiegają o możliwość nauki na niej, a nie odwrotnie – przekonuje przewodniczący komisji ds. rozwoju w rozmowie z Interią.
Kryzys demograficzny. „Smart Slow City” odpowiedzią?
Prof. Zarzecki uważa, że da się znaleźć w perspektywie Szczecina coś optymistycznego.
– Wydaje się, że Szczecin ma wizję i jasną strategię. Ma to być, i coraz bardziej jest, miasto zrównoważonego rozwoju, ze stabilną i nowoczesną gospodarką, pełne zieleni i wody, z czystym powietrzem, dobrze skomunikowane z bliższym i dalszym otoczeniem. Miasto zapewniające wysoką jakość życia. Czymś, co dobrze opisuje hasło „Smart Slow City” – mówi Interii naukowiec.
Tobiasz Madejski, Szczecin













