Od 1 lipca 2026 roku zmienią się zasady sprowadzania towarów spoza Unii Europejskiej. W życie wejdą przepisy wynikające z rozporządzenia Rady UE 2026/382, które likwidują obowiązujące dotąd zwolnienie celne dla przesyłek o wartości do 150 euro.

Przez najbliższe dwa lata, do 1 lipca 2028 roku, w jego miejsce będzie obowiązywać ryczałtowe cło w wysokości 3 euro, czyli około 13 zł. Zmiana ma szczególne znaczenie dla klientów popularnych platform zakupowych, takich jak Temu, Shein czy AliExpress.


Jak podkreśla Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy inFakt, nowa regulacja kończy funkcjonowanie mechanizmu, który przez lata umożliwiał sprowadzanie ogromnej liczby tanich produktów bez dodatkowych obciążeń celnych.


– Dotychczas przesyłki o wartości do 150 euro sprowadzane spoza Unii Europejskiej były całkowicie zwolnione z cła. To tzw. zwolnienie de minimis – wprowadzono je po to, by nie obciążać administracji celnej obsługą milionów drobnych paczek, w których cło i tak byłoby groszowe. W praktyce stało się jednak furtką. Pozwalało sprowadzać tanie produkty, głównie z Chin, bez obciążeń, którym podlegali europejscy importerzy i sklepy. Komisja Europejska uznała, że w czasach elektronicznych zgłoszeń celnych argument o „nadmiernym obciążeniu administracji” stracił sens. W zasadzie dane o każdej przesyłce są już dostępne cyfrowo – tłumaczy Piotr Juszczyk.

Bruksela wskazuje na miliardy przesyłek


Zdaniem ekspertów decyzja Unii Europejskiej jest odpowiedzią na gwałtowny wzrost liczby małych przesyłek trafiających na wspólny rynek.

– W 2024 r. do UE trafiło ok. 4,6 mld takich małych paczek, niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. Polska jest trzecim rynkiem chociażby Temu w Europie, a z platformy korzysta ponad 13 mln użytkowników. Unia argumentuje, że dotychczasowe zwolnienie było nadużywane właśnie przez zaniżanie wartości i sztuczne dzielenie zamówień. A to uderza w konkurencyjność europejskich firm – przypomina Juszczyk.


Według Komisji Europejskiej obecny system stawiał unijnych sprzedawców w mniej korzystnej sytuacji niż platformy działające poza Wspólnotą. Nowe przepisy mają częściowo wyrównać warunki konkurencji.

Jak będzie naliczane nowe cło?


Największym zaskoczeniem dla klientów może być sposób naliczania opłaty. Cło nie będzie przypisywane do całej paczki, lecz do poszczególnych kategorii towarów znajdujących się w przesyłce.

– Opłatę nalicza się od każdej pozycji towarowej, czyli od każdego kodu celnego w przesyłce. A pozycja to zgodnie z wyjaśnieniem KAS, jeden lub więcej towarów o tej samej klasyfikacji taryfowej (kodzie celnym), opisie i pochodzeniu. Oznacza to, że trzy identyczne bawełniane koszulki to jedna pozycja – 3 euro – wylicza ekspert z inFaktu.


Wyjaśnia, że sytuacja będzie wyglądać inaczej, gdy w jednej przesyłce znajdują się różne produkty.


– Koszulka bawełniana, sweter wełniany i etui na telefon to trzy różne pozycje i już 9 euro. Liczy się więc nie liczba sztuk czy linii na rachunku, lecz liczba różnych kodów celnych w przesyłce. Przy mieszanych, drobnych koszykach cło potrafi przewyższyć wartość samego towaru – zauważa Juszczyk.

To dopiero początek większych zmian


Eksperci zwracają uwagę, że nowe cło nie zastępuje podatku VAT, który nadal będzie rozliczany oddzielnie. Co więcej, od listopada 2026 roku mają pojawić się kolejne opłaty związane z obsługą przesyłek spoza UE.


– Warto pamiętać o trzech rzeczach. Po pierwsze, cło nie zastępuje VAT, ten rozliczany jest osobno. Po drugie, to dopiero początek, gdyż od listopada 2026 r. dojdzie unijna opłata manipulacyjna, więc małe paczki z Azji będą jeszcze droższe. Po trzecie, towary wysyłane z magazynów już położonych w UE nową opłatą nie będą objęte. A to może być dla platform silna zachęta do przenoszenia logistyki bliżej klienta. Dla konsumenta praktyczny wniosek jest prosty, po 1 lipca opłaca się raczej zamawiać więcej produktów tej samej kategorii w jednej paczce niż mieszać różne towary – mówi Juszczyk.


Docelowo reforma ma pójść jeszcze dalej. Po uruchomieniu nowego unijnego systemu danych celnych próg 150 euro ma zostać całkowicie zlikwidowany, a cło będzie naliczane według standardowych stawek od pierwszego euro wartości towaru.

– Obowiązująca od lipca zmiana to nie koniec, lecz pierwszy etap większej reformy unijnego systemu celnego. Firmy z Polski sprzedające w UE mogą na tym skorzystać, gdyż w pewnym stopniu wyrównują się warunki konkurencji, które przez lata były wykrzywione na korzyść platform spoza Wspólnoty – wyjaśnia ekspert z inFaktu.

Share.
Exit mobile version