-
Największy znany szop, Chapalmalania z Ameryki Południowej, dorastał do rozmiarów niedużych niedźwiedzi.
-
Chapalmalania należała do szopowatych i była protoplastą obecnych szopów, osiągając wagę powyżej 100 kg.
-
Badania szczątków wskazują, że ten zwierzęcy gigant był padlinożercą, co potwierdzają ślady zębów na kościach dużych pancerników.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Zachowane szczątki ogromnego szopa Chapalmalania robią wielkie wrażenie. Nie ma wątpliwości, że zwierzę należało do szopowatych i było protoplastą obecnych szopów praczy, szopów krabożernych i szopów karłowatych – trzech współcześnie żyjących gatunków, z których największy szop pracz dorasta do 14 kg. To rozmiary mniej więcej borsuka.
Chapalmalania była dużo większa. Jej rozmiary szacowane są na gabaryty najmniejszych niedźwiedzi takich jak baribal z Ameryki Północnej czy andoniedźwiedź okularowy z Ameryki Południowej. Można tego szopa porównać do pandy wielkiej, która może ważyć 150 kg. Chapalmalania także osiągała powyżej 100 kg, mówi się nawet o 150 do 180 kg wagi. Dawniejsze szacunki były o wiele mniejsze, oceniały zwierzę na kilkadziesiąt kilogramów. Dzisiaj wiemy, że były zbyt skromne.
To było pokaźne, niedźwiedziowate zwierzę. Pozwala zrozumieć, dlaczego do niedawna zoologowie ulegali złudzeniu, że chińska panda wielka także należała do szopowatych, mimo swych rozmiarów (dzisiaj zalicza się ją do niedźwiedzi).
Ogromny szop mieszkał w Ameryce Południowej
Szopy pracze są dzisiaj gatunkiem inwazyjnym w wielu miejscach świata, zwłaszcza w Europie (w tym w Polsce), a także w Japonii czy na Kaukazie. Oryginalnie jednak to zwierzęta amerykańskie, podobnie jak wszystkie szopowate. Ten olbrzym znaleziony został na terenie Argentyny, a także Wenezueli i Kolumbii. To znaczy, że między 5 a 2 milionami lat temu ogromne szopy żyły na całym obszarze Ameryki Południowej, wokół dawnego basenu wodnego w miejscu współczesnej Amazonii.
To także dowód na to, że drapieżniki pewnych przybyłych do Ameryki Południowej linii, takich jak szopowate, szybko tu ewoluowały. Zdumiewająco szybko. Osiągnęły gigantyczne rozmiary, a Chapalmalania była w tym względzie rekordzistką. Jej oportunizm i przystosowanie do wszelkiego pokarmu sprzyjały rozwojowi. Ogromna Chapalmalania o wielkości niedźwiedzia nie miała też pewnie naturalnych wrogów, może poza kotami szablozębnymi. W każdym razie rozmiary niedźwiedzia pozwalały jej nie tyle obawiać się drapieżników, co korzystać z ich polowań. Wiele wskazuje bowiem na to, a przynajmniej na to wskazują jej zęby, że południowoamerykański szop-gigant był padlinożercą.
Zęby olbrzyma były dostosowane do kruszenia padliny
Nie ma co do tego raczej wątpliwości, bo ślady zębów tego zwierzęcia znaleziono np. na szczątkach wielkich pancerników glyptodontów, także na ich pancerzu. Ważące od kilkuset kilogramów do nawet dwóch ton glyptodony były olbrzymami odpornymi na ataki wielu drapieżników, nawet dużych. Jest mało prawdopodobne, by zwierzę takie jak Chapalmalania zapolowało na wielkiego pancernika, to w zasadzie wykluczone. Szop zatem najpewniej ogryzał padlinę, także te najtwardsze kąski. Jego zęby z guzkami były dostosowane do kruszenia bardzo twardego pokarmu.
Wielu paleontologów widzi w tym szopie przykład konwergencji. Polegała ona na tym, że w sprzyjających okolicznościach przedstawiciele szopowatych zaczęli upodabniać się do innych dużych drapieżników wyglądem, rozmiarami i upodobaniem do padliny.



