-
Donald Trump podpisał rozporządzenie mogące zapoczątkować proces zniesienia federalnej ochrony wilka szarego i meksykańskiego, co spotkało się ze sprzeciwem organizacji przyrodniczych.
-
Dokument nakłada na sekretarza spraw wewnętrznych obowiązek ocenienia w ciągu 90 dni, czy populacje wilków są wystarczająco liczne, by można je zdjąć z listy gatunków zagrożonych, przy czym organizacje ekologiczne zwracają uwagę, że liczebny wzrost nie oznacza bezpieczeństwa gatunku.
-
Farmerzy argumentują, że wilki powodują straty w stadach, podczas gdy ekolodzy podkreślają rzadkość takich ataków oraz istnienie systemów odszkodowań dla hodowców.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Rozporządzenie nie oznacza, że amerykańscy farmerzy natychmiast otrzymają prawo do strzelania do wilków atakujących ich zwierzęta gospodarskie. Jednocześnie dokument daje sekretarzowi spraw wewnętrznych USA Dougowi Burgumowi 90 dni na ocenę, czy populacje wilka szarego i meksykańskiego odrodziły się na tyle, by uzasadniać usunięcie ich z federalnej listy gatunków zagrożonych.
Wilk meksykański krytycznie zagrożony
Dane amerykańskiej Służby Ryb i Dzikiej Przyrody pokazują, jak dużą zmianę przeszła populacja wilka meksykańskiego. W 1998 roku, gdy rozpoczęto jego ponowną introdukcję na wolność, w Stanach Zjednoczonych żyły zaledwie cztery osobniki. W 2025 roku było ich według oficjalnych statystyk 319.
To wciąż niewielka populacja, dlatego organizacje ekologiczne podkreślają, że sam wzrost liczebności nie oznacza jeszcze, że gatunek jest bezpieczny.
Liczniejszy jest wilk szary. W USA żyje około 18 tys. osobników, jednak zwierzęta te nadal są objęte federalną ochroną na części swojego historycznego obszaru występowania. Ich sytuację komplikuje fakt, że ogromna część naturalnych siedlisk została przekształcona przez człowieka.
Próba usunięcia wilków z federalnej listy gatunków zagrożonych była już wcześniej podejmowana. W 2022 roku działania w tej sprawie utknęły w sporach sądowych. Obrońcy przyrody sugerują, że również obecne decyzje administracji Trumpa mogą zostać zakwestionowane przed sądami.
-
Wilki zmieniły swe zachowanie. Zadziwiające jest, na co zaczęły polować
Polityka, farmerzy i wilki
W swoim rozporządzeniu Trump argumentuje, że farmerzy i hodowcy odgrywają kluczową rolę zarówno w krajowym łańcuchu dostaw żywności, jak i w amerykańskim dziedzictwie kulturowym. Administracja wskazuje również na trudną sytuację rynku wołowiny.
Populacja bydła w USA spadła do najniższego poziomu od 75 lat, podczas gdy popyt na wołowinę zwiększył się w ciągu ostatniej dekady o około 10 proc. Zdaniem administracji należy zrobić więcej, aby wesprzeć hodowców i zwiększyć produkcję.
Wilki od dawna są jednym z punktów zapalnych w relacjach między hodowcami a obrońcami przyrody. Farmerzy argumentują, że drapieżniki mogą powodować straty w stadach, natomiast organizacje ekologiczne przekonują, że skala problemu jest znacznie mniejsza, niż sugerują zwolennicy ograniczenia ochrony wilków.
Krytycy regulowania populacji powołują się na badania wskazujące, że ataki wilków na zwierzęta gospodarskie są stosunkowo rzadkie i mają niewielki wpływ na dochody hodowców.
Wybijanie wilków
Organizacje zajmujące się ochroną wilków zwracają uwagę, że hodowcy już teraz mogą korzystać z mechanizmów rekompensat. Zdaniem ekologów problem polega nie tyle na braku narzędzi ochrony hodowców, ile na ryzyku osłabienia ochrony samych wilków.
Pod koniec XIX wieku amerykański rząd rozpoczął systematyczną kampanię eksterminacji wilków. Drapieżniki były masowo zabijane także przez farmerów i właścicieli ziemskich, którzy postrzegali je jako zagrożenie dla bydła i innych zwierząt gospodarskich.
W efekcie wilki zostały niemal całkowicie wytępione z dużej części Stanów Zjednoczonych. Dopiero późniejsze działania ochronne i programy reintrodukcji pozwoliły na odbudowę niektórych populacji.


