Szymon Krawiec, „Wprost”: Co pana podkusiło, żeby wejść w biznes odzieżowy? Skupował pan i skupował akcje VRG, aż w końcu stał się pan większościowym udziałowcem.
Jan Kolański: Trzeba zacząć od naszego ogólnego modelu biznesowego. W pewnym momencie rozwoju firmy postawiliśmy na budowanie i wzmacnianie silnych marek. Kiedy zaczynaliśmy kupować akcje VRG, w jej portfolio znajdowały się już Vistula, Wólczanka, Deni Cler i oczywiście W.Kruk. Marka Bytom dołączyła później. Na początku kupiliśmy niewielki pakiet akcji, aby lepiej poznać spółkę od środka, obserwować jej funkcjonowanie i zrozumieć specyfikę branży. Z czasem mój starszy syn, Mateusz, mocno zaangażował się w ten biznes i z sukcesami go rozwija. Świetnym przykładem jest chociażby Wólczanka, której sprzedaż dzisiaj w ponad 50 proc. odbywa się online. Naszą strategią jest inwestowanie w marki, a VRG ma naprawdę super brandy, znane i cenione przez konsumentów.
Zawsze było tak super?
Nie zawsze. Przykładem jest Hellena, producent oranżady, którą kupiliśmy od syndyka wiele lat temu. Od dwóch lat była nieobecna na rynku, nie funkcjonowała też produkcja, a my nie mieliśmy doświadczenia w branży napojowej. Długi czas uczyliśmy się, jak budować ten biznes i skutecznie nim zarządzać. Stworzyliśmy świetny zespół i osiągnęliśmy bardzo silną pozycję rynkową – 80 proc. udziału w segmencie oranżady – ale była to ogromnie ciężka praca.
To doświadczenie sprawiło, że do kolejnych inwestycji podchodziliśmy znacznie ostrożniej. W przypadku VRG zaczynaliśmy powoli, a po drodze nie brakowało trudnych momentów. Pandemia COVID-19 mocno uderzyła w branżę odzieżową, ponieważ galerie handlowe były zamknięte, a sprzedaż stacjonarna praktycznie zamarła. Duże emocje wzbudzała także decyzja o przejęciu marki Bytom. Byłem wówczas – jako jedyny wśród akcjonariuszy –przeciwny tej transakcji.
Dlaczego Bytomia pan nie chciał?













