-
Przy ulicy Wilgi w Warszawie uszkodzoną studzienkę oznaczono patykami i taśmą policyjną, co przyciągnęło uwagę przechodniów.
-
Policjanci użyli prowizorycznych środków do zabezpieczenia miejsca i mieli przekazać sprawę odpowiednim służbom. Jak ustaliła Interia, zgłoszenie o ubytku pochodziło jednak od mieszkańca.
-
Po informacji od Interii patrol policji pojawił się ponownie i zadeklarował pozostanie na miejscu do czasu przyjazdu odpowiednich służb.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Na warszawskim Wawrze uwagę przechodniów przykuł nietypowy widok. Przy ulicy Wilgi, nad studzienką kanalizacyjną tuż obok chodnika, pojawiła się osobliwa konstrukcja.
Kilka patyków ustawiono wokół otwartego włazu i przewiązano taśmą policyjną, tworząc prowizoryczne zabezpieczenie. Zwróciliśmy się do służb z prośbą o wyjaśnienie sytuacji, a także z pytaniem, czy była to wystarczająca forma oznakowania niebezpiecznego miejsca.
Warszawa. „Szałas” z taśmą policyjną nad studzienką kanalizacyjną
Jak ustaliła Interia, miejsce zostało pierwotnie zabezpieczone przez policjantów tym, co akurat mieli przy sobie.
Dowiedzieliśmy się, że zgodnie z obowiązującymi przepisami ubytek w jezdni należy zabezpieczyć tak, by nie stwarzać dodatkowego zagrożenia, natomiast policja nie wozi ze sobą specjalistycznego sprzętu do zajmowania się ubytkami.
Nie wiadomo, o której godzinie policjanci zajęli się przygotowaniem konstrukcji. Nie mogliśmy też potwierdzić, czy funkcjonariusze zostali wezwani w to miejsce, czy też natknęli się na nie przejazdem. Policja po zabezpieczeniu studzienki miała zgłosić to właściwym miejskim urzędom i odjechać.
Jak przekazał nam Piotr Jaszczuk, rzecznik prasowy Urzędu Dzielnicy Wawer, z informacji dyżurnego wynika jednak, że pierwsze zgłoszenie o ubytku wpłynęło nie od policji, a od mieszkańca.
Studzienka na ulicy Wilgi. Ubytek zgłosił mieszkaniec
Zdjęcie „szałasu” przesłał nam jeden z czytelników. Po naszych pytaniach rano na ulicę Wilgi ponownie udał się patrol policji, który – zgodnie z deklaracją – miał już pozostać tam aż do przyjazdu służb odpowiedzialnych za konserwację studzienek.
Od momentu otrzymania przez nas zdjęcia do chwili, gdy otrzymaliśmy informację o ponownym pojawieniu się policji przy studzience, minęły około dwie godziny.
Zapytaliśmy Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji m.in. o ocenę formy zabezpieczenia studzienki przez policję i o to, czy jego pracownicy podejmą w tej sprawie działania. Do momentu publikacji artykułu nie dostaliśmy odpowiedzi.
Z kolei Piotr Jaszczuk poinformował, że według jego informacji sprawa została już przekazana Zakładowi Gospodarowania Nieruchomościami.
-
Groźny przestępca schwytany w Polsce. Status „wora w zakonie”
-
Zbrodnia na Uniwersytecie Warszawskim. Sąd umorzył postępowanie













