Dyskusję o zmianie wieku emerytalnego wywołała wypowiedź minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Zasugerowała ona, że kobiety posiadające dzieci mogłyby zachować prawo do emerytury w wieku 60 lat, natomiast kobiety bezdzietne przechodziłyby na świadczenie na takich samych zasadach jak mężczyźni, czyli po ukończeniu 65 lat.
Obecnie powszechny wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Eksperci zwracają jednak uwagę, że uzależnienie momentu nabycia prawa do świadczenia wyłącznie od posiadania dzieci mogłoby prowadzić do nierównego traktowania ubezpieczonych.
Eksperci wskazują na ryzyko dyskryminacji
Zdaniem konstytucjonalisty prof. Ryszarda Piotrowskiego, który komentował sprawę dla Dziennika Gazety Prawnej, takie rozwiązanie byłoby sprzeczne z konstytucyjnym zakazem dyskryminacji. Bezdzietność nie stanowi, w jego ocenie, wystarczającej podstawy do odmiennego traktowania kobiet w systemie emerytalnym.
Eksperci uważają, że samo kryterium posiadania dzieci może nie spełniać wymogów proporcjonalności i sprawiedliwości. Szczególne zastrzeżenia dotyczą kobiet, które chciały zostać matkami, lecz nie mogły mieć dzieci z przyczyn od siebie niezależnych.
Państwo musiałoby albo traktować wszystkie bezdzietne kobiety jednakowo, bez badania powodów braku dzieci, albo analizować bardzo osobiste okoliczności ich życia. Oba rozwiązania mogłyby prowadzić do problemów prawnych i ingerencji w sferę prywatności.
Sam brak dzieci nie powinien decydować o emeryturze
Radca prawny Katarzyna Kalata wskazała w rozmowie z DGP, że wiek emerytalny może zostać zmieniony ustawą, ponieważ konstytucja nie określa konkretnych granic 60 i 65 lat. Nie oznacza to jednak, że ustawodawca może zastosować dowolne kryterium różnicujące.
Jej zdaniem prosty podział na kobiety mające dzieci i bezdzietne byłby trudny do obrony. Nie uwzględniałby bowiem przyczyn bezdzietności ani faktycznego wysiłku związanego z opieką nad dziećmi. Problem dotyczyłby również osób, które wychowują dzieci, choć nie są ich biologicznymi matkami.
Podniesienie wieku emerytalnego nie oznaczałoby obowiązku pracy do 65. roku życia. Kobieta mogłaby zakończyć aktywność wcześniej, ale przez kilka lat pozostawałaby bez prawa do emerytury. Dłuższa praca oznaczałaby natomiast więcej składek i prawdopodobnie wyższe świadczenie.
Lepszym rozwiązaniem dodatkowy kapitał emerytalny
Eksperci wskazują, że zamiast karać za bezdzietność, system powinien rekompensować rzeczywiste koszty opieki nad dziećmi. Jednym z rozwiązań mogłoby być przyznawanie dodatkowego kapitału emerytalnego lub okresów składkowych osobie faktycznie sprawującej opiekę, niezależnie od jej płci.
Zwracają uwagę, że macierzyństwo często negatywnie wpływa na staż ubezpieczeniowy i wysokość przyszłej emerytury. Dlatego zmiany powinny raczej wyrównywać straty w kapitale emerytalnym wynikające z urlopów rodzicielskich i przerw w zatrudnieniu niż uzależniać wiek emerytalny od samego faktu posiadania dzieci.












