-
Wrak niemieckiego okrętu U-864 spoczywa na dnie morza w pobliżu norweskiej wyspy Fedje, gdzie może znajdować się niemal 2 tysiące baryłek z rtęcią.
-
Część pojemników uległa uszkodzeniu, co spowodowało uwolnienie rtęci do osadów i potencjalne zagrożenie ekologiczne, szczególnie przez tworzącą się metylortęć.
-
W 2025 i 2026 roku przeprowadzono badania oraz częściowe wydobycie niebezpiecznego ładunku, jednak dalsze działania wiążą się z dylematem między ryzykiem ekologicznym a koniecznością usunięcia zagrożenia.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Okręt U-864 zatonął podczas II wojny światowej po trafieniu torpedą przez brytyjski okręt HMS Venturer. Było to wydarzenie wyjątkowe w historii działań morskich – oba okręty znajdowały się pod wodą, a mimo to jeden z nich skutecznie zaatakował drugi. Co więcej, zniszczenia dokonano bez użycia sonaru. Misja wojenna Niemców nosiła nazwę „Operacja Cezar”. Pojawiły się nawet spekulacje, czy U-864 przewoził tlenek uranu.
Wraz z zatonięciem niemieckiej jednostki zginęło 73 członków załogi. Na dnie pozostał także niebezpieczny ładunek. Według zachowanych dokumentów U-864 przewoził do Japonii rtęć przeznaczoną dla tamtejszego przemysłu zbrojeniowego. Ok. 1500 ton rtęci zostało zakupionych przez Japończyków od Włoch między 1942 a 1943 r. Miała ona najwyższy priorytet w transporcie okrętów podwodnych do Japonii i była używana do produkcji materiałów wybuchowych, zwłaszcza spłonek.
Tony rtęci w niemieckim wraku. Norwegia ma problem
W ładowniach mogło znajdować się nawet 1867 stalowych pojemników zawierających łącznie od 65 do 67 ton toksycznej rtęci. Potwierdzono to podczas badań wraku w 2005 r. Wrak stał się więc problemem ekologicznym.
Z czasem część pojemników uległa uszkodzeniu, a rtęć mogła przedostać się do osadów znajdujących się wokół wraku. Zagrożenie polega na tym, że może ona pozostawać w środowisku przez bardzo długi czas. Szczególnie niebezpieczna jest metylortęć, która może powstawać w środowisku wodnym i kumulować się w organizmach. W efekcie trafia do łańcucha pokarmowego, m.in. ryb i innych organizmów morskich, powodując ich skażenie.
W maju 2025 r. norweska administracja wybrzeża dokładniej przyjrzała się temu, co dzieje się wokół wraku. Do badań wykorzystano między innymi zdalnie sterowane pojazdy podwodne i kamery 4K. Na podstawie zebranych danych przygotowano trójwymiarowy model U-864 oraz fragmentu dna morskiego. Badania pozwoliły lepiej ocenić stan wraku i znajdujących się w jego pobliżu pojemników z rtęcią.
Rtęć przedostała się do wody
Rok później norweskie służby zdecydowały się na próbę wydobycia części niebezpiecznego ładunku. Udało się podnieść 22 pojemniki, z których ok. 80 proc. było uszkodzonych i nieszczelnych. Na powierzchnię trafiło ok. pół tony rtęci. Operacja pokazała jednak również drugą stronę problemu – podczas ingerencji w stary wrak część substancji przedostała się do wody.
Na razie nie ma oznak, że sytuacja doprowadziła do poważnego skażenia lokalnych zasobów żywności. Regularne badania ryb i owoców morza nie wykazują obecnie podwyższonych poziomów rtęci, choć w latach wcześniejszych spekulowało się na ten temat. Nie oznacza to jednak, że zagrożenie można całkowicie zignorować. Pozostaje pytanie, co zrobić z resztą ładunku ukrytą w głębinach.
Norwegia stoi przed trudnym wyborem. Kontynuowanie wydobycia mogłoby pozwolić usunąć kolejne tony rtęci, ale jednocześnie oznacza ingerencję w rozpadający się wrak i ryzyko uwolnienia substancji do środowiska. Drugim rozwiązaniem jest pozostawienie U-864 na dnie, przykrycie wraku specjalną osłoną i prowadzenie jego stałego monitoringu. Mieszkańcy i rybacy wyspy Fedje równocześnie obawiają się skażenia wód.


