-
Mychajło Drapaty, nowy Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, budzi wśród żołnierzy nadzieję na zmiany w prowadzeniu walki oraz zahamowanie negatywnych trendów obserwowanych w ostatnich miesiącach.
-
Drapaty różni się od poprzednika, generała Syrskiego, praktycznym podejściem do dowodzenia oraz lepszym zrozumieniem obecnych realiów wojny, co według rozmówców może przynieść nową strategię walki z rosyjskimi okupantami.
-
Rozmówcy zwracają uwagę na potrzebę zmian w zakresie mobilizacji i szkolenia, szczególnie dotyczących wykorzystania nowoczesnych technologii, takich jak drony, oraz budowania realistycznej narracji wobec potencjalnych rekrutów.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Mychajło Drapaty to 44-letni żołnierz, obecnie w stopniu generała majora. Urodził się w Kamieńcu Podolskim, a służbę rozpoczął w brygadzie zmechanizowanej w Białej Cerkwii.
Medialną rozpoznawalność przyniosły mu wydarzenia z 2014 roku z wojny w Donbasie. W pierwszej fazie konfliktu był dowódcą 2 batalionu 72 Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej.
9 maja tego roku jego oddział przeprowadził brawurową akcję ofensywną, która przyniosła nie tylko sukces militarny, ale także odbiła się szerokim echem wśród ekspertów z całego świata. Od tego czasu Drapaty piął się po szczeblach wojskowej kariery, aż 21 lipca prezydent Wołodymyr Zełenski zdecydował o powołaniu go na funkcję głównodowodzącego Ukraińskich Sił Zbrojnych.
Generał, który „rozumie nowoczesną wojnę”
Nowy naczelny dowódca, jak przekonują ukraińskie media, to przeciwieństwo generała Ołeksandra Syrskiego, który był poprzednikiem na tym stanowisku. Młodszy, wychowany w ukraińskiej szkole wojskowej, dowodzący wieloma jednostkami. Czy to może oznaczać, że ukraińska armia znacząco zmieni sposób walki z rosyjskimi okupantami?
Zdaniem Vlada, żołnierza jednostki specjalnej SZU, wojskowi pozytywnie zareagowali na zmianę.
– Drapaty będzie lepszym głównodowodzącym niż Syrski. Wśród nas nazywany jest „generałem z okopów”. On doskonale zna realia panujące wśród żołnierzy. Syrski był bardziej teoretykiem, na jego miejsce wchodzi praktyk – wyjaśnia.
Podobnego zdania jest Markjan, polityk, który zdecydował się na służbę w momencie wybuchu pełnoskalowej inwazji. Jego zdaniem zmiana musiała nastąpić, ponieważ generał Syrski nie potrafił już adaptować się do nowych okoliczności frontowych.
– Cały czas trzymał się swojej myśli o tworzeniu wojsk szturmowych. Mówi się, że blokował tworzenie wojsk dronowych. To bardzo możliwe, bo on po prostu tego nie rozumiał. Nie nadążał za tym, jak rozwija się ta wojna – podkreśla.
– Oczywiście, nikt mu nie odbiera tego, że zapisał się w historii Ukrainy, a nawet świata. Operacja kurska, kiedy to udało się nam wejść na teren Federacji Rosyjskiej, doprowadzić do paniki na Kremlu i potrzeby ściągania żołnierzy z Korei Północnej, aby Rosjanie mogli odbić zajęte ziemie, to wszystko będzie mu pamiętane. Ale jego czas po prostu się skończył – dodaje.
Koniec z sukcesami na mapach
Co zatem może się zmienić w sposobie działań ukraińskiej armii? Obydwaj rozmówcy Interii twierdzą, że będzie to zauważalne nie tylko w przekazie medialnym, ale przede wszystkim dla nich samych.
– Na pewno nie będzie głupich szturmów, żeby na mapie w wiosce X zniszczony chlew był zaznaczony jako budynek pod naszą kontrolą – przekonuje Vlad.
– Podczas kadencji Syrskiego, szczególnie w ostatnim okresie, dowódcy jednostek bali się powiedzieć, że cofnęli się z jakiejś pozycji, nawet jeśli nie było żadnego sensu jej utrzymywać – wspomina.
Według Vlada generał Syrski w ostatnich miesiącach był „zakładnikiem mapy”. Głównymi zadaniami dowódców było tworzenie raportów, z których wynikało, że Ukraińcy odnoszą sukcesy terytorialne, wyzwalają kolejne miejscowości.
Nie przynosiło to realnych zysków, często decydowano się na działania, w których tracono dużą liczbę sprzętu i ludzi, tylko po to, żeby móc pokazać zawieszenie flagi i ogłoszenie odbicia terenu.
Markjan zwraca zaś uwagę na mobilizację, która obecnie jest jednym z największych problemów ukraińskiej armii. Jego zdaniem, Mychajło Drapaty, kojarzący się z nowoczesnym stylem zarządzania żołnierzami, musi zarządzić zmianę w ogólnej narracji dotyczącej rekrutacji, bo to właśnie w tym zakresie popełniono największe błędy.
– Od początku konfliktu mówiono ludziom, że można służyć w armii, ale nie w jednostkach bojowych, tylko gdzieś na tyłach. Ludzie byli przekonani, że założą mundur, ale w zasadzie będą bezpieczni. Wojna to jednak weryfikowała. Nie można obiecywać ludziom czegoś, co jest nierealne, a tak zrobiono. To wywołało panikę i doprowadziło do dzisiejszego obrazu „busyfikacji” – mówi wojskowy.
Jak twierdzi Markjan, w tym zakresie nadzieją jest zbudowanie obrazu nowoczesnej armii, która korzysta ze rozwiązań mobilnych, zdalnych uderzeń.
– Oczywiście nikt nie wierzy w to, że nagle ci, którzy siedzą po piwnicach sami zgłoszą się na ochotników, to się nie wydarzy. Ale należy mieć nadzieję, że więcej młodych ludzi zdecyduje się pójść do punktów poborowych i zgłosić do jednostek, gdzie będą np. wykorzystywane drony. Tam zostaną profesjonalnie przeszkoleni i ich umiejętności zostaną wykorzystane w skomplikowanych akcjach – podkreśla.
Marcin Jan Orłowski












