Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Czy jako rodzic i były nauczyciel jest pan zaniepokojony tym, co się dzieje w szkołach?


Kazimierz Marcinkiewicz: Patrzę na to bardziej jako dziadek – bo moje dzieci są już dorosłe, a nauczycielem byłem czterdzieści lat temu. Jako obywatel oczywiście przejmuję się tym, co się dzieje, ale nie jestem do końca zaskoczony. Powód jest prosty: w polskim życiu publicznym jest ogromna ilość agresji i właściwie nikt jej nie powstrzymuje. Proszę zwrócić uwagę, że to nie jest tylko agresja polityków – choć doszło już nawet do „szczekania” na siebie w Sejmie. To dotyczy również aktorów, piosenkarzy i osób publicznych na każdym poziomie, począwszy od najwyższego – prezydenta Karola Nawrockiego, który zamiast najbliższych współpracowników ma szczujarzy. To codzienna agresja wymierzona w polskie państwo i rząd Donalda Tuska.

Wszędzie mamy do czynienia z totalnym hejtem. Powszechnie wylewa się ta „żółć” – to zresztą trafne słowo, idealnie polskie. I niestety ta żółć zatruwa cały kraj.


Sejm uchwalił w czwartek ustawę pozwalającą na blokowanie nielegalnych treści w internecie. Więc może jednak ta machina jest do zatrzymania.


Zawsze uważałem, że państwo musi mieć prawne narzędzia do walki z hejtem w mediach społecznościowych. Sam się z nim mierzyłem, ale nauczyłem się przed nim chronić. Zbudowałem wokół siebie „żelazną kopułę” i dziś po prostu nie dopuszczam go do swojego życia. Nie czytam hejterskich komentarzy, usuwam je ze swoich mediów społecznościowych, ograniczyłem możliwość komentowania i zablokowałem prywatne wiadomości od osób, których nie znam. Ale to ja. Przeciętny obywatel czy młody człowiek ma z tym ogromny problem.


Przedstawiciele opozycji, jak na przykład szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta, Marcin Przydacz w Polsat News, zarzucają premierowi, że w obliczu tragicznych wydarzeń w szkołach próbuje zrzucić winę na prezydenta, zamiast samemu „wziąć się do roboty”.


To byłoby nawet ciekawe, gdyby nie fakt, że to Karol Nawrocki zawetował ustawę, która pozwalała państwu skutecznie reagować na to, co dzieje się w mediach społecznościowych. Brak takich regulacji ogromnie utrudnia państwu reakcję na mowę nienawiści. Żyjemy w czasach wojennych i musimy pamiętać o szerszym kontekście. Gdy ostatnio zniszczono centrum danych w Rosji, zasięgi neofaszystów w Polsce i w Niemczech nagle spadły o 50 procent. To są boty i fabryki trolli, które celowo podpalają emocje. Po drugie, to, co dzieje się w liceach we Francji – to element tej samej agresji, narastającej w młodym pokoleniu i podsycanej przez ruchy neofaszystowskie czy skrajną prawicę.


Oni nie mają żadnego pozytywnego programu poza niszczeniem ładu i napuszczaniem ludzi na siebie. U nas też słyszymy szokujące wypowiedzi Stanowskiego czy Mentzena – atakujących kobiety czy dowódców wojskowych. Dla nich nie ma świętości. Młodzi ludzie chłoną tę atmosferę i wyładowują własną agresję, marnując sobie życie dla głupich ideologii.

Share.
Exit mobile version