– Kiedy pan Łukaszenka mówi, że nie chce zostać wciągnięty w wojnę, powinien być uczciwy przynajmniej wobec własnego narodu. To nie on może zostać wciągnięty w wojnę, może zostać w nią wciągnięty cały jego kraj przez Rosję – stwierdził w piątek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Jak zaznaczył, „już od pierwszych dni tej wojny zabijane są dzieci i dorośli, rakiety były wystrzeliwane z Białorusi”. – Wtedy również dzwonił do mnie, przepraszał i mówił, że nie miał nad tym kontroli, ponieważ Rosja działała na własnym terytorium. Oczywiście w to nie wierzę, ale on sam tak wtedy twierdził – powiedział ukraiński polityk.
Zełenski o Łukaszence: Niech zdemontuje przekaźniki
– Dziś na jego [Łukaszenki] masztach znajdują się przekaźniki: rosyjskie przekaźniki, białoruskie. Dla nas nie ma to znaczenia. Na jego terytorium, wzdłuż dwóch obwodów graniczących z Ukrainą, znajduje się sprzęt służący do korygowania ognia prowadzonego przeciwko ukraińskiej ludności cywilnej. (…) Giną tam cywile. Na masztach znajdują się przekaźniki. Czy on może je zdemontować? Po co więc mówi, że nie chce uczestniczyć w wojnie? Niech usunie ten sprzęt, niech go wyłączy – dodał Zełenski.
– Myślę, że tydzień w zupełności mu wystarczy. Dlaczego mówię o tygodniu? Ponieważ każdego dnia z tego powodu giną nasi cywile i ranne są dzieci. Jeśli on tego nie zrobi, zrobimy to my – zapowiedział prezydent Ukrainy.
Polityk przypomniał również, że „dziś to właśnie Łukaszenka, a dokładniej Białoruś, jest głównym lub jednym z głównych dostawców paliw dla rosyjskiej armii”.
Alaksandr Łukaszenka: Nie chcemy angażować się w wojnę
– Wielokrotnie mówiliśmy, że absolutnie niedopuszczalne jest, aby wojna Ukrainy z Rosją rozlała się na Białoruś. Z różnych powodów. Putin i ja rozmawialiśmy na ten temat, ponieważ zawsze był to temat dyskusji w mediach. I mogę szczerze powtórzyć, dosłownie to, co powiedział mi prezydent Rosji: „Rozumiemy, że przystąpienie Białorusi do wojny, do konfliktu, w jakiejkolwiek formie, jest niedopuszczalne. Przyniosłoby więcej szkody niż pożytku” – mówił przed kilkoma dniami białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka w rozmowie z telewizją Al-Arabijja.
Polityk zaznaczył, że jednym z powodów, dla których nie chce angażować się w wojnę w Ukrainie, jest to, że „Białoruś byłaby niezwykle podatna na ataki militarne, jeśli Ukraina zaatakowałaby Białoruś w taki sam sposób, w jaki atakuje Rosję”. – Doskonale rozumiemy, że nasza kluczowa infrastruktura, produkcyjna i logistyczna, byłaby atakowana. Jak sami stwierdzili, mają już 500 takich celów na Białorusi – mówił Łukaszenka.
Dyktator stwierdził też, że w przypadku przystąpienia Białorusi do wojny, linia frontu znacznie by się wydłużyła. – Rosjanie i ja, biorąc pod uwagę obecny stan wojny, nie bylibyśmy w stanie zapewnić obrony tego odcinka – ocenił.
W lutym Kijów nałożył na Alaksandra Łukaszenkę sankcje za rozmieszczenie na Białorusi stacji wspomagających sterowanie dronami, ułatwiających Rosjanom ataki na Ukrainę. „Ukraińskie władze wskazują też na istotne zaangażowanie białoruskich przedsiębiorstw we współpracę z rosyjskim przemysłem zbrojeniowym, co jest jednym z najważniejszych elementów wsparcia, jakiego Białoruś udziela Rosji w jej wojnie z Ukrainą” – opisywał przed kilkoma miesiącami Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.
Współautorka: z Kijowa Iryna Hirnyk (PAP)










