Sztuczna inteligencja w wielu organizacjach przestała być technologiczną ciekawostką, a stała się codziennym narzędziem pracy. Problem w tym, że tempo jej wdrażania wyraźnie wyprzedziło tworzenie procedur bezpieczeństwa i ochrony danych.
Z najnowszych analiz wynika, że w branżach o wysokim potencjale wdrożeniowym już 23 proc. firm wykorzystuje AI w procesach biznesowych, a kolejne 13 proc. dopiero planuje jej implementację lub widzi w niej realny potencjał. Najczęściej technologia wspiera pracę z dokumentami i danymi, obsługę klienta, planowanie oraz automatyzację powtarzalnych zadań.
Jeszcze wyraźniej trend widać w sektorze prawnym. Aż 92 proc. prawników deklaruje korzystanie z co najmniej jednego narzędzia AI. Jednocześnie niemal połowa z nich wskazuje prywatność danych i cyberzagrożenia jako kluczowe wyzwania związane z nową technologią.
– Firmy już używają AI. W wielu organizacjach pierwszym krokiem nie była wielka strategia, lecz proste zadania: streszczenie umowy, przetłumaczenie dokumentu, przygotowanie odpowiedzi dla klienta. Dlatego najważniejsze pytanie brzmi dziś nie tyle, czy używać AI, ile jakie dane do niej trafiają – zauważa w rozmowie z „Wprost” Wojciech Chmiel, współtwórca Anonimizera.
Ryzyko nie zaczyna się w modelu, tylko w dokumencie
W debacie o sztucznej inteligencji najczęściej mówi się o błędach algorytmów. Tymczasem realne zagrożenie pojawia się znacznie wcześniej — w momencie przekazywania danych do narzędzi AI.
W firmach są to często bardzo wrażliwe informacje: dane klientów i pracowników, kontrakty, oferty, strategie biznesowe czy korespondencja. W kancelariach dochodzi do tego tajemnica zawodowa oraz odpowiedzialność za dokumenty przekazane przez klienta.
Stawka jest wysoka. Naruszenia RODO mogą skutkować karami sięgającymi nawet 20 mln euro lub 4 proc. globalnych obrotów firmy. Dla wielu organizacji równie dotkliwa bywa jednak utrata reputacji i zaufania partnerów biznesowych.
– Naszym zdaniem potrzebny jest prosty standard pracy: najpierw higiena danych, potem AI, bo najbezpieczniejsze dane w chmurze to te, których nigdy tam nie wysłano – stwierdza Wojciech Chmiel.
Anonimizacja jako filtr przed sztuczną inteligencją
Jednym z podejść do ograniczenia ryzyka jest pseudonimizacja danych jeszcze przed ich przesłaniem do modelu AI. W praktyce oznacza to usunięcie lub zamaskowanie informacji wrażliwych, zanim trafią one do zewnętrznego systemu.
Właśnie w tym obszarze działa Anonimizer — narzędzie, które funkcjonuje lokalnie na komputerze użytkownika i przygotowuje dokumenty do pracy z AI. Oryginalne pliki nie opuszczają urządzenia, a do modelu trafia ich „oczyszczona” wersja. Po zakończeniu pracy możliwe jest automatyczne przywrócenie danych w środowisku lokalnym.
Rozwiązanie kierowane jest przede wszystkim do firm pracujących na dużej liczbie dokumentów — kancelarii, działów prawnych i zespołów biznesowych. Typowe zastosowania obejmują tłumaczenia, streszczenia, analizy czy przygotowanie roboczych wersji dokumentów.
– W Anonimizerze kluczowe jest lokalne przetwarzanie i kontrola człowieka. System wykrywa i maskuje dane, ale użytkownik widzi oznaczone fragmenty, może je zatwierdzić, odrzucić albo poprawić. Technologia ma skrócić czas pracy na dokumentach, nie odbierać odpowiedzialności osobie, która z nich korzysta – mówi Jakub Dolata, współtwórca Anonimizera.
AI w firmach: między innowacją a tzw. shadow AI
Eksperci z Anonimizera zwracają uwagę, że całkowite blokowanie narzędzi AI w organizacjach często nie działa w praktyce. Pracownicy i tak sięgają po nieoficjalne rozwiązania, tworząc tzw. shadow AI, czyli korzystanie z modeli poza kontrolą firmy.
Dlatego kluczowe staje się nie tyle ograniczanie dostępu do technologii, ile uporządkowanie zasad jej użycia — od klasyfikacji danych, przez procedury bezpieczeństwa, po kontrolę wyników.
W tym ujęciu AI nie jest już wyłącznie narzędziem produktywności, ale elementem szerszego systemu zarządzania informacją, w którym pierwszą linią obrony staje się sposób przygotowania danych.













