Afrykańska sawanna ma wiele drapieżników. Lwy są wśród nich największe, ale polują tam również lamparty, gepardy, krokuty cętkowane. Najskuteczniejszym drapieżnikiem jest jednak likaon pstry – nietypowy w tym gronie przedstawiciel psowatych, które kojarzą się raczej z innymi szerokościami geograficznymi i innymi kontynentami.
Likaony wykorzystują do polowań wiele zachowań społecznych i współpracę. Ich grupy rodzinne są bardzo zżyte i skuteczne. Zwierzęta polują grupowo na zdobycz różnej wielkości. Te polowania są często okrutne, bo likaony swe ofiary niemal rozrywają niemal na strzępy, ale to ich sposób na skuteczność. Dzięki temu skuteczność łowów likaonów jest zdecydowanie najwyższa w Afryce. Ponad 70 proc. ich ataków kończy się sukcesem. O takiej skuteczności lwy mogą tylko pomarzyć. U nich udana jest jedna na pięć, sześć prób, u lampartów to jeszcze niższy procent.
Likaony to zwierzęta, które trudno hodować w zoo
Likaony są rzadko trzymane w ogrodach zoologicznych, bo aby się nimi opiekować, należy zgromadzić ich grupę. Ze względu na ich więzy społeczne i życie rodzinne jest to wskazane. W ogrodach zoologicznych pierwsze likaony pojawiły się w 1870 r. we Frankfurcie nad Menem. Pierwsze próby ich hodowli w zoo były trudne i większości nieudane. Zwierzęta źle znosiły taką niewolę. Pierwszy raz te drapieżniki udało się rozmnożyć w Hamburgu w 1909 r.
Zoo we Wrocławiu też ma swoją grupę likaonów, które rozmnaża od lat siedemdziesiątych. Mieszkają one w afrikanarium, a ich karmienie jest atrakcją dla zwiedzających. Z okazji Dnia Psa opiekunowie likaonów przygotowali im wyjątkowy prezent. W mediach społecznościowych opublikowano wideo, na którym zaprezentowano jego nietypową zawartość i udokumentowano reakcję psowatych.
Na prezent składały się kartony wypełnione mięsem – to akurat nic dziwnego. W innych pudełkach były już jednak nieco bardziej zaskakujące elementy – sierść kuców oraz odchody słoni. Może się to wydawać dziwne albo nawet obrzydliwe, ale pozwala lepiej zrozumieć, jak działa przyroda i jej mechanizmy. „To nie żart, to wzbogacenie zapachowe. W naturze te drapieżniki często tarzają się w kupach dużych ssaków kopytnych. Dlaczego? Żeby zamaskować własny zapach, podejść niezauważonym do ofiary i ułatwić sobie polowanie” – informuje ogród zoologiczny we Wrocławiu.
Likaony trzymane w niewoli nie mają możliwości, żeby korzystać z takich naturalnych atrakcji, co może ograniczać działanie ich zmysłów oraz zdolności poznawcze. Polskie zoo zatem zadbało o to, aby zwierzęta znalazły takie warunki jak w naturze.
„Członkowie watahy likaonów dzielą się jedzeniem, a co szczególnie niezwykłe, opiekują się słabymi lub chorymi osobnikami należącymi do grupy rodzinnej. Interakcje socjalne są powszechne, likaony komunikują się między sobą za pomocą wokalizacji, dotykania się i innych zachowań” – informuje zoo we Wrocławiu.
Polski ogród zoologiczny angażuje się w projekt ochrony likonów pstrych w Zimbabwe w ramach Painted Dog Conservation, organizacji założonej przez Grega Rasmussena, brytyjskiego biologa. Środki trafiają na walkę z kłusownictwem, zabezpieczanie wnyków oraz edukację lokalnych społeczności. Dzięki programowi liczba likaonów w Zimbabwe wzrosła z 400 do 700. To i tak niewiele – w Polsce mamy np. więcej wilków.












