Mowa o realiach funkcjonujących w przestrzeni sportowej, z perspektywy zawodowego siatkarza. Bartosz Kurek od 2020 roku, z jednosezonową przerwą, gra w lidze japońskiej. Od sezonu 2025/26 jest atakującym Tokio Great Bears. Dlaczego Polak nie zdecydował się na dłużej wrócić – a być może na stałe – do mocnych, polskich rozgrywek?
Bartosz Kurek o siatkówce w Japonii. Jest inaczej niż w polskich realiach
Wydaje się, że Kurek przede wszystkim świetnie odnalazł się w Japonii. Życie w azjatyckim kraju okazało się być tym, czego potrzebował – wraz ze swoją żoną. Doświadczony, legendarny wręcz zawodnik, jest bardzo doceniany w japońskich realiach.
Takowe różnią się też od tego, czego można było doświadczyć w PlusLidze, czy już pod nową nazwą, Tauron Lidze.
– Różnica sprowadza się do tego, że polska liga jest bardzo nastawiona na rezultat. Ja to rozumiem i nie chcę tutaj nikogo krytykować. Polscy prezesi są bardzo nastawieni na rezultat. Oni też czują presję sponsorów, doskonale zdaję sobie z tego sprawę […] Kontrakty zawodników idą do góry, słusznie. Więc jeśli one idą do góry, to oczekiwania również. Natomiast w Japonii, mam takie wrażenie, to jest moje doświadczenie, dla nich proces jest bardzo, bardzo ważny. Oni są bardzo wdzięczni, widząc moje zaangażowanie. Zaczynając od meczu, wiadomo, to jest podstawa. Ale później schodzimy niżej do treningu. Do tego, jak pomagam innym zawodnikom się rozwijać. Tym młodszym. Akurat nasz klub Tokio Great Bears, bardzo na to stawia. Oni chcą grać, chcą stać się takim klubem, który będzie dostarczał nowego narybku na wysoki poziom, jeżeli chodzi o Japończyków. Więc doceniają, jeżeli ja dzielę się z nimi wiedzą, a nie tylko robię swoją robotę – przyznał Kurek w rozmowie dla podcastu Rezultaty.
Prowadzący podcast Michał Wrzosek, doktor dietetyki, dał sporo przestrzeni dla siatkarza, aby ten dokładnie opowiedział, jak funkcjonuje w japońskiej codzienności sportowej.
Wsłuchując się (bądź wczytując) w treści przekazywane przez Kurka, zrozumienie faktycznych przyczyn ponownego wyjazdu z Polski, wydaje się być niemal naturalne. Dodatkowo przy okazji rozstania siatkarza z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, do której atakujący wrócił w sezonie 2024/25, szerzej opisywaliśmy na łamach WPROST, realia jego krótkiej, ponownej przygody z PlusLigą.
W pewnym momencie pojawiła się informacja dotycząca zainteresowania ze strony klubu z Olsztyna. Ale to był jedyny tego typu sygnał w trakcie przeróżnych, transferowych plotek wokół tematu: Kurek dalej w polskiej lidze.
– Bardzo doceniają to, czego się nauczyłem w Polsce, czyli profesjonalizm marketingowy. Idę chętnie i z uśmiechem na sesję zdjęciową. Jeżeli rozmawiam z dziennikarzami, to staram się, nie idę tam z przymusu. Chcę zaangażować się w to realnie. I oni to bardzo cenią. I ta ich wdzięczność nie sprowadza się tylko do tego, że wygrałeś mecz, jesteś super. Dzięki, do zobaczenia na następnym, ale ten następny też musisz wygrać. Nie. Czasem ten mecz jest słabszy. Okej, ale jesteśmy w dobrym procesie, super trenujemy, zwróćmy uwagę na to i na tamto. Poprawimy parę szczegółów i za chwilę dopadniemy rywali. I to mi daje w tym momencie dużo większy komfort. Myślę, że każdemu sportowcowi dawałoby dużo większy komfort. No ale liga polska ma ten poziom – dodał w rozmowie z Wrzoskiem wicemistrz olimpijski.
Dodajmy, że w sezonie 2026 Kurka zabrakło w gronie reprezentantów Polski. Siatkarz w porozumieniu z trenerem Nikolą Grbiciem postanowił zrezygnować z reprezentacyjnej części w swoim kalendarzu. Sam jednak przyznaje, że jego marzeniem jest udział w igrzyskach w Los Angeles (2028). A trener Grbić nie zamyka drzwi przed jednym z najważniejszych siatkarzy w historii.













