-
Cyberprzestępcy ujawnili w dark webie dane wykradzione z berlińskich systemów, po odmowie zapłaty okupu przez władze miasta.
-
Wśród skradzionych i opublikowanych materiałów mogą znajdować się zarówno dane osobowe, jak i dokumenty związane z infrastrukturą wymagającą szczególnej ochrony.
-
Atak wykryto w sierpniu, a działania hakerów doprowadziły do utrudnień w działaniu części usług cyfrowych administracji Berlina.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Jak poinformowało radio rbb24, w piątek po południu minął termin wyznaczony przez cyberprzestępców na zapłatę żądanego okupu. Niedługo później grupa Rhysida opublikowała skradzione pliki w sieci dark web. Hakerzy twierdzą, że udostępnili około 1,4 miliona danych w kilku pakietach o łącznej wielkości 5,79 terabajta.
Na swojej stronie w dark webie grupa miała zamieścić komunikat: „Wszystkie pliki zostały umieszczone w publicznie dostępnej sekcji – miłej zabawy podczas przeglądania, łowcy danych!”. Widocznych ma być wiele folderów zawierających różnego rodzaju dokumenty.
Według informacji rbb24 wśród opublikowanych materiałów mają znajdować się m.in. świadectwa pracy, ogłoszenia o naborze, oceny pracowników oraz ich akta osobowe. Na tym etapie nie udało się jednak niezależnie zweryfikować zawartości wszystkich udostępnionych pakietów. Nie jest również jasne, czy opublikowany zbiór obejmuje całość danych wykradzionych podczas sierpniowego ataku.
Berlin. Wśród skradzionych danych mogą być informacje dotyczące infrastruktury
Skala wycieku może być szczególnie poważna, ponieważ wcześniej pojawiały się informacje, że cyberprzestępcy mogli uzyskać dostęp nie tylko do danych osobowych. Według doniesień medialnych wśród skradzionych materiałów mogą znajdować się również informacje dotyczące obiektów wymagających szczególnej ochrony w przypadku ataku.
Chodzić ma m.in. o dane związane ze szpitalami, magazynami paliw, elektrowniami awaryjnymi oraz zakładami zbrojeniowymi. Władze Berlina wcześniej podkreślały, że nie mają jeszcze pełnej wiedzy o zakresie wycieku, a trwające analizy mają ustalić, jakie dokładnie informacje znalazły się w rękach napastników.
Nie ma również pewności, czy opublikowane pliki stanowią kompletny zbiór danych przejętych przez hakerów. Według wcześniejszych informacji Senatu śledztwo oraz badanie systemów berlińskiej administracji miały potrwać jeszcze przez dłuższy czas.
Senat Berlina zapowiedział, że będzie bezpośrednio informował osoby, których dane mogły zostać naruszone. Władze zaleciły również, aby każdy, kto stwierdzi, że jego dane zostały opublikowane lub wykorzystane do popełnienia przestępstwa, m.in. oszustwa czy kradzieży tożsamości, zawiadomił o tym policję.
Berlin odmówił zapłaty. Hakerzy żądali około dwóch milionów euro
Atak na berlińskie systemy został wykryty w sierpniu. Z ustaleń śledczych wynika, że dane były wyprowadzane z sieci już od 7 sierpnia, a cyberatak został oficjalnie ujawniony 14 sierpnia. Wtedy też część systemów dwóch senackich administracji została odłączona od krajowej sieci w celu ograniczenia dalszego zagrożenia.
Chodzi o Senacką Administrację ds. Rozwoju Miasta, Budownictwa i Mieszkalnictwa oraz Senacką Administrację ds. Mobilności, Transportu, Ochrony Klimatu i Środowiska. Cyberatak doprowadził do poważnych utrudnień w funkcjonowaniu części usług cyfrowych. Wśród problemów znalazły się m.in. ograniczenia dotyczące składania wniosków o świadczenia mieszkaniowe i dokonywania płatności.
Napastnicy zażądali od Berlina 30 bitcoinów, czyli wówczas około dwóch milionów euro. Termin zapłaty wyznaczono na piątek na godz.15:35. Władze stolicy Niemiec nie zamierzały jednak spełnić żądań cyberprzestępców.
Rhysida wcześniej przyznała się do przeprowadzenia ataku na berlińską administrację. Według doniesień grupa miała uzyskać dostęp do sieci i przez kilka dni pozostawać w niej niezauważona. Wcześniej cyberprzestępcy twierdzili, że posiadają m.in. umowy, porozumienia o zachowaniu poufności, akta osobowe, hasła oraz tysiące danych kontaktowych osób prywatnych.
Rhysida jak się przypuszcza działa z terytorium Rosji i Europy Wschodniej, i stała za cyberatakiem na British Museum w 2023 roku.













