-
Chińska polityka może skorzystać na wzroście AfD w Niemczech, ponieważ partia zapowiada osłabienie mechanizmów decyzyjnych Unii Europejskiej.
-
AfD krytykuje podejście Niemiec i Unii do Chin oraz zapowiada możliwe ograniczanie kompetencji Komisji Europejskiej.
-
Tymczasem Unia Europejska w 2026 roku wprowadziła nowe regulacje i restrykcje wobec Chin, utrudniając inwestycje i udział chińskich firm w europejskich przetargach.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Styczeń 2026. Współprzewodniczący AfD Tino Chrupalla odbywa wizytę w Chinach. Kontrowersyjną, bo AfD ma długą historię z infiltracją swojego środowiska przez chińskie służby.
W lutym frakcja Alternatywy dla Niemiec w Bundestagu publikuje stanowisko, w którym podkreśla, że „Chiny nie są wrogiem, lecz partnerem”.
W następnych miesiącach Unia Europejska zaostrzyła kurs wobec Pekinu. Formalnie zaczęła nakładać kary i blokować chińskich oferentów w przetargach na terenie Wspólnoty.
W końcu we wrześniu AfD odniosła historyczne zwycięstwo w Saksonii-Anhalcie, zdobywając w wyborach do parlamentu regionalnego 43,8 proc. głosów.
Chiny mają powody do zadowolenia. Rosnąca pozycja AfD może pomóc ich celom. Strategia Państwa Środka jest szersza i nie ogranicza się wyłącznie do biznesu z Niemcami. Będzie mieć wpływ na całą Unię Europejską.
„Realne zagrożenie” w deklaracjach AfD
Politycy AfD regularnie krytykują UE i władze Niemiec za podejście do relacji z Chinami. Opowiadają o kluczowym znaczeniu gospodarki i liberalizacji handlu z azjatyckim „partnerem”.
– Nie przeceniałbym oświadczeń AfD. Oni bazują na tym, co aktualne. Mówią to, co ludzie chcą usłyszeć – mówi Interii dr Łukasz Gołota z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
– Na razie to hasła, które rzeczywiście odwołują się do współpracy z Rosją i Chinami. Problem w tym, że Europa już próbowała bliskiej współpracy z Pekinem, opartej na romantycznej iluzji wolnego handlu. Skończyło się prawie katastrofą. Volkswagen ma zwolnić 100 tysięcy pracowników – mówi dalej.
Niemiecki gigant ogłosił plan restrukturyzacji do 2030 roku. Zwalnia między innymi dlatego, że nie wytrzymuje konkurencji, również chińskiej, na rynku motoryzacyjnym.
Natomiast rządy AfD wcale nie muszą oznaczać większej integracji gospodarczej Niemiec z Chinami. Pekin ma inny cel.
– Zapowiedzi AfD nie traktowałbym do końca poważnie, bo oni funkcjonują w warunkach antysystemowej opozycji, która może powiedzieć wszystko. Jeżeli miałbym wskazać realny wpływ AfD na stosunki Niemiec z Chinami, też w kontekście Unii Europejskiej, to AfD może osłabić unijne mechanizmy decyzyjne. To realne zagrożenie – podkreśla nasz rozmówca.
Chiny kontra Unia Europejska
Dr Gołota mówi wprost: Chiny przejęły technologię i stają się głównym konkurentem, a nie partnerem Niemiec. Dodaje też, że Unia Europejska stosunkowo niedawno realnie obudziła się z romantyzowania relacji gospodarczych z Chinami.
Rok 2026 jest pod tym względem przełomowy.
W maju Komisja Europejska nałożyła 200 mln euro kary na chińskie Temu za oferowanie niebezpiecznych zabawek. W lipcu Unia zlikwidowała zwolnienie z ceł na przesyłki o wartości do 150 euro.
Zaczęły też realnie działać unijne przepisy o subsydiach zagranicznych. Chińskie firmy regularnie obniżają ceny ofert w europejskich przetargach, dzięki dotacjom z państwa.
W Europie w końcu zaczęły być używane mechanizmy regulacyjne. Do tej pory Chińczycy z europejskiej naiwności się śmiali. Teraz zaczynają nas traktować bardziej partnersko
W kwietniu z przetargu na pojazdy szynowe dla Lizbony została wyłączona chińska firma CRRC, która dzięki wsparciu swojego rządu zaoferowała zaniżoną cenę. Jest tu też polski wątek, bo kiedy Chińczycy stracili kontrakt, ich miejsce w przetargu zajęła bydgoska PESA.
Unia planuje też kolejne ograniczenia. Chodzi na przykład o to, by inwestor spoza UE nie posiadał więcej niż 49 proc. udziałów w spółkach w sektorach zagranicznych. Jest też propozycja, by programy wsparcia publicznego były przeznaczone wyłącznie dla podmiotów produkujących w Europie.
– To dopiero początek. W Europie w końcu zaczęły być używane mechanizmy regulacyjne. Do tej pory Chińczycy z europejskiej naiwności się śmiali. Teraz zaczynają nas traktować bardziej partnersko – komentuje dr Gołota.
Jednak w tym miejscu pojawia się rosnąca w siłę AfD z antyunijną retoryką i zapowiedziami, choć na razie mało konkretnymi, osłabienia regulacji. Szczególnie w kontekście zmniejszenia kompetencji Komisji Europejskiej, co postuluje współprzewodnicząca AfD Alice Weidel.
Wojna pozycyjna Komisji Europejskiej
Temat rywalizacji z Chinami, choć ma bezpośrednie przełożenie na miejsca pracy w Europie, najpewniej nie będzie dominujący w nadchodzących niemieckich kampaniach wyborczych.
– Numerem jeden będą imigranci, potem Rosja. Tematy dużo bliższe. W kontekście ewentualnych rządów AfD nie widzę na razie żadnych perspektyw na przełożenie na niemiecką politykę handlową wobec Chin, ale widzę zagrożenie w dysfunkcji podejmowania decyzji na poziomie Unii Europejskiej – zaznacza dr Gołota.
– Polityka handlowa to jedyna, wyłączna kompetencja Komisji Europejskiej. Tak naprawdę Unia nie ma obronności, polityki zagranicznej, polityki fiskalne są różne. Polityka handlowa to jedyny instrument, w którym wyłączone z podejmowania decyzji są państwa członkowskie. Dlatego torpedowanie prac Komisji będzie oznaczało dysfunkcję całej przyjętej polityki i mechanizmów decyzji, które i tak są skomplikowane – mówi dalej nasz rozmówca.
Torpedowanie prac Komisji będzie oznaczało dysfunkcję całej przyjętej polityki i mechanizmów decyzji
Gołota porównuje relacje Chin z USA i UE.
– W przypadku Stanów Zjednoczonych to wojna manewrowa. Jak hollywoodzkie kino. Jedno dnia Trump nakłada cła, drugiego Xi ogłasza wstrzymanie eksportu metali rzadkich. W przypadku Unii to raczej wojna pozycyjna. Proces jest długotrwały, decyzje powolne. To ma swoje wady i zalety – zaznacza.
– Nie ma szybkich zwrotów akcji, możliwości natychmiastowej reakcji są ograniczone. Ale kiedy mechanizmy zaczynają już działać, to działają horyzontalnie i są poważnie traktowane. Teraz Unia w końcu przestała postrzegać handel z Chinami jako tańsze produkty i większy wybór, tylko zaczęła traktować politykę Chin jako zagrożenie dla własnego przemysłu – podsumowuje rozmówca Interii.
Otwarte pozostaje pytanie, czy i jak długo Unia Europejska utrzyma taki kurs.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na [email protected]
-
Unia idzie na wojnę Chinami. Czasu coraz mniej, bierze przykład z USA
-
Kto zyska na tym, że Trump amputuje sobie Europę?













