-
Kimberly Guilfoyle ogłosiła decyzję o rezygnacji z funkcji ambasadorki USA w Grecji po prośbie ze strony Białego Domu. To pokłosie medialnych doniesień o umożliwianiu dostępu do administracji prezydenta USA w zamian za korzyści materialne.
-
Kimberly Guilfoyle zaprzeczyła wszystkim stawianym jej zarzutom i zadeklarowała wsparcie dla Donalda Trumpa oraz ruchu America First.
-
Według doniesień medialnych Guilfoyle miała proponować dostęp do współpracowników Trumpa w zamian za płatności, a także zachęcać zagraniczne rządy do współpracy z grecką firmą.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
O sprawie poinformował Biały Dom. Jego rzeczniczka Katie Zacharia potwierdziła, że Kimberly Guilfoyle została poproszona o rezygnację z funkcji ambasadora USA W Grecji. – Była wspaniałym nabytkiem dla naszego zespołu i życzymy jej wszystkiego najlepszego – powiedziała Zacharia podczas briefingu prasowego.
Kilka godzin później szefowa ambasady w Atenach i była narzeczona syna Donalda Trumpa oświadczyła, że odejdzie. Podkreśliła przy tym osiągnięcia w sferze m.in. „wzmocnienia amerykańskiej dominacji energetycznej (…) i zapewnienia, że Stany Zjednoczone pozostaną niezastąpionym liderem w Europie Południowo-Wschodniej”.
Biały Dom zwrócił się do Guilfoyle z prośbą o rezygnację. Głos zabrał Trump
Dodajmy, że odejściu Guilfoyle informował też prezydent USA Donald Trump, który nawiązał do doniesień medialnych na temat dyplomatki. – Wykonywała dobrą pracę, ale nie podobało nam się to, co czytaliśmy – mówił w rozmowie z dziennikarzami.
We wcześniejszym wpisie opublikowanym na platformie X Guilfoyle zaprzeczyła pojawiającym się zarzutom. Ponadto stwierdziła, że jej wdzięczności i szacunek dla Trumpa oraz sekretarza stanu Marco Rubio pozostają „niezachwiane”.
„Chociaż moja kadencja jako ambasadorki może dobiegać końca, moje zaangażowanie na rzecz prezydenta Trumpa, ruchu America First oraz kraju, który kocham, nigdy się nie skończy” – pisała, po czym dodała, że podnoszone przez prasę zarzuty są „fałszywe”.
„Zamierzam energicznie bronić swojego imienia, reputacji oraz uczciwości” – zapewniała.
Media o aferze wokół ambasadorki USA w Grecji. W tle spłata karty kredytowej
Przypomnijmy, że z relacji „Wall Street Journal” wynikało, iż Kimberly Guilfoyle namawiała republikańskiego działacza, otwiera się w nowym oknie, aby ten przelał 100 tys. dolarów na jej rachunek w American Express w taki sposób, aby nie pozostawić śladu. W zamian polityczka miała oferować dostęp i wpływ na ludzi Trumpa.
Dziennik opisywał relacje Guilfoyle z republikańskim politykiem i darczyńcą Erikiem Detersem, byłym kandydatem do Kongresu i zdyskredytowanym prawnikiem z Kentucky.
Jak wynikało z twierdzeń Detersa oraz wiadomości przekazywanych między nim a Guilfoyle na Signalu, działacz płacił jej za lobbing w swoich prywatnych sprawach m.in. w fiskusie i wymiarze sprawiedliwości. Miało to miejsce jeszcze przed objęciem przez nią posady ambasadora w Atenach.
Grecja. Guilfoyle miała grozić ministrowi, mówiła o upadku rządu
Publikacja „WSJ” była kolejną na temat Guilfoyle. Wcześniej dziennik opisał, że ambasadorka podczas wizyt w krajach bałkańskich nakłaniała tamtejsze rządy do współpracy z greckim koncernem budowlano-energetycznym Aktor. Na spotkania zabierała Christosa Marafatsosa, lobbystę tej firmy, któremu Aktor miał zapłacić 160 tys. dolarów.
Guilfoyle miała też grozić greckiemu ministrowi energii, że może doprowadzić do upadku rządu w Atenach, sugerując, że to samo zrobiła w Rumunii.
Po tych doniesieniach demokraci z komisji spraw zagranicznych Senatu i Izby Reprezentantów zażądali od Departamentu Stanu wyjaśnień. Wiceszef komisji Gregory Meeks wskazywał, że jeśli doniesienia są prawdziwe, ambasador „nie nadaje się” do reprezentowania USA i powinna zostać odwołana.
Źródła: Reuters












