-
W parku Cunningham Falls w stanie Maryland doszło do dwóch przypadków pogryzienia ludzi przez bobry, co doprowadziło do tymczasowego zamknięcia parku.
-
Jeden z bobrów, który pogryzł człowieka, został odłowiony i jest badany pod kątem wścieklizny, a władze sprawdzają, czy nie doszło do rozprzestrzenienia tej choroby wśród lokalnej populacji bobrów.
-
Władze parku zaleciły unikanie kontaktu z wodą aż do potwierdzenia bezpieczeństwa, natomiast inne obszary, takie jak pole namiotowe, pozostają otwarte.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Istnieje ryzyko, że zwierzę było chore np. na wściekliznę. Na szczęście bóbr, który pogryzł człowieka został namierzony i odłowiony. Jest teraz badany, a władze sprawdzają także możliwość wybuchu epidemii wścieklizny u lokalnych bobrów.
To był już drugi przypadek pogryzienia odwiedzających park Cunningham Falls w stanie Maryland we wschodniej części Stanów Zjednoczonych w krótkim czasie. 26 lipca bóbr ugryzł 13-letniego chłopca pływającego w jeziorze Hunting Creek w parku. Chłopiec miał bolesne rany dłoni i klatki piersiowej i został przetransportowany helikopterem do szpitala w Baltimore.
Wyglądało to na pojedynczy incydent, ale w środę bóbr ugryzł 19-letniego wędkarza. Dziabnął go w kostkę w wodzie. Mężczyzna dostał w szpitalu zastrzyk przeciwtężcowi i przeciw wściekliźnie, którą podejrzewa się u tych wielkich gryzoni.
Te dwa przypadku sprawiły, że park został czasowo zamknięty, a sprawa ma zostać kompleksowo zbadana. Może bobry chorują i szerzy się wśród nich wścieklizna. Ta choroba zdarza się u nich, ale ekstremalnie rzadko. O wiele rzadziej niż u lisów, wilków, szopów, wiewiórek, nietoperzy, nawet rzadziej niż u jeleni czy saren, gdzie już jest sporadyczna. W stanie Maryland np. znane są tylko dwa takie przypadki w całej historii – w 2015 i 2021 r. Może jednak gryzonie nie są chore, ale coś je niepokoi ze strony ludzi i reagują agresywnie z innych powodów.
Bóbr ma potężne siekacze. Są jak imadło
A nie ma żartów z bobrem, który jest przecież pokaźnym zwierzęciem. Dorosły może ważyć 30 kg, a jego siekacze robią kolosalne wrażenie. Bóbr potrafi powalić nimi spore drzewo, więc ugryzienie takimi zębami to jak włożenie palca w imadło albo obcęgi. Może się skończyć bardzo źle.
Dlatego władze wolą sprawdzić tę zagadkową sytuację. Jak czytamy w komunikacie Departamentu Zasobów Naturalnych (DNR): „Kąpiele, wędkowanie, żeglowanie, pływanie kajakiem i wszelki dostęp do wody są zabronione do czasu potwierdzenia, że teren jest bezpieczny dla odwiedzających. Pozostałe obszary parku, w tym pole namiotowe, pozostają otwarte”. A zatem goście powinni unikać wody i uważać na bobry.
Jest możliwe, że ludzie zaniepokoili bobry swoją aktywnością i nawet nie są tego świadomi. Może są w złym miejscu, może naruszyli instynkt terytorialny albo w inny sposób sprawili, że zwierzęta poczuły się zagrożone.
Stan Maryland we wschodniej części Stanów Zjednoczonych ma powierzchnię porównywalną z województwem wielkopolskim. Żyje w nim od 15 do nawet 30 tysięcy bobrów, chociaż po wojnach bobrowych i polowaniu na ich skóry w XVII i XVIII wieku zwierzęta dostały niemal doszczętnie wytępione. Teraz się odrodziły i zasiedliły nowe tereny.














