Dorsz przez dekady był symbolem brytyjskiej kuchni, zwłaszcza w klasycznym fish and chips. Dziś jego populacje gwałtownie spadają. Marine Conservation Society zaleca, by całkowicie unikać dorsza poławianego w Wielkiej Brytanii.
Decyzja wynika z najnowszej edycji Good Fish Guide, publikacji, która pomaga konsumentom wybierać bardziej zrównoważone źródła ryb. Wszystkie krajowe populacje dorsza zostały w niej obniżone do najniższej kategorii.
Przełowienie i ocieplenie wód
Problem narasta od ponad dekady. Główne przyczyny to przełowienie oraz rosnąca temperatura mórz, które zmieniają warunki życia ryb i ich rozmnażanie. „To sygnał ostrzegawczy” – podkreśla Kerry Lyne, odpowiedzialna za przygotowanie przewodnika portalowi Inside Climate News.
Jeszcze dalej idzie Hugo Tagholm. „Mamy do czynienia ze skandalem. Eksploatujemy kultowe gatunki, takie jak dorsz czy makrela, w tempie, które nie pozwala im się odrodzić” – mówi.
Nauka mówi jasno: połowy powinny spaść do zera
We wrześniu International Council for the Exploration of the Sea zaleciła całkowite wstrzymanie połowów dorsza z Morza Północnego w 2026 r. Według naukowców nawet ograniczone połowy mogą zagrozić odbudowie populacji. Rekomendacje objęły kluczowe obszary połowowe: Morze Północne, zachodnie wybrzeże Szkocji i kanał La Manche.
Rząd Wielkiej Brytanii nie zastosował się jednak do tych zaleceń. Minister ds. bezpieczeństwa żywności Angela Eagle ogłosiła redukcję kwot połowowych o 44 proc., zamiast całkowitego zakazu. Zdaniem naukowców to wciąż za mało, by zatrzymać spadek populacji.
Konsumenci mają zmienić nawyki
Organizacje ekologiczne kierują teraz apel bezpośrednio do klientów. Zamiast lokalnego dorsza zalecają wybór bardziej zrównoważonych gatunków, takich jak morszczuk czy dorsz z Islandii.
To trudna zmiana w kraju, w którym ryby je 97 proc. gospodarstw domowych, a fish and chips pozostaje jednym z najpopularniejszych dań. W samej Wielkiej Brytanii sprzedaje się rocznie ponad 160 mln porcji tego dania.
Dorsz nie jest wyjątkiem. Już wcześniej przewodnik MCS ostrzegał przed załamaniem populacji makreli. Sieć handlowa Waitrose zapowiedziała wstrzymanie jej sprzedaży. „To nie dotyczy jednego gatunku. Coraz więcej naszych łowisk znajduje się pod presją” – mówi Chris Graham z Marine Conservation Society.
Branża na krawędzi
Dla rybaków i właścicieli smażalni to poważny problem. Adrian Fusco, który prowadzi rodzinny biznes w Whitby, mówi o „idealnej burzy”. Ceny ryb w ciągu pięciu lat wzrosły dwukrotnie, m.in. przez ograniczenia połowowe i sankcje na import z Rosji.
„Być może brytyjskie gusta będą musiały się zmienić” – przyznaje. W grę wchodzą inne gatunki albo mniejsze porcje. To oznacza zmianę nie tylko w gospodarce, ale i w codziennym menu.












