Do wypadku doszło w poniedziałek (5 października) w pobliżu liceum im. Auguste’a Behala w Lens. Prefekt departamentu Pas-de-Calais, w którym leży Lens, François-Xavier Lauch opisywał, że przed placówką zgromadziło się około 200-250 uczniów. Niektórzy z nich rzucali w policjantów różnymi przedmiotami, w tym kamieniami. Inni użyli moździerzy pirotechnicznych.
Protesty we Francji. 15-latek stracił rękę
W pewnym momencie jeden z chłopców (15-latek) podniósł rzucony przez policję granat hukowo-błyskowy, aby go odrzucić, ale – zanim zdążył to zrobić – granat eksplodował – podały dziennik „La Voix du Nord” i agencja AFP. Służby ratunkowe przewiozły ucznia do szpitala. Telewizja BFMTV podała, że chodzi o placówkę w Lille.
Prefekt podkreślił, że nie może podać dokładnych okoliczności, ponieważ trwa ich ustalanie. Pomóc w tym może postępowanie sprawdzające w policji, które między innymi ma wyjaśnić, jakiego rodzaju granatu użyli funkcjonariusze.
Liceum poinformowało, że przechodzi na zdalny tryb nauki.
Sprawę skomentował koordynator skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI) Manuel Bompard. Polityk oświadczył, że to, co stało się w Lens, przynosi hańbę „tym, którzy wybrali represje wobec dzieci” w miejsce dialogu.
Przy czym, to LFI oskarżana jest przez krytyków o podsycanie protestów młodzieży. Szef tej partii Jean-Luc Melenchon, który będzie ubiegał się o prezydenturę, oświadczył w nagraniu wideo opublikowanym w internecie, że protesty są „najpotężniejszym ruchem młodzieży licealnej i studenckiej” od maja 1968 roku. Odrzucił opinie, że ruch jest organizowany przez LFI.
Policja zatrzymała tysiące osób
Ministerstwo Sprawiedliwości Francji poinformowało w poniedziałek, że od początku protestów w liceach, podczas których pojawiły się akty przemocy, policja zatrzymała 5060 osób. 87 proc. z nich to niepełnoletni. Służby tymczasowo aresztowały 14 osób, w tym cztery nieletnie. Wobec ponad 1800 osób trwają postępowania. W większości przypadków dotyczą osób niepełnoletnich.
Ministerstwo podkreśliło, że przy okazji protestów uczniów dochodzi do zamieszek, które określiło jako „szczególnie poważne”. Pojawiają się „niedopuszczalne akty przemocy” wobec policji i nauczycieli, a szkody materialne oszacowano na kilka milionów euro – poinformował resort.
Reakcja rządu
Minister sprawiedliwości Gerald Darmanin we wtorek rano spotka się z prokuratorami. Będzie to druga tego rodzaju rozmowa na temat reakcji wymiaru sprawiedliwości wobec sprawców przemocy.
Szef resortu edukacji Edouard Geffray poinformował, że dotąd około 190 uczniów zostało rannych podczas protestów – przypadkowo, bądź na skutek działań sprawców zamieszek. Są to w szczególności rany od moździerzy pirotechnicznych.
Po spotkaniu z licealistami w poniedziałek minister powiedział, że byli oni „przestraszeni z powodu przemocy popełnianej przez osobników z zewnątrz”. Uczniowie nie znali sprawców używających moździerzy pirotechnicznych – podkreślił minister.
Przed godz. 18 zaczęło się – zwołane przez premiera Sebastiena Lecornu – spotkanie w jego kancelarii, z udziałem szefów resortów: spraw wewnętrznych, edukacji i szkolnictwa wyższego.
Geneza protestów we Francji
Protesty licealistów zaczęły się w drugiej połowie września od wystąpień w regionie paryskim. Uczniowie żądają dofinansowania ich placówek, skarżą się na zły stan szkół, zbyt dużą liczbę uczniów w klasach, przeciążenie nauczycieli. Demonstracje przybrały poważniejszą skalę w minionym tygodniu, gdy na marginesie tych akcji doszło do aktów przemocy i starć z policją.
Źródło: PAP













