Do zdarzenia doszło na przełomie maja i czerwca. Dwóch mężczyzn wypłynęło wówczas rowerem wodnym na jezioro Balaton, znajdujące się na warszawskim Gocławiu. Jeden z nich wyłowił z niego suma. Według doniesień Wyborczej.pl ryba żyła tam od 20 lat, miała 180 cm długości oraz 40 kg. Obowiązywał ją również okres ochronny. Na koniec trafiła do bagażnika auta, gdzie leżała bez dostępu do wody.


Zobacz wideo

Zabrzańscy policjanci zatrzymali włamywaczy na dachu hali

Deportacja Ukraińca

Funkcjonariusze z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII zatrzymali mężczyznę 2 czerwca. „W toku przeprowadzonych czynności ustalono, że jego pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej stanowi zagrożenie dla porządku publicznego” – napisała Straż Graniczna. 

Kolejnego dnia policjanci przekazali zatrzymanego do Placówki Straży Granicznej w Warszawie wraz z wnioskiem o wydanie decyzji powrotowej, który został zatwierdzony. „Ze względu na charakter sprawy decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności” – poinformowała Straż Graniczna.

Funkcjonariusze Straży Granicznej 3 czerwca doprowadzili mężczyznę do przejścia granicznego w Dorohusku, gdzie został przekazany poza granice Polski. Mężczyzna nie będzie mógł tu wrócić przez kilka lat. Orzeczono wobec niego bowiem zakaz ponownego wjazdu na terytorium Polski oraz innych państw obszaru Schengen na okres pięciu lat. „Łamanie prawa na terytorium Polski zakończyło pobyt 57-letniego obywatela Ukrainy w naszym kraju” – podsumowała Straż Graniczna.

Deportowany ukraiński influencer z Morskiego Oka

To kolejna deportacja w ostatnim czasie. Pod koniec ubiegłego miesiąca ukraiński influencer wjechał sportowym samochodem nad Morskie Oko, choć na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązuje zakaz poruszania się prywatnymi pojazdami. Wcześniej został ukarany mandatem w wysokości 100 zł i pięcioma punktami karnymi. W mediach społecznościowych mężczyzna zwrócił się „do ukraińskiego i polskiego narodu” – twierdził, że tak pokierowała go nawigacja.

 Jak się później okazało, przy wjeździe na teren rezerwatu znajdował się szlaban, który powinien zatrzymać mój przejazd, jednak go nie zauważyłem, ponieważ był podniesiony. Również po drodze do Morskiego Oka nie spotkałem żadnych przedstawicieli parku, służb ochrony, ani policji, nie zauważyłem też znaku „zakaz ruchu” i biorę za to odpowiedzialność, to moja wina – powiedział na nagraniu mężczyzna.

Share.
Exit mobile version