Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki poinformował w piątek 21 sierpnia, że prezydent Karol Nawrocki złożył do Sejmu projekt nowelizacji ustawy, „aby ścigać i karać szarlatanów”. Propozycja legislacyjna została opublikowana też na stronie internetowej prezydenta. Dzień wcześniej Nawrocki poinformował, że rządową nowelizację Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Oznacza to, że przepisy, które według rządu miały pomóc w walce z pseudomedycznymi praktykami, nie będą obowiązywały, dopóki trybunał nie wypowie się na temat ich zgodności z konstytucją.
Prezydencki projekt przewiduje kary więzienia za nakłanianie do stosowania niekonwencjonalnych oddziaływań, jeśli będzie to skutkowało narażeniem osoby nakłanianej na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub niebezpieczeństwo utraty życia. Najwyższa kara – do 15 lat pozbawienia wolności – ma grozić, jeśli dojdzie do śmierci.
Prawnik uważa, że projekt Karola Nawrockiego nie dotyka istoty problemu
Prawnik karnista dr hab. Mikołaj Małecki, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zwrócił uwagę, że projekt nie dotyka sedna problemu, czyli dezinformacji medycznej w internecie. Przepisy zaproponowane przez prezydenta penalizują „nakłanianie”.
– Nakłanianie, zgodnie z Kodeksem karnym, wymaga bezpośredniego oddziaływania na konkretną osobę. W ten sposób nie ma cech przestępstwa udostępnianie treści adresowanych do ogółu społeczeństwa np. w internecie. Znamię nakłaniania tutaj nie jest spełnione i to jest pierwsza blokada do stosowania tych przepisów – wytłumaczył prawnik w rozmowie z PAP.
Małecki zauważył, że jeśli do szarlatana przychodzi osoba, która wcześniej oglądała czy czytała jego treści w internecie i chce skorzystać z oferty pseudomedycznego oddziaływania, to nie występuje nakłanianie w kontakcie bezpośrednim. – Wszystko się opiera na błędnym kole, bo nie da się nakłonić osoby już przekonanej – stwierdził prawnik. Dodał, że część zapisów projektu dotyczy sytuacji, które już są penalizowane. Chodzi o sytuacje, gdy sprawca stosuje przemoc, groźbę, podstęp czy wykorzystuje czyjąś bezradność albo niepoczytalność.
Tusk nigdy nie stronił od ostrej konfrontacji, a skoro po zwycięstwie Karola Nawrockiego druga strona politycznego sporu bije się twardo i ostro, to i on nie zamierza hamletyzować – pisze Agnieszka Kublik na Wyborcza.pl.
„Szarlatani będą mogli budować linię obrony”
Ostatni paragraf pierwszego artykułu prezydenckiego projektu ekspert nazwał „wisienką na torcie”. – Paragraf siódmy unieważnia wszystkie poprzednie – powiedział Małecki. Zgodnie z przywołanym paragrafem nie popełnia przestępstwa ten, kto „jedynie przedstawia informacje, opinie, oceny lub przekonania dotyczące postępowania leczniczego lub diagnostycznego, jeżeli nie wprowadza umyślnie innej osoby w błąd” ani nie stosuje wobec niej przemocy, groźby lub podstępu, „nadużywając stosunku zależności lub zaufania albo wykorzystując przymusowe położenie, stan bezradności lub szczególną podatność osoby na oddziaływanie wynikającą z jej wieku, stanu zdrowia lub zaburzeń psychicznych”.
– Te przepisy są tak skonstruowane, że szarlatani będą mogli na ich podstawie budować linię obrony. Będą mogli powiedzieć: ja nie nakłaniałem, ja jedynie informowałem, ja jedynie wyrażałem opinie, ja jedynie wyrażałem swoje przekonania – powiedział prawnik. – Prezydent zawarł instrukcję obsługi dla szarlatanów, jak uniknąć odpowiedzialności – stwierdził.
Karnista uważa, że projekt nowelizacji w praktyce nic nie zmieni. – To puste przepisy, które nie likwidują żadnego realnego problemu. Szarlatani dalej będą prowadzili swoją działalność, a skazanie za realne nakłonienie będzie zupełnym marginesem i to zapewne dopiero wtedy, gdy komuś stanie się krzywda – podsumował Małecki.
Źródło: Aneta Pawłowska-Krać/PAP


