-
W Poznaniu znaleziono 22-kilogramowego bobra w bardzo złym stanie, który nie reagował na bodźce i wymagał intensywnej terapii oraz tlenu.
-
Fundacja Z Dzikiej Strony rozpoczęła diagnostykę i leczenie zwierzęcia, które wykazywało objawy masywnego urazu mięśniowego, jednak bóbr odzyskał siły i jego stan się ustabilizował.
-
Bóbr jest gatunkiem chronionym w Polsce od XI wieku, a po prawie całkowitym wyginięciu w XX wieku, dzięki reintrodukcji liczebność bobrów wzrosła i obecnie można je spotkać w całym kraju.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Bóbr to największy polski gryzoń. Ważyć może nawet przeszło 30 kg. Zwierzę z Poznania miało 22 kg, a zatem mieliśmy do czynienia z bobrem okazałym. Nie wiadomo, co mu się stało. Być może został uderzony przez samochód. „Przy braku widocznych obrażeń zewnętrznych i w obrębie kluczowych narządów, jego stan wskazywał na silne uderzenie (najpewniej przez samochód)” – pisze Fundacja Z Dzikiej Strony, która wezwana na miejsce, zajęła się zwierzęciem.
Gryzoń był nieprzytomny, nie reagował na bodźce. Nie uciekał, był skrajnie osłabiony, nie wyglądało to dobrze. Wymagał pilnej pomocy i ta została mu udzielona przez Fundację Z Dzikiej Strony. „Od razu rozpoczęliśmy diagnostykę i intensywną terapię. W badaniu krwi szczególnie zaalarmowały nas bardzo wysokie parametry wskazujące na masywny uraz mięśniowy” – czytamy na profilu fundacji.
Na szczęście płynoterapia, opieka i czas zrobiły swoje – bóbr stanął na nogi i odzyskał świadomość oraz siły. Jak podaje fundacja, pojawił się piękny apetyt, siła, zwiększona aktywność i coraz większa niezależność. „Dziś sytuacja jest stabilna i wszystko wskazuje na to, że zmierzamy w dobrą stronę” – czytamy.
Bóbr w Polsce niemal wymarł jako gatunek
Bóbr jest gatunkiem chronionym w Polsce, a jeszcze w XX wieku był na skraju wymarcia. Liczba bobrów przed II wojną światową drastycznie spadła, a zaraz po wojnie zostały ostatnie osobniki na Suwalszczyźnie. Od nich zaczął się proces ich ratowania.
W latach siedemdziesiątych reintrodukcją bobra w Polsce kierował prof. Wirgiliusz Żurawski. – Różne wytrychy były wtedy stosowane – mówi prof. Tadeusz Mizera. – Choćby taki, że przekonywał władze PRL, iż hodowla bobrów to przyszłość przemysłu futrzarskiego i szansa na dewizy. Oczywiście, tak naprawdę chodziło nie o ich futro, ale o to, by dostać środki na odtworzenie gatunku.
To moment, gdy losy bobra w Polsce się ważyły. Mogliśmy go już w naszej faunie nie mieć. Na szczęście reintrodukcja się udała, a do prof. Żurawskiego dołączył też poznański prof. Ryszard Graczyk z Akademii Rolniczej w Poznaniu. Wzorem Żurowskiego chwytał żywcem bobry i osiedlał je na nowych terenach, ale mądrze. Nie pojedyncze sztuki, lecz całe rodziny. Podziałało, dzisiaj bobry spotykane są w całym kraju. Nawet w miastach, gdzie narażone są na kolizje z samochodami.
Warto pamiętać, że bóbr był pierwszym zwierzęciem chronionym w Polsce. Ochroną objął go jeszcze Bolesław Chrobry w XI wieku.



