Na razie to wyłącznie polityczna fikcja, ale im bardziej będziemy zbliżać się do terminu przyszłorocznych wyborów, tym podobnych spekulacji będzie więcej. W polityce ważne są przede wszystkim działania i słowa, ale są też znaki, które mówią nam, co może się wydarzyć w jakiejś perspektywie czasu.
I żeby było jasne: Koalicja Obywatelska przekonuje, że w przyszłorocznych wyborach wystartuje samodzielnie. Takie samo stanowisko utrzymuje dziś Polskie Stronnictwo Ludowe. Sytuacja może się jednak zmienić, bo widać już nie tylko wyraźne ocieplenie na linii KO-PSL, ale także kilka konkretnych kroków, które zbliżają te partie do jeszcze głębszego sojuszu. Pytanie jest więc zasadne: czy KO i PSL wystartują wspólnie w wyborach 2027?
Dwa zwiastuny przyszłej koalicji?
Dwa kluczowe znaki to panie, które łączą obie formacje. Pierwszą jest Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, która zaopiekowała się głośnym programem SAFE.
Polityczka, która dotąd utożsamiana była z PSL i odpowiadała za kampanię Władysława Kosiniak-Kamysza w 2020 roku, dziś coraz częściej zdobywa uznanie Donalda Tuska i staje się pomostem między tymi dwiema formacjami.
Drugą panią jest Monika Piątkowska, czyli wspólny kandydat KO i PSL na prezydenta Krakowa.
Szefowie KO i PSL będą z uwagą przyglądać się kampanii pod Wawelem nie tylko pod kątem wyborczego wyniku, ale też współpracy swoich partyjnych struktur.
Czy zbliżenie KO i PSL jest chwilowe, czy może jednak zwiastuje trwalszy związek? Ważna w tej sprawie jest nie tylko dynamika wydarzeń politycznych, ale też perspektywa obydwu formacji. Prawdopodobnie więcej do uzyskania miałoby PSL.
Ugrupowanie Władysława Kosiniak-Kamysza regularnie w sondażach znajduje się pod progiem wyborczym, choć to element stały naszego krajobrazu politycznego – PSL dołuje w sondażach, by w wyborach finalnie przekroczyć próg. Zawęża się natomiast lista potencjalnych sojuszników, z którymi ludowcy mogliby wejść w koalicję. Ci, którzy są „dostępni”, nie są tak mocni jak Polska 2050 trzy lata temu czy jeszcze wcześniej Kukiz’15.
Perspektywa Koalicji Obywatelskiej jest inna – nie ma tu obaw o przekroczenie progu wyborczego, ale jest chęć maksymalizacji zysków. Czy ludowcy na listach KO będą wartością dodaną? To pewnie jedno z ważnych pytań zadawanych sobie przez speców od marketingu politycznego KO. Partia Donalda Tuska liczy bowiem na jedno – po kampanii 2027 chce nadal być u władzy.
Koalicja rządząca – z wyjątkiem KO – dołuje w sondażach
Jeśli spojrzymy na kilka ostatnich sondaży, perspektywa całej koalicji rządzącej nie rysuje się w kolorowych barwach. KO, co prawda wygrywa ten wyścig, ale nie ma zdolności koalicyjnej i ochoty do współtworzenia rządu z PiS, Konfederacją czy Konfederacją Korony Polskiej.
A to te trzy siły są regularnie na drugim, trzecim i czwartym miejscu w sondażach. KO pozostają więc dwie opcje, o których pisaliśmy już kilka miesięcy temu w Interii – liczyć na to, że inne podmioty tworzące koalicję przekroczą próg wyborczy albo nie oglądać się na sojuszników i próbować zagrać o pełną pulę, co mogłoby dać samodzielną większość.
Trudno spodziewać się natomiast, by wrócił temat powstania jednej listy dla całej koalicji rządzącej. Po pierwsze, temat był podnoszony w latach 2022-2023 i nie zyskał poklasku. Po drugie, sondaże nie dają żadnej wartości dodanej takiej konfiguracji. Gdyby partie tworzące obecną koalicję rządzącą wystartowały w wyborach na jednej liście wyborczej, mogłyby nie zdobyć nawet 40 proc. głosów – wynika z sondażu SW Research dla rp.pl.
Czy sojusz KO z PSL jest możliwy? Politycy nie mają wątpliwości – tak
Kilka lat temu jednym z głównych zwolenników wspólnej listy był ówczesny szef PO Grzegorz Schetyna. Dziś ten sam polityk nie wyklucza mariażu jego partii z PSL.
– To zawsze jest możliwe (wspólny start – red.) i w jakiś sposób politycznie naturalne, dlatego że jesteśmy w Parlamencie Europejskim w jednej frakcji. Wybory samorządowe, szczególnie w Krakowie, są takie nietypowe i nie będą jakby klasycznym sprawdzianem, ale znalezienie wspólnej kandydatki i zbudowanie tych relacji koalicyjnych jest dobrym sygnałem i daje taką szansę – stwierdził Schetyna na antenie TVN24.
W podobnym tonie wypowiadają się politycy PSL, z którymi rozmawiała Interia. Przekonują, że ludowcy stawiają na samodzielny start, ale to stan „na tę chwilę”. Żaden z naszych rozmówców nie wyklucza, że sytuacja może zmienić się w przyszłości. Zapewne będzie to zależało od poparcia PSL i wyborczych prognoz.
– Życie nie znosi próżni i też nie wykluczamy nawet tego, że jeśli chodzi o drugą stronę, to może powstać jakiś blok prezydencki. Widzimy, co tam się dzieje. Powstają różne stowarzyszenia, więc to nie jest powiedziane, że z ugrupowań obecnie opozycyjnych każde pójdzie samodzielnie. Być może też będą tworzone jakieś koalicje i po prostu w pewnym momencie, jeżeli takie by nastąpiły, będzie trzeba na to reagować – mówi Interii poseł PSL Michał Pyrzyk.
Jak jednak zaznacza, to scenariusz alternatywny. – Jeśli chodzi o taki układ typowo koalicyjny z inną partią polityczną, czy mniejszą, czy większą, to na ten moment idziemy samodzielnie. Wybór kandydata w Krakowie nie oznacza w żaden sposób jednej listy z KO w wyborach parlamentarnych, gdyż uważamy, że powinniśmy startować osobno, zresztą tak jak to miało miejsce w roku 2023 – podkreśla Pyrzyk.
Adam Orliński z PSL jest przekonany, że jego formacja wystartuje w przyszłym roku samodzielnie, ale jak zaznacza, „samodzielnie nie znaczy samotnie”.
– To, co zadzieje się w Krakowie, będzie pokazywało nasze podejście. Budujemy listę Polskiego Stronnictwa Ludowego wspólnie z Bezpartyjnymi Samorządowcami i przedsiębiorcami, na których jesteśmy otwarci i których postulaty zgłaszamy. Nasz pomysł na przyszłoroczne wybory powinien zostać ogłoszony pod koniec tego roku, podobnie jak to było przy tworzeniu projektu z marszałkiem Hołownią – przekonuje nasz rozmówca.
– Na ten moment próbujemy budować się samodzielnie, szukając partnerów, ale „samodzielnie nie znaczy samotnie”. Nie twierdziłbym, że za półtora roku pójdziemy wspólnie z całą koalicją – podkreśla poseł Orliński.
Tymczasem kolejne badania sprawiają, że koalicjanci powinni mieć coraz więcej powodów do namysłu. Według ostatniego, sensacyjnego sondażu CBOS, żaden z koalicjantów KO nie wchodzi do nowego parlamentu. Poza ugrupowaniem Donalda Tuska (28,5 proc.) w przyszlym Sejmie zasiadaliby przedstawiciele PiS (22,1 proc.), Konfederacji (12,8 proc.) oraz Konfederacji Korony Polskiej (9,4 proc.). Wszystkie inne formacje znalazły się poniżej wyborczego progu.












