Jeszcze kilka lat temu europejska debata o energii koncentrowała się głównie wokół rosyjskiego gazu. Przez lata wiele państw uznawało go za stosunkowo tani i stabilny fundament swojej gospodarki. Wojna w Ukrainie pokazała jednak, że uzależnienie od jednego dostawcy może szybko stać się problemem politycznym i gospodarczym.
Dziś krajobraz energetyczny Europy wygląda zupełnie inaczej. Według najnowszych danych odnawialne źródła energii odpowiadają już za 47,3 proc. produkcji energii elektrycznej na kontynencie. Największą zmianę widać w przypadku energii słonecznej i wiatrowej. Łącznie dostarczyły one 30 proc. energii elektrycznej w Unii Europejskiej, podczas gdy wszystkie paliwa kopalne odpowiadały za 29 proc.
To symboliczny moment. Przez dziesięciolecia europejska energetyka opierała się na spalaniu węgla, ropy i gazu. Dziś po raz pierwszy wiatr i słońce produkują więcej energii niż cała ta grupa paliw razem.
Europa pozbyła się rosyjskiego gazu, ale nie zależności
Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie państwa europejskie zaczęły gwałtownie ograniczać import rosyjskiego gazu. W krótkim czasie udało się uniknąć najczarniejszych scenariuszy, ale wymagało to szybkiego znalezienia nowych dostawców.
Największym beneficjentem tej zmiany okazały się Stany Zjednoczone. Import amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego wzrósł do rekordowych poziomów, a według analiz Institute for Energy Economics and Financial Analysis do końca dekady amerykański LNG może odpowiadać nawet za 80 proc. europejskiego importu tego surowca.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa sytuacja jest stabilniejsza niż w czasie kryzysu energetycznego z lat 2022-2023. Coraz częściej pojawia się jednak pytanie, czy Europa rzeczywiście uniezależniła się od zagranicznych dostawców energii, czy jedynie zmieniła partnera handlowego.
To właśnie dlatego transformacja energetyczna coraz częściej przedstawiana jest nie jako projekt klimatyczny, lecz jako projekt geopolityczny. Im mniej gazu, ropy i węgla trzeba sprowadzać z zagranicy, tym mniejsza podatność na kryzysy, szantaż polityczny i wahania cen na światowych rynkach.
Każda turbina oznacza mniej importowanego paliwa
Zwolennicy odnawialnych źródeł energii zwracają uwagę na prostą zależność. Elektrownia gazowa potrzebuje ciągłych dostaw paliwa. To samo dotyczy elektrowni węglowej. Jeśli dostawy zostaną przerwane albo ceny gwałtownie wzrosną, odbiorcy odczują to niemal natychmiast.
W przypadku farm wiatrowych czy instalacji fotowoltaicznych sytuacja wygląda inaczej. Po wybudowaniu nie wymagają one regularnego importu paliwa. Energia powstaje lokalnie, a główne koszty związane są z budową i utrzymaniem infrastruktury.
Z tego powodu coraz częściej mówi się, że transformacja energetyczna oznacza przeniesienie części kontroli nad systemem energetycznym z państw eksportujących surowce do krajów dysponujących technologią, przemysłem i odpowiednią infrastrukturą.
W praktyce oznacza to nie tylko budowę nowych farm wiatrowych i słonecznych. Równie ważne stają się magazyny energii, inteligentne sieci przesyłowe oraz elektryfikacja ogrzewania i transportu. Każda pompa ciepła zastępująca kocioł gazowy czy każdy samochód elektryczny ogranicza zapotrzebowanie na importowane paliwa.
Europa ma przewagę, której nie miała wcześniej
Europa nie dysponuje znaczącymi zasobami ropy ani gazu. Przez lata oznaczało to konieczność importowania ogromnych ilości surowców z Rosji, Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej czy Stanów Zjednoczonych. W przypadku odnawialnych źródeł energii sytuacja wygląda inaczej. Słońce, wiatr czy energia wodna są dostępne lokalnie. O przewadze zaczynają decydować nie złoża paliw, lecz zdolność do budowy infrastruktury, rozwijania technologii i zarządzania siecią energetyczną.
To jeden z powodów, dla których coraz więcej ekspertów uważa, że przyszłość europejskiej energetyki będzie zależeć nie tyle od tego, od kogo kupować gaz, ile od tego, jak szybko uda się ograniczyć potrzebę jego importu. Jeszcze kilka lat temu najważniejsze pytanie brzmiało: czym zastąpić rosyjski gaz? Dziś coraz częściej pojawia się inne: jak sprawić, by Europa potrzebowała go jak najmniej.












