Szef MSW Brandenburgii Jan Redmann powiedział podczas konferencji prasowej, że w bezpośrednim sąsiedztwie stacji elektroenergetycznej w Jänschwalde doszło do aktów sabotażu wymierzonych w sieć energetyczną.
Jak dodał, atak miał wywołać masową awarię prądu. Nieznani sprawcy wystrzelili w stronę podstacji materiał przewodzący prąd, aby doprowadzić do zwarć – poinformował Redmann.
Jak powiedział, „w dwóch przypadkach to się powiodło”. Zaobserwowano kulę ognia. Na krótki czas doszło do awarii jednej z linii. Udało się jednak zapobiec przerwom w dostawie prądu, również dlatego, że dostępne były linie rezerwowe. Sprawcy działali w sposób systematyczny. „To nie był szczeniacki wybryk” – ocenił.
Saperzy wciąż szukają kolejnych pocisków, z których wystrzelono materiał. – Jesteśmy w Niemczech o wiele za mało odporni – powiedział Redmann wczesnym wieczorem, czym odniósł się do infrastruktury krytycznej.
Ładunki wybuchowe koło elektrowni
Jak informowała wcześniej niemiecka agencja informacyjna DPA, w stacji transformatorowej w Turnow-Preilack w Brandenburgii, niedaleko elektrowni Jänschwalde, znaleziono ładunki wybuchowe.
Rzeczniczka Komendy Policji Brandenburgii w Poczdamie poinformowała, że odkryto kilka tzw. niekonwencjonalnych urządzeń zapalających i wybuchowych, jednak nie wszystkie z nich wybuchły. Doszło jednak do co najmniej jednej detonacji.
Około godziny 8 rano stwierdzono też uszkodzenie linii energetycznej. Na miejscu pracują saperzy, a ślady są zabezpieczane.
Operator sieci przesyłowej 50Hertz mówi o „krótkotrwałej przerwie w dostawie prądu”. Jednak zaopatrzenie w energię elektryczną nie jest zakłócone. Według informacji przedsiębiorstwa energetycznego Leag doszło do awarii technicznej bloku B.
Z powodu rosyjskiego zagrożenia Niemcy rozbudowują kompetencje służb specjalnych. Dostaną możliwość hakowania zagranicznych sieci i przeprowadzania akcji sabotażu, a zagrażających bezpieczeństwu będą mogli eliminować – pisze Michał Kokot na Wyborcza.pl.
Czy to był zamach?
Koncern LEAG, który jest właścicielem i operatorem elektrowni Jänschwalde, zakłada, że doszło do zamachu. Rzecznik koncernu powiedział, że „badany jest ewentualny związek między atakiem a awarią”.
O „próbie ataku” mówił także Dietmar Woidke, premier Brandenburgii i potępia incydent. – Niepokojąco duża częstotliwość takich incydentów pokazuje, że musimy podjąć zdecydowane działania w celu ochrony naszej infrastruktury – powiedział i dodał, że nikomu nie stała się krzywda.
Regionalna gazeta „Märkische Allgemeine” poinformowała wcześniej, powołując się na źródła związane z bezpieczeństwem, że służby ratownicze znalazły kilka urządzeń przeznaczonych do wystrzeliwania pocisków wypełnionych materiałami wybuchowymi i unieszkodliwiły je.
Nie wiadomo jeszcze, kto umieścił urządzenia wybuchowe i zapalające w stacji transformatorowej Turnow-Preilack oraz jaki był motyw sprawców.
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.












