Jarosław Kaczyński we wtorek 1 września wygłosił oświadczenie w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie. Głównym tematem była afera Zondacrypto, która – jak ustaliły Onet i TVN24 – rzuciła światło między innymi na posła PiS Michała Moskala. To on po spotkaniu z szefem Zondacrypto, Przemysławem Kralem na Ibizie, złożył wraz z Januszem Kowalskim poprawki do rządowego projektu ustawy o kryptoaktywach. Pieniądze z kancelarii Krala trafiły również na konto Fundacji Instytut Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobry. Zdaniem prezesa PiS to jednak koalicja rządząca „sama jest zamieszana” w sprawę i próbuje „zrzucić” ją na innych.
Kaczyński o Amber Gold
Polityk porównał aferę do sprawy spółki Amber Gold, która ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r. Około 18 tysięcy klientów, którzy chcieli inwestować między innymi w złoto, straciło wówczas około 850 mln zł – pisała Wyborcza.pl. – Znany od dłuższego czasu syn obecnego premiera mówił przecież, że jego ojciec i on sam wiedzieli, że to jest lipa – przypomniał Kaczyński.
Michał Tusk pracował dla OLT Express, czyli linii lotniczych, których większościowe udziały przejęła spółka Amber Gold – podała PAP. Syn premiera pytany w 2017 roku przez Marka Suskiego, dlaczego zdecydował się pracować „dla lipy”, odparł, że „dowodów żadnych nie było”. – Amber Gold zasypywał polskie miasta, prasę – od lewa do prawa – reklamami dotyczącymi swych produktów i dawał bardzo dużo symptomów legalności swego biznesu – mówił wówczas Michał Tusk.
Afera Zondacrypto będzie działać na wyborców. Tu nie chodzi o polityczny spór, np. o praworządność czy kradzież publicznych pieniędzy. Na giełdzie kryptowalut mógł stracić oszczędności każdy – pisze Agnieszka Kublik na Wyborcza.pl.
Prezes PiS zarzucił bierność rządowi
Zdaniem prezesa PiS „teraz też wiedzieli, przynajmniej od grudnia”. – Wydaje się nawet, że wcześniej, a nie zrobiono nic. Przede wszystkim nie ostrzeżono tych, którzy chcieli w to inwestować i którzy byli narażeni, że stracą pieniądze – powiedział Jarosław Kaczyński.
Warto zaznaczyć, że rynek kryptoaktywów miała uregulować ustawa – wdrażająca unijne rozporządzenie MiCA (The Markets in Crypto-Assets Regulation) – zgodnie z którą nadzór nad tym rynkiem sprawowałaby Komisja Nadzoru Finansowego wyposażona w nadzorcze i kontrolne narzędzia. Pierwsze prace nad projektem ruszyły na początku 2024 roku.
Przeciwni ustawie byli między innymi posłowie PiS i Konfederacji, ale koalicja rządząca miała większość, która pozwoliła ją uchwalić. Ustawę zawetował jednak Karol Nawrocki. Posłowie próbowali odrzucić weto, ale w tym wypadku nie udało się uzyskać większości, która wymagała poparcia większej liczby posłów (276) niż wcześniej (231). Ostatecznie prezydent zawetował ustawę aż trzy razy. Jarosław Kaczyński, prezes partii, która go poparła, pod koniec kwietnia powiedział jednak, że jest zdecydowanym zwolennikiem całkowitego zakazu kryptowalut.
„Giertych broni oszustów”
Prezes PiS zwrócił uwagę, że obrońcą szefa Zondacrypto, Przemysława Krala, jest Roman Giertych. – To on broni dzisiaj nie ludzi oszukanych, tylko oszustów – powiedział Kaczyński. – Mieliśmy też takie zdarzenia, jak premier Tusk z koszulką – nie był w nią ubrany – ale był pokazywany razem z koszulką, gdzie była reklama tej firmy i wiele innych takich drobnych wydarzeń, które pokazywały, że tutaj istnieją jakieś związki, a oskarżenia padają w inną stronę. Jest najwyraźniej cała akcja, różnego rodzaju pogróżki, szczególnie ze strony Giertycha, co to znowu nie zostanie pokazane, jeżeli chodzi o zaangażowanie ludzi, którzy byli związani albo są związani z naszą formacją. Otóż nic nie będzie, jak to zwykle w ich wypadku – powiedział polityk.
Afera Zondacrypto wchodzi do Sejmu. Rozwój Plus chce komisji śledczej, PiS jest sceptyczne, a poseł KO Roman Giertych podkręca atmosferę i spogląda na bliskie otoczenie Jarosława Kaczyńskiego – piszą Agata Kondzińska i Iwona Szpala na Wyborcza.pl.
PiS chce powołania komisji zaufania publicznego
Kaczyński zaznaczył, że „sytuacja jest konieczna do wyjaśnienia”. – Stąd nasza propozycja, która jest zawarta w projekcie ustawy – powiedział prezes PiS. Partia chce powołania składającej się z piętnastu ekspertów – niebędących politykami – komisji zaufania publicznego, która wyjaśni aferę. Partia nie chce, aby do sprawy angażować sejmową komisję śledczą, ponieważ – zdaniem polityka – komisje powołane przez Sejm obecnej kadencji „odbierały głos i wyrzucały z sali członków, którzy zadawali niewygodne pytania”. Ocenił też, że nie były obiektywne. – To tutaj się po prostu powtórzy – stwierdził Kaczyński.
Prezes PiS chce, aby komisja miała uprawnienia do przesłuchań, korzystania z pomocy organów ścigania, przekazywania wniosków do prokuratury o przeprowadzenie operacji, „których komisja nie będzie mogła prowadzić” oraz – w możliwym zakresie – doprowadzenie do tego, aby poszkodowani uzyskali odszkodowania.
– To jest dużo lepsze rozwiązanie niż te, które zostały już zaproponowane w Sejmie – ocenił prezes PiS. – My będziemy szli tą drogą. Złożymy ten projekt ustawy – zapowiedział. Polityk zasugerował również, że decyzja w sprawie powołania komisji będzie testem, „kto rzeczywiście chce dojść do prawdy w tej sprawie, a kto nie, bo najwyraźniej w ten, czy inny sposób był z tym przedsięwzięciem związany”.












