Nagranie ataku zostało udostępnione przez Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) odpowiadające za siły zbrojne USA na Bliskim Wschodzie. To połączenie widoków z kamer na pokładach dronów przeprowadzających atak, jak również najpewniej jakiegoś drona latającego, krążącego nad Bandar-e Abbas.
Na wideo widać, że uderzenie przeprowadzają trzy łodzie, które kolejno eksplodują pod charakterystycznym pomostem z podnośnikiem, na którym spoczywa miniaturowy okręt podwodny typu Ghadir. Na lądzie, tuż obok, jest duża hala z czterema stanowiskami dla nich, gdzie najpewniej przechodzą prace stoczniowe. Nagranie nie pozwala ocenić skutków ataku, ale z dużym prawdopodobieństwem podnośnik i okręt podwodny zostały uszkodzone.
Bezzałogowce jak te ukraińskie
To uderzenie Amerykanów nie ma wielkiego znaczenia z punktu widzenia aktualnego konfliktu. Baza Bandar-e Abbas była już atakowana przez nich z powietrza dziesiątki razy i wydawało się, że nic cennego do zniszczenia już tam nie ma. Gdyby potrzebowali pilnie coś tam jednak zrujnować, to mają cały arsenał rakiet i bomb używanych przez lotnictwo, które mogłyby to zrobić. Pomimo tego wysłali trzy drony morskie. Można bezpiecznie zakładać, że zrobili to głównie w celu testu i pokazu. Nie z każdego ataku od razu dostępne jest nagranie.
Używane bojowo drony morskie, zwłaszcza uderzeniowe, to we flocie USA nowość. Amerykanie już od dobrze ponad dekady testowali najróżniejsze bezzałogowe jednostki dla US Navy. Wdrożyli nawet część do służby, zwłaszcza proste drony rozpoznawcze. Jednak dopiero podczas wojny z Iranem używają na większą skalę morskich bezzałogowców nowej generacji, na których potrzeby utworzono Task Force 59.1. Czyli specjalną grupę zadaniową, której celem jest właśnie, aby dopracować używanie morskich dronów we współpracy z całą resztą sił zbrojnych. Wiele detali jej działalności pozostaje niejawnych. Tak samo jak całego programu dronów morskich US Navy.
Głównym narzędziem TF 59 wydaje się dron Corsair firmy Saronic. To je widać na nagraniu z ataku na irańską bazę. To także te maszyny miały pomóc na początku czerwca w ratowaniu dwóch pilotów ze strąconego nad Zatoką Perską śmigłowca AH-64 Apache. Na Bliski Wschód zaczęto je dostarczać w marcu. To nowa konstrukcja, wyraźnie inspirowana ukraińskimi dronami morskimi.
Drony Corsair przepłyną ponad 1,8 tys. kilometrów
Saronic została założona w 2022 roku z zamiarem skupienia się na produkcji dronów morskich. Pod koniec 2025 roku Pentagon zawarł z firmą kontrakt wart 392 miliony dolarów na wyprodukowanie niesprecyzowanej ilości Corsairów. Wcześniej testowano je przez około dwa lata. Do maja tego roku miało ich powstać już 300.
Corsair ma długość około 7 metrów i z dystansu może wyglądać jak przeciętna motorówka. Według producenta jest jednak w stanie przepłynąć „ponad” (w nomenklaturze wojska USA i jego dostawców oznacza utajnienie konkretnej wartości) 1,8 tysiąca kilometrów z ładunkiem 500 kilogramów, osiągając maksymalną prędkość „ponad” 62 km/h. Corsair ma być wielozadaniowy i mieć możliwość montowania różnego wyposażenia w zależności od potrzeb.
Nie ma dostępnych szczegółowych informacji na temat tego, jak jest kontrolowany. Najpewniej jest to łączność satelitarna przez system Starshield, czyli wojskową wersję Starlink firmy SpaceX.
Firma Saronic oferuje drony mniejsze i większe od Corsaira. Nie ma na nie jeszcze kontraktów od US Navy. Jest jednak ewidentne, że flota USA aktywnie inwestuje w swoje bezzałogowe skrzydło. Na razie są to głównie niewielkie jednostki, które mają być uzupełnieniem tradycyjnych okrętów. Jak widać, wojna z Iranem służy jako poligon testowy dla niektórych z najnowszych rozwiązań.













