-
Ministerstwo Klimatu i Środowiska rozpoczęło kampanię zachęcającą do zmiany sposobu mówienia o wilkach oraz reinterpretacji popularnych powiedzeń z tym zwierzęciem.
-
W akcję pozytywnie zaangażowali się niektórzy naukowcy, zwracając uwagę na wpływ języka na postrzeganie zwierząt, jednak pojawiło się też wiele głosów krytycznych, zwłaszcza ze strony językoznawców i polityków.
-
W ostatnich dekadach liczebność wilków w Polsce znacząco wzrosła dzięki zmianom w przepisach dotyczących ochrony tego gatunku.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Nie ma w dziejach polskiej fauny zwierzęcia, które miałoby tak czarny PR, jaki ma wilk. Łączone z wampirami i wiedźmami nietoperze, kruki i wrony, szczury, cokolwiek byśmy nie znaleźli, nie dorównają wilkowi w nieprawdzie na jego temat, która w Polsce omal go nie pogrążyła. To on jest bohaterem mitów, legend, baśni, ale także znajduje się w wielu przysłowiach, porzekadłach, związkach frazeologicznych. I niemal zawsze znajduje się tam w fatalnym kontekście.
Oto kilka przykładów:
– człowiek człowiekowi wilkiem;
– wilk w owczej skórze;
– nie wywołuj wilka z lasu;
– wilczy bilet;
– patrzeć na kogoś wilkiem;
– wilcze prawo;
Ministerstwo Klimatu i Środowiska w nowej kampanii podało kilka takich przykładów i wytłumaczyło, dlaczego ich używanie nie jest dobrym pomysłem. Chodzi np. o określenie „wilczy apetyt”, które zdaniem resortu „stygmatyzuje zdrową relację z jedzeniem”. Z kolei „wilczy bilet” w uzasadnieniu ministerstwa „to kolejny przykład przypisywania wilkom negatywnych konsekwencji społecznych”. Natomiast „wilk w owczej skórze” należy odrzucić, gdyż „utrwala stereotyp, że wilk ma zawsze złe intencje”.
Ministerstwo chce zmiany języka wobec wilków
Resort klimatu i środowiska ruszył z całą kampanią, w której zaapelowano o to, aby język mówiący o wilkach zinterpretować na nowo.
Kampania wyszła naprzeciw stereotypom językowym, które utwierdzają Polki i Polaków w przekonaniu, że wilka trzeba się bać. To już raz zadziałało, bo gatunek kilkadziesiąt lat temu był tępiony na potęgę. 29 stycznia 1955 r. prezydium rządu wydało specjalną uchwałę, a za zabijanie wilków, ciężarnych samic i szczeniąt przewidziane były konkretne nagrody pieniężne. Do dzisiaj nikt w Polsce nie poniósł konsekwencji za wprowadzenie tak haniebnego przepisu.
Wilki prawie zniknęły z Polski w XX w.
W efekcie w Polsce pod koniec XX w. zostało zaledwie ok. 200 wilków. Dopiero wprowadzona w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ochrona gatunkowa tego ssaka (najpierw w dawnym woj. poznańskim, potem – w całej Polsce) spowodowała odbudowę populacji, a co za tym idzie – zmianę całego ekosystemu.
Kampania Ministerstwa Klimatu i Środowiska spotkała się z pozytywnymi reakcjami. Entuzjastycznie zareagował np. Robert Maślak, zoolog Uniwersytetu Wrocławskiego i członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody. „Od dawna piszę, że język używany wobec zwierząt nie jest niewinny, niestety niesie za sobą konsekwencje” – ocenił ekspert.
Piszę od lat o języku myśliwskim, który ma ukryć okrucieństwo polowania. Ale to dotyczy też języka codziennego. Wilk ma być podstępny, krwiożerczy i nienasycony, świnia – brudna, szczur – odrażający, a hiena – bezwzględna. To ludzkie cechy i ludzkie zachowania, którymi obciążamy zwierzęta
Jak przyznał wrocławski zoolog, rozumie, że w tej kampanii nie chodzi o zakazywanie przysłów ani ściganie ludzi za „wilczy apetyt”, ale o refleksję nad tym, że słowa utrwalają stereotypy, a stereotypy wpływają na nasz stosunek do zwierząt.
Jest krytyka: zaorajmy bajki Ezopa
Mamy jednak zarazem bardzo dużo negatywnych reakcji na kampanię, którą skrytykowała np. Anna Maria Żukowska, wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy. Nazwała ją „idiotyczną” i dodała: „pogadajmy może o innych metaforach w języku polskim odnoszącym się do zwierząt: świni, psa, osła, myszy, lisa, kota, niedźwiedzia, kruka. I zaorajmy bajki Ezopa”.
Krytyczny głos dodał też językoznawca prof. Tomasz Piekot, który wskazał na potencjalne fatalne skutki takich kampanii. To „literalizm prowadzący do braku zdolności rozumienia metafory i pauperyzacji poczucia humoru” – ocenił językoznawca, przywołując słowa Olgi Tokarczuk.
Liczba wilków w ostatnim ćwierćwieczu wzrosła w Polsce wyraźnie. Teraz nie są już tylko skrajnie rzadkim reliktem spotykanym wyłącznie w Puszczy Białowieskiej i Bieszczadach. Dzisiaj wpływają na ekosystemy i przyrodę w całym kraju, nawet tam, gdzie nie było ich niekiedy od dwustu lat jak środkowa część Polski.


