Co czwarty Polak nie ma żadnych oszczędności, a niemal połowa żyje od wypłaty do wypłaty. Dla części osób finansową niepewność pogłębia kredyt, zwłaszcza hipoteczny, który oznacza wieloletnie zobowiązanie i konieczność regularnego ponoszenia wysokich kosztów. Nawet stabilna praca i pensja wpływająca co miesiąc na konto nie zawsze wystarczają, by czuć się bezpiecznie.
„Musiałam zrezygnować z wielu rzeczy”
Marta* ma 27 lat i umowę o pracę w marketingu. Mimo to niepewność związana z finansami jej nie opuszcza.
– Od czerwca obiecują mi podwyżkę, której nadal nie dostałam. Kiedy się upomniałam, usłyszałam, że na pewno w przyszłym roku coś dostanę. Niby jestem na umowie o pracę, więc to daje mi pewien luksus, bo przecież dziś o taką umowę nie jest łatwo. A mimo to nadal nie mam wewnętrznego spokoju – mówi.
Umowę o pracę musiała zresztą sobie wywalczyć. Kiedy pracowała na umowie-zleceniu i powiedziała, że odejdzie, dopiero wtedy pracodawca zaproponował jej lepsze warunki.
– Myślałam, że będzie jakoś lepiej, ale nie jest. Mam teraz trochę za dużo rzeczy na głowie, żeby myśleć o kolejnej zmianie pracy. To jednak dodatkowy stres. Poza tym widzę, jak trudno jest obecnie znaleźć zatrudnienie, dlatego doceniam to, co mam – przyznaje.
Jednocześnie wie, że jej sytuacja mogłaby wyglądać inaczej. Z wykształceniem, kompetencjami i, jak sama mówi, pracowitością mogłaby zarabiać więcej. Problem w tym, że świadomość własnych możliwości nie przekłada się automatycznie na poczucie finansowego bezpieczeństwa.
– Nie mam żadnych oszczędności. Wszystko, co kilka lat temu udało mi się odłożyć, wydałam, kiedy przez chwilę nie miałam pracy. Później, kiedy nałożyło się więcej wydatków w życiu prywatnym, musiałam pożyczyć pieniądze od bliskich – wspomina.
W ostatnich miesiącach, ze względu na rosnące koszty życia i nieprzewidziane wydatki, Marta musiała zmienić poziom swojego życia. Nie chodzi o rzeczy podstawowe, ale o wszystko to, co jeszcze niedawno wydawało jej się zwyczajną częścią codzienności.
– Byłam przyzwyczajona do życia w pewnym luksusie. Nie musiałam się zastanawiać, czy stać mnie na kolację na mieście, czy nie. Teraz musiałam zrezygnować z wielu rzeczy, na które wcześniej sobie pozwalałam. Czy kosmetyków, czy wyborów jedzeniowych – mówi.
Ograniczyła też liczbę wyjazdów. Te wymarzone musiała odłożyć na później. Coraz częściej decyzje zakupowe zaczynają się od pytania o to, ile to kosztuje.
– Oszczędzanie, oszczędzanie na co dzień, na każdym kroku. Wybieram wszystko tak, żeby było jak najtaniej. Ale myślę, że niestety mają tak dosłownie wszyscy. Można sobie czasem na coś pozwolić, no ale ja w tym momencie czuję, że nie mogę. To nie jest łatwe, bo codziennie ten lęk o finanse towarzyszy mi w mniejszym lub większym stopniu – dodaje.
Polacy w finansowej niepewności
Co czwarty Polak nie ma żadnych oszczędności, a blisko połowa przyznaje, że domowy budżet wystarcza im wyłącznie na bieżące utrzymanie. O odkładaniu pieniędzy nie ma mowy, a do kolejnej wypłaty wielu osobom trudno dotrwać bez zaciskania pasa. Stabilna praca i regularna pensja nie zawsze więc oznaczają stabilność finansową. To jeszcze nie bieda, ale o poczuciu bezpieczeństwa klasy średniej trudno w takiej sytuacji mówić.
– Niepewność finansowa zaczyna się wcześniej niż bieda. Stabilne zarobki to jedno, a poczucie bezpieczeństwa to zupełnie inna kategoria – zauważa ekonomistka dr Milena Kowalska.
Jednym z najważniejszych elementów tego bezpieczeństwa jest poduszka finansowa.
– Można ją traktować w kategorii kupionego czasu, czyli tego, na ile starczy mi środków w przypadku jakiegoś zdarzenia losowego: choroby, utraty pracy czy czegoś, co zmieni moją sytuację, a także zdolność do pracy – tłumaczy.
Regularność dochodu nie musi przy tym oznaczać jego stabilności. Pensja może wpływać na konto co miesiąc, a mimo to pracownik może mieć poczucie, że grunt pod nogami jest niepewny.
– Faktycznie wielu Polaków może pochwalić się regularnością dochodu, ale już nie stabilnością. Struktura kosztów ewidentnie ma wpływ na to, że nie czują się bezpiecznie, nie czują się stabilnie – mówi ekspertka.
Przykład? Umowa-zlecenie, którą można stosunkowo łatwo zakończyć, bez długiego okresu wypowiedzenia. W takiej sytuacji nawet regularnie otrzymywane wynagrodzenie nie daje gwarancji, że za kilka miesięcy nadal będzie płynęło na konto.
Na poczucie bezpieczeństwa wpływa także inflacja. Chociaż dziś jest niższa niż w szczycie kryzysu inflacyjnego, nie oznacza to, że ceny wróciły do wcześniejszego poziomu. Spada tempo ich wzrostu, ale same ceny nadal rosną. Rosnąć ma także średnie wynagrodzenie. Zgodnie z projektem ustawy budżetowej w 2027 r. średnia krajowa ma wynieść 10 033 zł brutto. Tyle że średnia, jak sama nazwa wskazuje, nie mówi wiele o sytuacji typowego pracownika.
– Średnia krajowa często dotyczy dużych miast, niekoniecznie mniejszych miejscowości. Mediana jest dużo, dużo niższa. To wynagrodzenie, które pokazuje, ile zarabia osoba znajdująca się dokładnie w środku rozkładu: połowa Polaków zarabia mniej, a połowa więcej. Różnica jest więc duża – tłumaczy dr Kowalska.
„Cały mój budżet przeznaczam na remont i kredyt”
– Odczuwam pewną niepewność finansową, przede wszystkim dlatego, że znalazłam się w zupełnie nowej sytuacji. Po raz pierwszy sama wzięłam kredyt na mieszkanie i jestem odpowiedzialna za wszystkie związane z nim koszty. Dodatkowo żyjemy w czasie wojny za granicą Polski i niepewnej sytuacji geopolitycznej, co również wpływa na moje poczucie bezpieczeństwa – mówi Joanna.
Ma 34 lata i pracuje w marketingu w branży beauty. Kredyt hipoteczny jest jednym z głównych powodów jej poczucia niepewności.
– Wcześniej, kiedy miałam stałą pracę i pensję, która pozwalała mi na spokojne życie w Warszawie, nie odczuwałam takiej niepewności, mimo że nie posiadałam własnego mieszkania. Teraz z jednej strony mam własną nieruchomość, ale z drugiej, wieloletnie zobowiązanie, które trzeba co miesiąc spłacać – mówi.
Dodatkowe koszty generuje gruntowny remont mieszkania.
– Właściwie cały mój budżet przeznaczam na remont i kredyt. W praktyce oznacza to, że na ten moment nie planuję wyjazdów ani wakacji i znacznie bardziej ograniczam wydatki na przyjemności czy zakupy – tłumaczy.
Rata kredytu nadal nie stanowi jednak większości jej wynagrodzenia.
– Przy normalnych, przewidywalnych wydatkach powinnam być w stanie sobie z nią poradzić. Większym wyzwaniem byłby raczej jakiś niespodziewany, bardzo wysoki wydatek, np. związany ze zdrowiem – mówi.
Joanna ma świadomość, że jej sytuacja jest przejściowa. Na razie skupia się na doprowadzeniu mieszkania do stanu, w którym będzie mogła w nim zamieszkać. Dopiero później będzie planowała inne wydatki i ponowne zbudowanie poduszki finansowej.
– W tej chwili wszystkie swoje oszczędności inwestuję w mieszkanie, ale staram się patrzeć na to nie jak na pieniądze, które po prostu wydaję, tylko jak na inwestycję, która w przyszłości może się zwrócić. Kiedy skończę ten podstawowy, największy etap remontu, moim pierwszym celem będzie ponowne zbudowanie oszczędności i poduszki finansowej. To da mi jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa niż posiadanie mieszkania samo w sobie – dodaje.
Życie z kredytem. „Klasę średnią od biedy dzieli kilka pensji”
Do tego dochodzi zadłużenie. Około 47 proc. dorosłych Polaków ma obecnie aktywny kredyt lub pożyczkę. W przypadku kredytów hipotecznych zobowiązania mogą być rozłożone na dziesiątki lat.
– Dzisiejsza zdolność do spłacania kredytu nie musi oznaczać tej zdolności na innym etapie życia. Pojawia się dziecko, choroba, niepełnosprawność i wtedy oczywiście zaczynają się problemy – mówi ekonomistka.
To właśnie wtedy może pojawić się ryzyko spirali zadłużenia. Jedno zobowiązanie zaczyna generować kolejne. Osoba, która przez lata bez problemu spłacała kredyt hipoteczny, może w pewnym momencie zostać bez wystarczającego dochodu, by regulować ratę. Jeśli nie ma oszczędności, zaczyna szukać pieniędzy gdzie indziej.
– Często mówi się o tym, że tak naprawdę klasę średnią, która posiada własne mieszkanie na kredyt, od biedy dzieli kilka wynagrodzeń, kilka miesięcy bez wynagrodzenia i brak zdolności do dalszego spłacania tego kredytu. A często jest tak, że jedno zobowiązanie finansowe może niestety rodzić kolejne – zauważa dr Milena Kowalska.
Nie pomaga też koszt kredytu. W Polsce jest on nadal wyższy niż w strefie euro, co szczególnie mocno widać w przypadku zobowiązań długoterminowych.
– Szczególnie długoterminowe kredyty hipoteczne są dużo, dużo wyższe. Raty są dużą częścią dochodów. To również rodzi wiele niepewności i poczucia zagrożenia – mówi ekspertka.
Widmo biedy
Niepewność finansowa ma swoją drugą stronę, lęk. Pieniądze są jednym z tych obszarów, w których Polacy obawiają się utraty kontroli. Z sondażu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski wynika, że 29,6 proc. Polaków obawiało się, że w 2026 r. zabraknie im pieniędzy na życie i bieżące wydatki. Skąd ten lęk, skoro statystyki pokazują poprawę sytuacji materialnej Polaków?
– Myślę, że Polacy, szczególnie ci, którzy są dzisiaj w wieku produkcyjnym, w dużej mierze pamiętają czasy transformacji i nierówności, które wtedy narastały w Polsce. Jest więc poczucie, że z dnia na dzień można z dobrego poziomu życia spaść w biedę, jeśli nie ma się tego „kupionego czasu” w postaci poduszki finansowej – mówi dr Kowalska.
Jej zdaniem granica między względnym dobrobytem a finansowym kryzysem może być znacznie cieńsza, niż wielu osobom się wydaje.
– Tak naprawdę z dnia na dzień można z kategorii średniego poziomu życia wpaść do kategorii biedy – zauważa.
Z jednej strony statystyki pokazują, że sytuacja finansowa Polaków się poprawia, z drugiej, wielu z nich nadal nie czuje się bezpiecznie. Dochody rosną, ale wraz z nimi rosną też koszty życia, a oszczędności pozostają dla części gospodarstw domowych niewielkie.
– Ta niepewność, w której żyją, struktura kosztów i nadal stosunkowo niewielkie oszczędności sprawiają, że ich poczucie bezpieczeństwa finansowego, ekonomicznego niestety jest nadal na dosyć niskim poziomie – podsumowuje ekonomistka.
*Imię zostało zmienione.


