Był 14 grudnia 2017 r., wczesne popołudnie. Córka 64-letniego Antoniego P. nie mogła skontaktować się z ojcem. Widziała się z nim kilka dni wcześniej. Kontakt mieli dość sporadyczny, bo Antoni P. był typem samotnika. Był po rozwodzie. Drzwi do piętrowego domu mężczyzny w Sejnach w województwie podlaskim były zamknięte. Kobieta wezwała w związku z tym policję. 

Strażacy wyłamali drewniane skrzydło okienne i weszli do środka. Na podłodze korytarza leżało zakrwawione ciało 64-latka. Po przechyleniu ciała na bok znaleziono dwa wbite fragmenty stalowego noża kuchennego. Smugi na podłodze świadczyły o tym, że ciało Antoniego P. zostało przesunięte przez sprawcę lub sprawców. 


Zobacz wideo

Jak wygląda proces oskarżonego w procesie karnym? „Tylko raz widziałam, żeby po wyroku zaczął płakać”

Sejny. Zabójstwo Antoniego P. 

W dwóch kuchniach i pokojach na parterze i piętrze widoczne były ślady przeszukań. Ktoś pootwierał drzwi szafek, powyrzucał z nich przedmioty. Do tego dwa puste portfele. 

Na ciele mężczyzny stwierdzono łącznie siedem ran kłutych. Antoni P. był również duszony. Sekcja zwłok nie wykluczyła, że mężczyzna próbował się bronić. Biegły wskazał orientacyjnie, że Antoni P. zginął co najmniej 12 godzin przed przyjściem córki, czyli w nocy z 13 na 14 grudnia. Dokładnej godziny nie udało się ustalić.

Znajoma Antoniego P. zeznała potem, że „był przesądnym człowiekiem, bał się 'trzynastego'”. – Mówił, że nawet gdy wyjeżdża trzynastego, to się boi i wolałby siedzieć w domu – zeznała. 

Antoniego P. ostatnia widziała jedna z sąsiadek, dzień wcześniej, 13 grudnia, ok. godz. 15. Po godz. 18 kilkukrotnie próbował dodzwonić się do niego znajomy. Bezskutecznie. Było to dziwne, bo Antoni P. zwykle odbierał lub szybko oddzwaniał.  

Inna z sąsiadek ok. godz. 21 słyszała od strony posesji Antoniego P. głośną rozmowę, coś w rodzaju krzyku. Nie potrafiła tego jednak bardziej sprecyzować, nie było więc pewne, czy odgłosy faktycznie pochodziły stamtąd. W podobnym czasie ktoś inny widział, jak na parterze domu Antoniego P. było ponoć włączone światło. 

Sąsiad o Antonim P.: Chwalił się, że nie musi pracować

Antoni P. uchodził w otoczeniu za pomocnego, przyjaznego człowieka. Nie wchodził w żadne poważniejsze konflikty z sąsiadami. 

Jednocześnie był uważany przez sąsiadów za dość majętnego. Kilka lat wcześniej sprzedał gospodarstwo rolne, miał też rodzinę za granicą. Faktycznie, na koncie w banku Antoniego P. spoczywało ponad 260 tys. zł. Lubił nosić sporo gotówki w portfelu.

Fragment zeznań sąsiada Antoniego P.: – Chwalił się, że ma tyle pieniędzy, że starczy dla niego na życie bez roboty. 

Antoniemu P. język w kwestiach finansowych rozwiązywał się szczególnie pod wpływem alkoholu. Uchodził jednak raczej za ostrożnego. W domu zawsze starał się zamykać drzwi od wewnątrz.

Ze względu na problemy z sercem i krążeniem miał też przyznaną rentę, jednak dość niewielką, zaledwie ok. 800 zł. Wtedy, w 2017 r., pensja minimalna wynosiła ok. 1500 zł na rękę. Dorabiał na kupowaniu ryb na Litwie i sprzedawaniu je mieszkańcom Sejn. 

Z relacji świadków wynika, że niedługo przed zabójstwem w domu Antoniego P. pojawiła się para – kobieta i mężczyzna – szukająca stancji. Antoni P. wówczas im odmówił, nie chciał, żeby obcy ludzie kręcili się u niego po domu. Zresztą, sytuacja finansowa nie zmuszała go do szukania lokatorów.  

W styczniu 2018 r. miał skończyć 65 lat i przejść już na „normalną” emeryturę. Zastanawiał się nad kupnem mieszkania w bloku. 

Śledztwo ws. zabójstwa. Pierwsze zatrzymanie i fałszywy trop

Już po kilku dniach zatrzymano i postawiono zarzut zabójstwa 50-letniemu mężczyźnie w kryzysie bezdomności. Mężczyzna był dobrze znany w lokalnej społeczności, groził okolicznym mieszkańcom, wchodził w konflikty z prawem. Decyzją sądu został umieszczony w areszcie. Po kilku miesiącach, w kwietniu, uchylono mężczyźnie areszt, a to dlatego, że zaczął odbywać karę 10 miesięcy więzienia w innej sprawie. 

W opinii z maja 2018 r. przygotowanej przez Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Stołecznej Policji wykazano, że na paznokciach Antoniego P. faktycznie znaleziono DNA innego mężczyzny. Nie był to jednak zatrzymany w grudniu 50-latek.

Dowodów na 50-latka nie dostarczyły również badania śladów znajdujących się na jego obuwiu. Obciążające go zeznania odwołała też jedna z osób zeznających jako świadek. Ostatecznie prokuratura z zarzutów się wycofała. 

Nowy podejrzany. „Nie byłbym w stanie zrobić czegoś takiego”

Przełomowa w sprawie okazała się opinia Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Stołecznej Policji z października 2021 r. Okazało się, że na fragmentach paznokci Antoniego P. znajdowało się DNA 33-letniego okolicznego mieszkańca Waldemara G. i dwóch innych nieznanych, niespokrewnionych osób. 

Mężczyzna został zatrzymany w tym samym miesiącu. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa i złożyła wniosek o zastosowanie aresztu. Waldemar G. był w przeszłości karany, jednak nie za przestępstwa o podobnym charakterze. 

33-latek mieszkał kilka kilometrów od Sejn. W miasteczku pojawiał się jednak często, miał w nim rodzinę, jego dzieci jeździły tam na zajęcia. Pracował przy ścince drzew, jeździł też do pracy do Niemiec. – Nie było dużych pieniędzy, ale dawaliśmy radę – mówił w wyjaśnieniach. 

Miał dwójkę dzieci z byłą partnerką. Alimenty, jak twierdziła, płacił uczciwie. 

Waldemar G. przyznawał, że zdarzało się, że kupował od Antoniego P. paliwo i papierosy. Podkreślał jednak, że nie zamordował 64-latka. 

Fragment wyjaśnień Waldemara G.: – Nie przyznaję się. Tego dnia, kiedy było to przestępstwo, nie było mnie tam. Ostatni raz widziałem Antoniego P. na miesiąc, półtora przed tym zdarzeniem. Nie byłbym w stanie czegoś takiego zrobić. 

W kwietniu 2022 r. Instytut Genetyki Sądowej w Bydgoszczy ocenił w swojej opinii, że nie jest możliwe, by materiał genetyczny Waldemara G. na paznokciach Antoniego P. utrzymywał się przez tyle tygodni. To oznacza, że musieli mieć kontakt tuż przed zbrodnią. 

Poza tym oceniono, że kontakt mężczyzn musiał być bezpośredni. Wykluczono tym samym „wtórny transfer”, czyli sytuację, w której DNA Waldemara G. znalazłoby się na paznokciach Antoniego P. np. przez dotknięcie przez obu mężczyzn tej samej powierzchni lub przedmiotu. 

Wtedy Waldemar G. zmienił swoje wyjaśnienia. Przyznał, że faktycznie widział się z Antonim P. nie miesiąc, półtora wcześniej, ale tuż przed śmiercią 64-latka: 11 grudnia, a potem 13 grudnia.

Pierwszego dnia, jak twierdził, kupował od Antoniego P. benzynę. Z kolei 13 grudnia ok. godz. 15 miał kupić od Antoniego P. dwa kartony papierosów za gotówkę i zaraz potem pojechać odebrać córkę z przedszkola. Był więc jedną z ostatnich osób, które widziały mężczyznę żywego. 

Dlaczego nie powiedział o tym wcześniej? Waldemar G. tłumaczył m.in., że bał się zarzutów za kupowanie papierosów z nielegalnego źródła. 

Analiza logowań ze stacji przekaźnikowej BTS wykazała, że telefon Waldemara G. logował się w Sejnach tego dnia, ale nie o godz. 15, a bliżej 17:30. Obrona mężczyzny argumentowała, że sam fakt logowania nie wskazuje przecież, gdzie dokładnie znajduje się użytkownik telefonu. Poza tym nie wiadomo też dokładnie, o której godzinie zginął Antoni P. 

Długa batalia przed sądem

W czerwcu 2022 r. Prokuratura Okręgowa w Suwałkach ostatecznie skierowała Sądu Okręgowego w Suwałkach akt oskarżenia. Zarzuciła Waldemarowi G. dokonanie zbrodni wspólnie z inną osobą lub osobami, których tożsamości nie ustalono. Waldemar G. stanął przed Sądem Okręgowym w Suwałkach dwa miesiące później.

Ówczesny obrońca mężczyzny złożył wniosek o wyłączenie jawności procesu ze względu na „ważny interes prywatny” oskarżonego i jego rodziny. Prokuratura nie zgadzała się z tym wnioskiem, ostatecznie jednak sąd się do tego przychylił. Nie możemy więc opisywać tego, co działo się podczas rozpraw.

Kilka miesięcy później, w grudniu 2022 r., mężczyzna został uniewinniony. Uzasadnienie także pozostało niejawne. Waldemara G. od razu zwolniono z aresztu.

Prokuratura odwołała się od tego wyroku. Sąd Apelacyjny w Białymstoku we wrześniu 2023 r. uchylił orzeczenie i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w Suwałkach do ponownego rozpatrzenia. 

Skąd taka decyzja? Sąd Apelacyjny powołał się np. na opinie biegłych z Instytutu Genetyki Sądowej w Bydgoszczy, które wykluczyły możliwość przeniesienia DNA Waldemara G. na paznokcie Antoniego P. w wyniku zwykłego kontaktu lub dotykania tych samych przedmiotów. 

Sąd Okręgowy w Suwałkach, rozpoznając ponownie tę sprawę, w lutym 2024 r. zwrócił się o dodatkową opinię z Pracowni Genetyki Sądowej Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie.

Instytut w opinii z marca 2024 r. wskazał wyraźnie, że nie można wypowiedzieć się jednoznacznie, czy materiał biologiczny Waldemara G. na paznokciach Antoniego P.  powstał w wyniku kontaktu z Antonim P. przed zdarzeniem, po zdarzeniu, czy też był to „transfer wtórny”.

Jednym ze świadków w drugim procesie przed Sądem Okręgowym był biegły z zakresu genetyki sądowej. 

Ekspert zwrócił uwagę, że „nie mamy informacji, czy materiał pana podejrzanego [Waldemara G. – red.] znajdował się pod jednym paznokciem, pod czterema, pięcioma, czy pod wszystkimi”. – Wiemy tylko, że on tam jest, w tej całej masie śladów, które zostały pobrane z tych pięciu paznokci – zaznaczył biegły w zeznaniach złożonych przed sądem w czerwcu 2024 r.

Biegły dodał, że w tym przypadku genetyka nie jest w stanie rozstrzygnąć, czy Waldemar G. miał kontakt z Antonim P. dzień wcześniej, czy w chwili zabójstwa. Nie jest również jasne, czy materiał znajdował się pod paznokciem, czy na paznokciu. Biegły skrytykował to, w jaki sposób paznokcie zostały przebadane w laboratorium. Jak ocenił, zostały po prostu „bezceremonialnie wrzucone do probówki”, a nie przebadane precyzyjnie osobno. 

Po kilku miesiącach, 26 czerwca 2024 r., Sąd Okręgowy w Suwałkach znów uniewinnił Waldemara G. 

„Mimo obszerności zabezpieczonych śladów biologicznych na miejscu zabójstwa w żadnym z nich nie zabezpieczono już DNA oskarżonego (…). Prokurator pomijał, iż w sprawie były dowody uprawdopodobniające wersję o dokonaniu zabójstwa przez inne osoby” – zauważył sąd w uzasadnieniu. Jako przykład sędzia podał np. parę, która szukała stancji u Antoniego P. niedługo przed zabójstwem. 

Prokuratura: Poszlaki stanowią zamknięty łańcuch

W lipcu 2024 r. Prokuratura Okręgowa w Suwałkach znów złożyła apelację. Zarzuciła sądowi, że oceniał dowody i ustalenia w oderwaniu od siebie, bez uwzględnienia całokształtu okoliczności. 

„Występujące w tej sprawie poszlaki stanowią zamknięty łańcuch wykluczający inną wersję niż ta, że zbrodni Antoniego P. dopuściła się inna osoba niż Waldemar G. Znał osobiście pokrzywdzonego, co jest o tyle istotne, że Antoni P. wpuścił sprawców zabójstwa do swojego domu” – wskazała prokuratura. 

W marcu ubiegłego roku Sąd Apelacyjny w Suwałkach po raz drugi uchylił wyrok uniewinniający. I po raz drugi kazał sądowi pierwszej instancji ponownie przeanalizować sprawę.

„Oceniając dowody, Sąd musi uważać, aby równoważyć zasadę domniemania niewinności oraz zasady prawidłowego rozumowania i nie powinien być Sąd przy tej ocenie naiwny, lecz fachowy” – zaznaczył sąd drugiej instancji, pouczając de facto sędziów Sądu Okręgowego w Suwałkach

W lipcu ubiegłego roku Waldemar G. zatem już po raz trzeci stanął przed Sądem Okręgowym w Suwałkach. I w sierpniu 2025 r. po raz trzeci został uniewinniony. Sąd ponownie uznał, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, że Waldemar G. był u Antoniego P. w czasie, kiedy doszło do zabójstwa i że materiał biologiczny na paznokciach pokrzywdzonego był efektem właśnie tego czynu.

Po raz trzeci Prokuratura Okręgowa w Suwałkach zdecydowała się na złożenie apelacji, znów zarzucając Sądowi Okręgowemu, że dowody potraktował wybiórczo i jednostronnie, z pominięciem okoliczności niekorzystnych dla oskarżonego Waldemara G. Prokuratura zaznaczyła, że dowody wskazują na to, że „Waldemar G. był ostatnią osobą, która miała bezpośredni fizyczny kontakt z Antonim P. przed jego śmiercią”. 

30 czerwca tego roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku trzeci raz uchylił wyrok uniewinniający Waldemara G. Sprawa znów została skierowana do sądu pierwszej instancji. Nie wyznaczono jeszcze terminu rozprawy. 

Co ważne, wyroki zarówno przed sądem pierwszej, jak i drugiej instancji były wydawane w niepowtarzających się składach sędziowskich. 

Ekspert: Uchylenia wyroków powinny być wyjątkiem

– To słynny sądowy klasyczny ping-pong, ale raczej sytuacja wyjątkowa, a wręcz rzadka – komentuje dr Paweł Czarnecki z Katedry Postępowania Karnego Wydziału Prawa i Administracji UJ.

– Generalnie przewodniczący powinien dążyć do tego, aby rozstrzygnięcie w miarę możliwości nastąpiło na pierwszej rozprawie głównej. Polski Kodeks postępowania karnego nie określa sztywnej, liczbowej granicy uchylania wyroków, co czysto teoretycznie otwiera drogę do ponawiania tego cyklu – dodał ekspert.

Zdaniem dr. Pawła Czarneckiego „regułą powinno być wydawania orzeczeń reformatoryjnych (o zmianie orzeczenia) lub też o utrzymaniu w mocy, a wyjątkiem powinny być orzeczenia uchylające”.

– Jedyną granicą wydawania liczby orzeczeń są długoletnie okresy przedawnienia – zaznacza naukowiec. Zabójstwo w Polsce przedawnia się po 40 latach. 

– To sytuacja kłopotliwa zarówno dla oskarżonego, jak i innych uczestników postępowania karnego (np. pokrzywdzonych czy świadków). Zgodnie z art. 45 ust. 1 Konstytucji RP czy art. art. 2 § 1 pkt 4 Kodeksu postępowania karnego rozpoznanie sprawy powinno być niezwłoczne – zaznacza dr Paweł Czarnecki. 

Tekst powstał na podstawie materiałów zawartych w aktach Sądu Okręgowego w Suwałkach i Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. 

Redagował Jan Latała

Share.
Exit mobile version