-
We wrocławskim zoo uruchomiono specjalny numer alarmowy do zgłaszania przypadków dokarmiania zwierząt lub łamania regulaminu.
-
Zostały przygotowane filmy z udziałem Tomasza Oświecińskiego, które mają zwrócić uwagę na poważny problem dokarmiania mieszkańców zoo.
-
Podawanie zwierzętom niewłaściwych produktów przez odwiedzających może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych, a nawet śmierci niektórych zwierząt.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
To nie jest pierwsza taka mocna i zorganizowana z pomysłem akcja przeciw dokarmianiu zwierząt w ogrodzie zoologicznym we Wrocławiu. Ponieważ nie pomagają apele, prośby i informacje, zoo we Wrocławiu sięga po inne środki. W zeszłym roku powstał film, który wywołał lawinę reakcji w internecie, otwiera się w nowym oknie. – My z reguły podchodzimy grzecznie, tłumaczymy, że tak nie wolno i ten nasz turysta grzecznie odchodzi – mówiła na nim jedna z pracownic zoo w bluzie z napisem „Edukator”, a w tle inni pracownicy ładowali skrępowane ciała na taczki.
Teraz powstała kolejna seria filmów, w których wystąpił aktor Tomasz Oświeciński. Przychodzi on do Matki Chrzestnej przy muzyce z „Ojca Chrzestnego”. Mówi, że kulturalnie prosił ludzi: „zostawcie te chrupki, nie trujcie zwierząt”. Oni jednak go zignorowali. Matka Chrzestna odpowiada, że ona jego problemu nie rozwiąże. Jest jednak telefon, pod który może zadzwonić.
Zoo nadmienia: „Nie musisz już szukać sprawiedliwości na własną rękę, kiedy widzisz, że ktoś dokarmia nasze zwierzęta lub łamie regulamin! Uruchomiliśmy numer alarmowy Zoo Wrocław: 510 015 987. Numer służy wyłącznie do zgłaszania nagłych sytuacji dotyczących zwierząt mieszkających w ZOO Wrocław i zdarzeń na terenie naszego ogrodu. Linia czynna jest codziennie w godzinach pracy ogrodu”.
I dodaje: „gdy dzwoni ten telefon, żarty się kończą”.
Dokarmianie zwierząt grozi im śmiercią albo chorobami
Film został nagrany przez zoo wrocławskie z przymrużeniem oka, ale jednak dotyczy bardzo poważnej sprawy. I bardzo dużego problemu, nierzadko śmiertelnego dla zwierząt. Dokarmianie bowiem często kończy się śmiercią mieszkańców zoo, a że apele nie działają, ogrody przestały się patyczkować. Przedstawiają zgubne rezultaty działania swoich gości. „Zwierzęta nie są głodne. Dostają przygotowane dla nich posiłki o wymaganych porach. Nie wymagają dokarmiania” – piszą ogrody, ale to nie działa. Ludzie lubią podać coś zwierzęciu, żeby „sobie zjadło”. Konsekwencje są poważne, bowiem najczęściej zwierzęta dostają karmę zupełnie nieodpowiednią dla siebie. Nawet jeśli to jest marchewka dla żyrafy czy listek dla zebry, to może takiemu zwierzęciu poważnie zaszkodzić. A nierzadko ludzie serwują mieszkańcom zoo porażające rzeczy np. chipsy, chrupki, lody, żelki, słodycze. Mogą być zabójcze. Poważne szkody mogą wyrządzić jabłka, gruszki, banany, dosłownie wszystko, co zwierzętom chce się podać.
Dla wielu odwiedzających zoo wiedza o tym, że żadnego zwierzęcia pod żadnym pozorem nie wolno dokarmiać, jest nieprzyswajalna. Przez lata wpajano gościom, że w zoo atrakcją jest podanie jabłuszka słoniowi czy gałązki żyrafie. Skutki są opłakane. Np. podanie jabłek nosorożcom może skończyć się ich śmiercią, gdyż te ssaki mają zbyt wąski przełyk na taki pokarm – a taką aferę mieliśmy swego czasu w warszawskim zoo.



